18.01.2024, 13:48 ✶
Ah, cóż to by był za pojedynek, gdyby Louvain i Nott faktycznie popisali się chociaż ułamkiem mocy, która można było przypisać do przytoczonego przez Darcy'ego pojedynku. Niewątpliwie byłoby to coś wartego oglądania, ale po chwili Lyssa zaczęła się zastanawiać, czy tego typu walka nie skończyłaby się zwyczajnie tragicznie. Nie mogła z pełnym przekonaniem zadeklarować, że Lestange'a znała, ale coś podpowiadało jej, że mężczyzna był z kategorii tych, którzy robią rzeczy w pełni i całym sobą. Doprowadzało to natomiast to prostego wniosku, że Philipp w takim starciu zostałby zwyczajnie skasowany z materii rzeczywistości.
Nie wiedziała jak się z tymi wnioskami czuła, ale w gruncie rzeczy chyba jej to imponowało.
Uśmiechnęła się do Lockharta zdawkowo, widząc jego uprzejmy uśmiech. Był to jeden z tych, które pozostawały na tyle miłe, by nikogo nie urazić, jednak na tyle wyuczone, by dało się zrozumieć, że poruszony temat w jakiś sposób nie należał do tych pasjonujących. Nad wyraz często dało się zobaczyć tego typu grymasy, kiedy wspominało się o całym tym wróżeniu i przeznaczeniu, ale prawdę powiedziawszy, Lyssa sama była tą, która rozdawała tego typu uśmiechy. Nigdy nie robiła tego jednak w stosunku do ojca czy Peregrinusa.
- Powiedzmy, że jego intencje nie były... szczere - uśmiechnęła się do niego ładnie, specjalnie wypowiadając ostatnie słowo jakby po chwili zastanowienia. Nawet nie próbowała też sprostowywać tematu kart, bo jeszcze by się okazało, że nawet jeśli Darcy patrzy na wróżbiarstwo z grzeczną rezerwą, to doskonale wie że z fusów wróżyło się osobie, która filiżankę opróżniła. A jeszcze tego brakowało, że przyłapałby ją na kłamstwie, nawet jeśli tak niewinnym.
Obejrzała się za Nottem, chyba tylko dlatego, że zrobił to sam Darcy. Sama chętnie poszłaby na afterparty Louvaina. Ba! Pewnie nawet zaoferowałaby Lockhartowi swoje towarzystwo gdyby tylko mogła. Jej ojciec jednak gdzieś pobiegł, a Eden rozpłynęła się w tłumie, najwyraźniej wiedząc dokładnie gdzie powinna szukać wróżbity. Może i Lyssa nie miała pięciu lat, ale część niej strasznie wykręcała się przed tym, żeby tak radośnie zniknąć, prowadząc towarzyszącego jej chłopaka pod ramię.
- Szkoda - westchnęła, wykrzywiając przy tym wargi i wyraźnie rozczarowana jego odpowiedzią. - Może to i lepiej, że prasa postanawia być obiektywna. Ale może chociaż na ucho?
Nie wiedziała jak się z tymi wnioskami czuła, ale w gruncie rzeczy chyba jej to imponowało.
Uśmiechnęła się do Lockharta zdawkowo, widząc jego uprzejmy uśmiech. Był to jeden z tych, które pozostawały na tyle miłe, by nikogo nie urazić, jednak na tyle wyuczone, by dało się zrozumieć, że poruszony temat w jakiś sposób nie należał do tych pasjonujących. Nad wyraz często dało się zobaczyć tego typu grymasy, kiedy wspominało się o całym tym wróżeniu i przeznaczeniu, ale prawdę powiedziawszy, Lyssa sama była tą, która rozdawała tego typu uśmiechy. Nigdy nie robiła tego jednak w stosunku do ojca czy Peregrinusa.
- Powiedzmy, że jego intencje nie były... szczere - uśmiechnęła się do niego ładnie, specjalnie wypowiadając ostatnie słowo jakby po chwili zastanowienia. Nawet nie próbowała też sprostowywać tematu kart, bo jeszcze by się okazało, że nawet jeśli Darcy patrzy na wróżbiarstwo z grzeczną rezerwą, to doskonale wie że z fusów wróżyło się osobie, która filiżankę opróżniła. A jeszcze tego brakowało, że przyłapałby ją na kłamstwie, nawet jeśli tak niewinnym.
Obejrzała się za Nottem, chyba tylko dlatego, że zrobił to sam Darcy. Sama chętnie poszłaby na afterparty Louvaina. Ba! Pewnie nawet zaoferowałaby Lockhartowi swoje towarzystwo gdyby tylko mogła. Jej ojciec jednak gdzieś pobiegł, a Eden rozpłynęła się w tłumie, najwyraźniej wiedząc dokładnie gdzie powinna szukać wróżbity. Może i Lyssa nie miała pięciu lat, ale część niej strasznie wykręcała się przed tym, żeby tak radośnie zniknąć, prowadząc towarzyszącego jej chłopaka pod ramię.
- Szkoda - westchnęła, wykrzywiając przy tym wargi i wyraźnie rozczarowana jego odpowiedzią. - Może to i lepiej, że prasa postanawia być obiektywna. Ale może chociaż na ucho?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.