18.01.2024, 19:36 ✶
Lyssa przekrzywiła lekko głowę w odpowiedzi na jego pytanie, uśmiechając się przy tym znacząco. T a j e m n i c a, mówiło jej lekko rozbawione spojrzenie, jakby faktycznie było tutaj cokolwiek do ukrywania. Ale przecież sam przed chwilą zarzekał się, że zależało mu na obiektywności, czy więc tego typu kłamstewka nie mogły na to jakkolwiek wpłynąć?
- Najpierw należałoby zdefiniować, czy Loretta w ogóle posiada ten honor - prychnęła obcesowo, w tym momencie praktycznie sięgając do tych wszystkim momentów, w których Dolohov z największą pasją wymyślał pannę Lestrange od niezliczonej ilości rzeczy. Szczerze, to Lyssa sama się w tym już gubiła, kim Loretta była, a kim nie, ale wszystko najwyraźniej dało się zamknąć w tym, że wywoływała kontrowersje. - Chyba niestety znaczyłoby to zaledwie tyle, że pan Nott okazał się mieć większe szczęście niż mu się należało. Jakkolwiek ładnie takie pojedynki nie wyglądają na papierze, w gruncie rzeczy są one bezsensowne - wzruszyła przy tym ramionami. Było w tej całej sytuacji coś niewątpliwie zabawnego i nawet nie dziwiła się rozbawionym iskierkom, które tańczyły w jego spojrzeniu. - Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że jeśli wykorzystasz ten motyw w jakiejś swojej książce, okaże się on o wiele bardziej porywający - mrugnęła jeszcze do niego wesoło.
Mimowolnie sama nieco pochyliła się, kiedy przysunął się do niej w poufałym geście, chcąc podzielić się z nią tą jakże wielką tajemnicą, która przecież wcale taka ogromna nie była. Ale w tym kontraście było coś zwyczajnie zabawnego.
- Ah, widzę że stoisz po właściwej stronie - rzuciła, uśmiechając się do niego porozumiewawczo, jakby fakt że oboje opowiadali się za Louvainem cokolwiek miał zmieniać.
- Nie. Przyszłam z ojcem, ale on gdzieś zniknął - rzuciła, rozglądając się mimowolnie w stronę, gdzie wcześniej pognał Vakel, przygryzając przy tym usta w konsternacji. - A razem z nim Eden, więc nawet nie wiem czy czekać czy... - Lyssa zastrzygła uchem, bo wizja bycia odprowadzoną do domu, szczególnie przez niego, niezmiernie jej się spodobała. Przez moment wahała się, wyraźnie zastanawiając co zrobi Dolohov kiedy zorientuje się, że córka mu zniknęła i czy w ogóle miała tego wieczoru ochotę na ewentualny konkurs krzyków w należącej do niego kamienicy. W końcu jednak skinęła głową. - Bardzo chętnie pozwolę się odprowadzić - oznajmiła, uśmiechając się do niego filuternie i mając nadzieję, że ojciec za bardzo nie skrzyczy Eden, za to że ją zgubiła.
- Najpierw należałoby zdefiniować, czy Loretta w ogóle posiada ten honor - prychnęła obcesowo, w tym momencie praktycznie sięgając do tych wszystkim momentów, w których Dolohov z największą pasją wymyślał pannę Lestrange od niezliczonej ilości rzeczy. Szczerze, to Lyssa sama się w tym już gubiła, kim Loretta była, a kim nie, ale wszystko najwyraźniej dało się zamknąć w tym, że wywoływała kontrowersje. - Chyba niestety znaczyłoby to zaledwie tyle, że pan Nott okazał się mieć większe szczęście niż mu się należało. Jakkolwiek ładnie takie pojedynki nie wyglądają na papierze, w gruncie rzeczy są one bezsensowne - wzruszyła przy tym ramionami. Było w tej całej sytuacji coś niewątpliwie zabawnego i nawet nie dziwiła się rozbawionym iskierkom, które tańczyły w jego spojrzeniu. - Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że jeśli wykorzystasz ten motyw w jakiejś swojej książce, okaże się on o wiele bardziej porywający - mrugnęła jeszcze do niego wesoło.
Mimowolnie sama nieco pochyliła się, kiedy przysunął się do niej w poufałym geście, chcąc podzielić się z nią tą jakże wielką tajemnicą, która przecież wcale taka ogromna nie była. Ale w tym kontraście było coś zwyczajnie zabawnego.
- Ah, widzę że stoisz po właściwej stronie - rzuciła, uśmiechając się do niego porozumiewawczo, jakby fakt że oboje opowiadali się za Louvainem cokolwiek miał zmieniać.
- Nie. Przyszłam z ojcem, ale on gdzieś zniknął - rzuciła, rozglądając się mimowolnie w stronę, gdzie wcześniej pognał Vakel, przygryzając przy tym usta w konsternacji. - A razem z nim Eden, więc nawet nie wiem czy czekać czy... - Lyssa zastrzygła uchem, bo wizja bycia odprowadzoną do domu, szczególnie przez niego, niezmiernie jej się spodobała. Przez moment wahała się, wyraźnie zastanawiając co zrobi Dolohov kiedy zorientuje się, że córka mu zniknęła i czy w ogóle miała tego wieczoru ochotę na ewentualny konkurs krzyków w należącej do niego kamienicy. W końcu jednak skinęła głową. - Bardzo chętnie pozwolę się odprowadzić - oznajmiła, uśmiechając się do niego filuternie i mając nadzieję, że ojciec za bardzo nie skrzyczy Eden, za to że ją zgubiła.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.