17.01.2024, 09:19 ✶
- Za dobrze znam wasze pomysły, żeby powiedzieć tak - skwitował Cathal z rozbawieniem. Czy kiedyś omal nie zginęli z Letą i Jamilem, bo postanowił koniecznie otworzyć pewne drzwi? Owszem. Drzwi otworzyli, ale przy okazji runęła część sufitu - na szczęście wcześniej zadbał o odpowiednie zabezpieczenia. Czy miał zamiar oddać się w ciemno "w ręce" McGongall tylko po to, aby obejrzeć jakąś żabę? Za żadne skarby. Praca z Nell, Letą i okazyjnie Ginewra nauczyła go, że miewają różne dziwaczne pomysły...
Zaklął pod nosem, kiedy kobieta znikła. Odczekał kilka sekund, a kiedy nie pojawiła się z powrotem i znikąd nie słyszał jej głosu... poświęcił parę kolejnych sekund na kalkulacje. Bo tak, po pierwsze nie był Gryfonem, po drugie jego umysł działał w bardzo określony sposób: cały czas przetwarzał dane i sytuację natychmiast podejmował tylko wtedy, kiedy już coś próbowało bezpośrednio go zabić.
Jeśli przepadnie razem z nią, owszem, inni będą wiedzieli, dokąd się udali, bo wspomniał Nell, że zabiera McGongall do dworu Cape, ale zapewne nikt nie wpadnie na to, że połknęła ich wielka żaba.
Jeżeli zostawi ją samą, mogli nie zdążyć: kto wie, co czekało w miejscu, do którego ją posłano?
Jeżeli pójdzie za nią, może po prostu utkną gdzieś razem albo zginą oboje – czasem takie pułapki prowadziły do miejsc mało przyjemnych.
Podłoga mogła się pod nim zawalić. Ona wprawdzie dała radę, ale kto wie, gdzie on wyląduje? A był zdecydowanie cięższy od niej.
Ale była członkiem ekipy...
Shafiq nie był bohaterem. Nie miałby oporów przeciwko porzuceniu na pastwę losu kogoś obcego. Ludzi, dla których był gotów zaryzykować, było bardzo niewielu i obejmowali przede wszystkim kilku krewnych – głównie tych, którzy jakoś kiedyś mu pomogli i ich dzieci – oraz właśnie współpracowników. Huk walących się korytarzy, dłoń Cassandry wystająca ze zwaliska, to wciąż pozostawało żywe w jego pamięci i wiedział, że gdyby Ginewra nie wróciła, ten dzień dręczyłby go do końca życia. Nie miał rodziny, nie był altruistą, przyjaciół mógłby policzyć na palcach jednej ręki, ale w pewnym pokrętnym sensie troszczył się o „swoich”.
Cathal westchnął, z pewną rezygnacją, wypalił na najbliższej ścianie napis "żaba" i znikł z cichym pyknięciem. Aportował się na wieży (gdzie podłoga złowrogo zatrzeszczała pod jego ciężarem) dokładnie w tej samej chwili, w której… kamienna żaba z powrotem wypluła kobietę. Bo jak się okazało, portal działał w obie strony i gdy Ginny postanowiła oskarżycielsko popatrzeć na posąg w podziemiach (w których zresztą przynajmniej na pierwszy rzut oka nie było nic ciekawego, ale może kryły jakąś tajemnicę?), ten po prostu ją połknął i ponownie wyrzucił na górze. Tak, że wypadając z żabiego pyska omal nie wpadła na Cathala.
Zaklął pod nosem, kiedy kobieta znikła. Odczekał kilka sekund, a kiedy nie pojawiła się z powrotem i znikąd nie słyszał jej głosu... poświęcił parę kolejnych sekund na kalkulacje. Bo tak, po pierwsze nie był Gryfonem, po drugie jego umysł działał w bardzo określony sposób: cały czas przetwarzał dane i sytuację natychmiast podejmował tylko wtedy, kiedy już coś próbowało bezpośrednio go zabić.
Jeśli przepadnie razem z nią, owszem, inni będą wiedzieli, dokąd się udali, bo wspomniał Nell, że zabiera McGongall do dworu Cape, ale zapewne nikt nie wpadnie na to, że połknęła ich wielka żaba.
Jeżeli zostawi ją samą, mogli nie zdążyć: kto wie, co czekało w miejscu, do którego ją posłano?
Jeżeli pójdzie za nią, może po prostu utkną gdzieś razem albo zginą oboje – czasem takie pułapki prowadziły do miejsc mało przyjemnych.
Podłoga mogła się pod nim zawalić. Ona wprawdzie dała radę, ale kto wie, gdzie on wyląduje? A był zdecydowanie cięższy od niej.
Ale była członkiem ekipy...
Shafiq nie był bohaterem. Nie miałby oporów przeciwko porzuceniu na pastwę losu kogoś obcego. Ludzi, dla których był gotów zaryzykować, było bardzo niewielu i obejmowali przede wszystkim kilku krewnych – głównie tych, którzy jakoś kiedyś mu pomogli i ich dzieci – oraz właśnie współpracowników. Huk walących się korytarzy, dłoń Cassandry wystająca ze zwaliska, to wciąż pozostawało żywe w jego pamięci i wiedział, że gdyby Ginewra nie wróciła, ten dzień dręczyłby go do końca życia. Nie miał rodziny, nie był altruistą, przyjaciół mógłby policzyć na palcach jednej ręki, ale w pewnym pokrętnym sensie troszczył się o „swoich”.
Cathal westchnął, z pewną rezygnacją, wypalił na najbliższej ścianie napis "żaba" i znikł z cichym pyknięciem. Aportował się na wieży (gdzie podłoga złowrogo zatrzeszczała pod jego ciężarem) dokładnie w tej samej chwili, w której… kamienna żaba z powrotem wypluła kobietę. Bo jak się okazało, portal działał w obie strony i gdy Ginny postanowiła oskarżycielsko popatrzeć na posąg w podziemiach (w których zresztą przynajmniej na pierwszy rzut oka nie było nic ciekawego, ale może kryły jakąś tajemnicę?), ten po prostu ją połknął i ponownie wyrzucił na górze. Tak, że wypadając z żabiego pyska omal nie wpadła na Cathala.