Nagłe dotknięcie zaskoczyło go, jakby resztki magii pozostały pomiędzy nimi i błysnęły nagłym ukłuciem, gdy skóra złączyła się ze skórą. Ścisnął w geście otuchy dłoń barmana, odpowiadając na ten gest. Neila. Ręce Morpheusa były niesamowicie lodowate, ale miękkie w dotyku. Na pewno nie parał się pracą fizyczną, dbał o przycięte krótko paznokcie, ale sam uścisk należał do tych pewnych, można rzec nawet stanowczych. Zupełnie jakby przekazywał drugiemu czarodziejowi, że teraz już wszystko jest pod kontrolą i nie ma się czym przejmować. Oczywiście stanowiło to wierutne kłamstwo, nic nie było dobrze i nadal należało się mieć na baczności. Morpheus po raz pierwszy poczuł w rzeczywistości, że trwa wojna, że nawet on jest w niej zagrożony.
— Możesz do mnie napisać — głos miał zachrypnięty od dymu, ściśnięty zmęczeniem i sytuacją w jakiej utknęli. Sięgnął w poły swojej szaty. Pomiędzy kartami, papierośnicą i innymi drobiazgami mial jeszcze jedno małe, metalowe pudełeczko. Podał Neilowi wizytówkę wypisaną piękną kaligrafią, wyglądającą na robioną ręcznie, ale nie amatorsko. Beżowy kartonik miał wybity w formie fakturowanego znaku wodnego symbol Brytyjskiego Ministerstwa Magii.
Niewymowny
Ministerstwo Magii, Londyn
Departament Tajemnic, poziom 9
Podniósł się z cichym stęknięciem. Istniały tylko dwie aktywności fizycznej, które lubił, pierwszą było pływanie.
— Do zobaczenia Neil. Oby w lepszych okolicznościach — pożegnał się, gdy jeden z funkcjonariuszy poprosił go na bok. Idąc nie patrzył na martwe ciała, poruszał się z pewnością właściciela świata i niemal wojskową precyzją. Po mowie ciała BUM-owców też dało się wywnioskować, że jest z nimi w jakiś sposób zaznajomiony i w pozytywnych stosunkach. Później wszystko toczyło się bardzo, bardzo powoli. Nastąpiła długa weryfikacja personaliów obu czarodziejów, gdy siedzieli przy ostatnich trzymających się jako tako stolikach, odpowiadając na wiele pytań, zebranie zeznań od obojga, zanim zdążą ustalić wspólną wersję. Na koniec przetransportowano każdego do św. Munga, gdzie całkowicie stracili się z oczu i zajęto się ich urazami. Na szczęście dla ego Morpheusa, uporano się z ranami na twarzy, chociaż przy oczyszczaniu magimedyczka wyciągnęła z nich siedem kawałków rozbitego szkła.
W mugolskich gazetach pisano o pożarze w barze, który wywołała bójka kibiców i podano do informacji imiona i nazwiska trzech ofiar śmiertelnych. Mugolskim świadkom zmieniono pamięć, a w świecie czarodziejów załamywano ręce nad kolejnym atakiem popleczników lorda Voldemorta.