18.01.2024, 12:16 ✶
Cathal odruchowo się cofnął, gdy "coś" wyleciało z żabiego pyska i mało brakowało, a po prostu zleciałby z wieży. Zaklął pod nosem, ale ulżyło mu, że Guinevere jest cała i zdrowa. Nawet jeśli zamierzała wymiotować na podłogę - ta w końcu była już w takim stanie, że niewiele mogło posadce zaszkodzić.
Zmierzył spojrzeniem najpierw kobietę, a potem żabę. Ktoś bardziej empatyczny niż on może by się przejął i rzucił z pomocą. Ale Cathal po pierwsze empatyczny był średnio, po drugie swoje ważył, i słyszał wyraźnie, jak podłoga, przez lata narażona na wpływy mrozu, deszczu, wiatru i słońca, złowieszczo trzeszczy pod jego stopami. Poza tym nie miał najmniejszej ochoty zbliżyć się teraz do żaby i zostać połkniętym. Jasne, było interesujące i może warte zbadania, dokąd wiódł portal - jego pierwszą myślą było jednak jakieś ukryte pomieszczenie, gdzie rodzina trzymała swoje skarby albo które miało być kryjówką w razie zagrożenia, nie szczególnie fascynujące dla archeologa sekrety - niekoniecznie jednak chciał robić to w tej chwili, na ślepo.
Ginny nie wyglądała na ranną, nie oberwała chyba żadnym zaklęciem, a najwyraźniej jedyne, co jej dolegało, to drobny rozstrój żołądka po tym, jak żaba postanowiła ją połknąć, przenieść gdzieś, a potem wypluć z powrotem.
- W takim razie ty sobie spokojnie rzygaj, a jak skończysz, spotkamy się na dole i porozmawiamy o tym portalu na bardziej stabilnym gruncie – oświadczył Cathal, upewniwszy się, że McGongall na tej wieży nie umrze. – Wiesz co, Ginny? Dostajesz zakaz zbliżania się do jakichkolwiek żab – stwierdził, chyba po prostu w ramach specyficznego żartu. A potem teleportował się z powrotem na dół, zanim podłoga postanowiła się pod nim zawalić. Na dole poczekał aż kobieta dojdzie do siebie na tyle, by też wydostać się z wieży i opowiedzieć, do takiego zobaczyła po drugiej stronie żabiego portalu.
I chociaż nie spodziewał się znaleźć niczego naprawdę ciekawego w ruinach dworu Cape, i tak zamazał napis „żaba”, który wcześniej umieścił na ścianie. Tak na wszelki wypadek.
Zmierzył spojrzeniem najpierw kobietę, a potem żabę. Ktoś bardziej empatyczny niż on może by się przejął i rzucił z pomocą. Ale Cathal po pierwsze empatyczny był średnio, po drugie swoje ważył, i słyszał wyraźnie, jak podłoga, przez lata narażona na wpływy mrozu, deszczu, wiatru i słońca, złowieszczo trzeszczy pod jego stopami. Poza tym nie miał najmniejszej ochoty zbliżyć się teraz do żaby i zostać połkniętym. Jasne, było interesujące i może warte zbadania, dokąd wiódł portal - jego pierwszą myślą było jednak jakieś ukryte pomieszczenie, gdzie rodzina trzymała swoje skarby albo które miało być kryjówką w razie zagrożenia, nie szczególnie fascynujące dla archeologa sekrety - niekoniecznie jednak chciał robić to w tej chwili, na ślepo.
Ginny nie wyglądała na ranną, nie oberwała chyba żadnym zaklęciem, a najwyraźniej jedyne, co jej dolegało, to drobny rozstrój żołądka po tym, jak żaba postanowiła ją połknąć, przenieść gdzieś, a potem wypluć z powrotem.
- W takim razie ty sobie spokojnie rzygaj, a jak skończysz, spotkamy się na dole i porozmawiamy o tym portalu na bardziej stabilnym gruncie – oświadczył Cathal, upewniwszy się, że McGongall na tej wieży nie umrze. – Wiesz co, Ginny? Dostajesz zakaz zbliżania się do jakichkolwiek żab – stwierdził, chyba po prostu w ramach specyficznego żartu. A potem teleportował się z powrotem na dół, zanim podłoga postanowiła się pod nim zawalić. Na dole poczekał aż kobieta dojdzie do siebie na tyle, by też wydostać się z wieży i opowiedzieć, do takiego zobaczyła po drugiej stronie żabiego portalu.
I chociaż nie spodziewał się znaleźć niczego naprawdę ciekawego w ruinach dworu Cape, i tak zamazał napis „żaba”, który wcześniej umieścił na ścianie. Tak na wszelki wypadek.
Koniec sesji