Giovanni zadbał o to, aby odesłać Geraldine do domu nim na Beltane wszystko zaczęło się komplikować. Wiedziała, że był atak, jednak nie miała, jak tam wrócić, teleportacja nie działała. Nie miała jak im pomóc, nie dotarłaby od siebie tam na czas. Wiedziała, że Gio również ryzykował, był jej na tyle bliski, że skłonna była się tam wrócić, aby mu pomóc. Nie przejmowałaby się wtedy nawet tym, że ktoś może zobaczyć, że ich wspiera, mogło to być przecież jednorazowe, czyż nie. Zresztą na pewno przyjdzie czas, że zainteresują się i ją. W końcu nie miała problemu z tym, żeby pokazywać się z mugolakami, czy tymi półkrwi, którymi większość czystokrwistych gardziła. Czekała po prostu na odpowiedni moment i póki mogła wolała się trzymać na uboczu, bo skomplikowałoby to dość mocno jej interesy, a mimo wszystko one były dla niej naprawdę ważne. Czuła, że rodzinny interes jest głównie jej ciężarem. Jej bracia byli raczej nieudolni jeśli o to chodzi, musiała czuwać nad tym, żeby nadal ceniono ich w branży, aby żadna inna rodzina ich nie wygryzła. Miała nadzieję, że ojciec to doceni, bo matka, cóż, nie miała złudzeń - wolałaby, aby Gerry się trzymała od tego z daleka. Wiele razy pokazywała swoje niezadowolenie spowodowane tym, jaką wybrała profesję, ale nie tylko to, nigdy nie zaakceptowała w pełni tego, w jaki sposób ona chciała żyć, demonstrowała to przy każdym możliwym spotkaniu.
- Musisz być ostrożny Erik. - Jej ton zmienił się na bardzo poważny, spoglądała przy tym na niego, a usta wykrzywiła w grymasie. Nie chciała usłyszeć o tym, że zginął z rąk fanatyków. Naprawdę cieszyła się, że ma w sobie tyle odwagi, nie boi się pomagać i cała reszta, tyle, że mogło to przynieść śmierć, zupełnie znienacka. Nie malunki na płocie, a stratę życia. To naprawdę było bardzo poważne. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, nie sądziła, że odpowiednim podejściem było lekceważenie popleczników Voldemorta. - Oby to faktycznie były tylko groźby na płocie. - Powiedziała oschle.
- Nie wiem, czy jestem dobrym materiałem na sąsiada. - Uśmiechnęła się teraz szczerze. Zastanawiała się nawet przez moment, czy nie powinna wyprowadzić się gdzieś dalej, ale brakowałoby jej tłocznego i głośnego Londynu. Tam zawsze znajdowała towarzystwo, wystarczyło, że zeszła do pubu i od razu znajdowali się chętni do wspólnej zabawy. Było jej to potrzebne od czasu do czasu. W Dolinie psy dupami szczekały, nie powiedziała tego oczywiście w głos, aby nie urazić Erika, zresztą tak samo było w Snowdonii skąd pochodziła. Nie bez powodu dawno temu kupiła sobie mieszkanie w Londynie. Może na chwilę, dobrze byłoby od czasu do czasu zamieszkać w miejscu jak to, tak właściwie kupić sobie jakiś domek letniskowy? Wcale nie był to taki głupi pomysł, mogłaby tam sobie zrobić magazyn na wszystkie komponenty, które zdobywała. - Pomyślę jednak o letnim domu. - Dodała jeszcze, najwyraźniej chciała się podzielić tym pomysłem.
- Takich to nie, ale samych doświadczonych? - Wzruszyła ramionami, bo nie do końca wiedziała, co o tym myśleć. Nigdy nie była świadkiem przemiany wilkołaka, było to dla niej coś nowego, dlatego tak go wypytywała. - Dzięki za wytłumaczenie. - Jego komentarz jej trochę bardziej rozjaśnił całą sytuację, lepszego źródła wiedzy nie znajdzie.
Jej minęła ledwie chwila. Była tak zajęta, że nie czuła upływu czasu, zazwyczaj działo się tak, kiedy polowała. Często zachodzące słońce informowało ją o tym, jaka jest pora dnia. Szczególnie, że zawsze była skupiona przede wszystkim na tym, co działo się przed nią. Liczyła się tylko ona i zwierzę na które polowała, może trochę otoczenie, o ile mogło jej dać wskazówki, gdzie mogła znaleźć poszukiwanie stworzenie.
Miała szczęście, bo potwór, znaczy słodko śpiący błotoryj się nie obudził. Raczył się jeszcze nawet odwrócić na drugi bok. Nie wiedział jeszcze, co dla niego szykuje. Niech śpi słodko, bo najprawdopodobniej będzie to jego ostatni sen. Obudzi go pewnie jak będzie go zabijała, szkoda, bo tak może by się nie zorientował, że umarł. Ciekawe, czy odrodzi się jako inne zwierzę, a może człowiek? Reinkarnacja interesowała ją od kiedy odwiedziła Indie i poznała się bliżej z tamtymi mieszkańcami. Nie wiedzieć czemu, wróciło to do niej teraz.
Geraldine nie zamierzała uciekać, oj nie. Szczególnie, kiedy to zwierzę leżało przed nią podane na tacy. Nie miała zamiaru też ściągać tutaj Erika. Raczej chciała zrobić mu niespodziankę. Ciekawe, czy uda się jej go zaskoczyć małym prezentem, który wyłoni się na zewnątrz, podejrzewała, że zwierzę, że trochę zbyt duże, aby jej się to udało. Z mniejszym pewnie by przeszło. Nie zastanawiała się długo. Machnęła różdżką pewnym ruchem i mruknęła pod nosem Bombarda zaklęcie, chciała uderzyć w śpiącego zwierzaka ogromną siłą, która miała spowodować eksplozję.
Sukces!
Akcja nieudana