Fuknęła coś pod nosem niezadowolona. Żarty Ginewry były zdecydowanie bardziej wyrafinowane niż Jamila. Przede wszystkim ona w nikogo niczym by nie rzucała i prędzej poświęciłby własne życie, niż pozwoliła, by komukolwiek w jej otoczeniu stało się coś złego. Jasne, lubiła ryzyko i była ciekawska na tyle, że czasami można było odnieść wrażenie, że wkładała palce w drzwi i aż prosiła się o ich przytrzaśnięcie, ale świadomie zrobić komuś krzywdę? Komuś kogo lubiła? Absolutnie nie. Może i miała dziwaczne pomysły, ale gdyby nie one, to pewnie nie udałoby się odkryć części rzeczy i zdobyć odpowiedniego doświadczenia. Rzecz jasna nie przypisywała sobie, że to wszystko jej zasługa, absolutnie – po prostu dziwaczne pomysły i ciekawość prowadziły do różnych niespodziewanych i czasami przełomowych efektów.
Tak jak z tą nieszczęsną żabą.
Łypnięcie na rzeźbę spowodowało, że cały proces się powtórzył. Gdyby była kotem to może udałoby jej się dzięki refleksowi uniknąć złapania, ale była tylko skopiowanym człowiekiem, który czuł, jak przewraca jej się w żołądku. Kilka chwil później już wypadała z żabiej paszczy na wieży, zatoczyła się lekko próbując złapać równowagę i wtedy zauważyła, że już nie jest tutaj całkiem sama, bo Cathal jednak teleportował się na wieżę… Ginny nieco na oślep wyciągnęła ręce i akurat złapała się nie zawalonej części ściany, nieco się na niej opierając. Schyliła się nawet, a za moment kucnęła. Kręciło jej się w głowie.
- Hara – przeklęła po arabsku. Czy można było jej się dziwić? Średnio dobrze znosiła teleportacje, a na tą nie była nawet mentalnie gotowa. - Chyba będę rzygać – mruknęła niewyraźnie. - To pieprzony portal – zamarudziła po chwili, gdy już przestała głęboko oddychać.