Obydwoje tworzyli obrazy siebie nawzajem tak bardzo różne od rzeczywistości. Podczas gdy egocentryczna Peppa w umyśle Rabastana była niewinną pasterką, czarodziej figurował w jej myślach jako rycerz w lśniącej zbroi. Prawdziwy bohater, który zawsze pomaga damom w potrzebie.
No właśnie.
Przywódcze umiejętności Rabastana stawiały go w pozycji uległej nawet do domniemanej niewinnej dziewuszki, a bystrość umysłu kończyła się na sugestii przycupnięcia na podłodze i wyjęcia różdżki. Ale iluzja Peppy jeszcze nie pękła. Propozycję czarodzieja odebrała jak spragniony podróżnik naczynie z wodą. Pod kolejnym dotykiem — nawet symbolicznym — nogi same się ugięły, co idealnie wprowadziło czarownicę do pozycji siedzącej. Nienaganną pozycję pupa-podłoga Peppa ćwiczyła wiele razy, gdy Maya wyciągała ją na błonia. Potterówna nie przepadała za sadowieniem się na trawie, ale często ulegała przyjaciółce.
Gdy myśli Rabastana krążyły wokół przyborów piśmienniczych, Peppa, jak gdyby wiedziała o tym, przesunęła swoją teczkę bardziej za siebie. Trochę po to, by nie opierać się bezpośrednio o windę, a trochę, by czasem nie spytał o jej zawartość. Którą stanowiło mierne CV i jeszcze bardziej mierny arkusik wyników egzaminów końcowych. A oprócz tego notatnik i ołówek. Coś, co bardzo by się im przydało, dlatego musiało jak najszybciej zniknąć z tego wymiaru egzystencji, by jak najdłużej dane było parce czarodziejów siedzieć w tym okropnym metalowym pudełku.
Peppa przyłożyła dłoń do twarzy w geście intensywnego zastanawiania się nad powstałym problemem. Rabastan dał jej okazję wykazać się, ale czy powinna z niej skorzystać? Na pewno nie od razu. Jeszcze nie teraz. Najpierw musi wyrosnąć między nimi nić porozumienia. Cegiełki czasu muszą nadać wyraźniejsze kształty temu wspomnieniu, aby pamięć o nim nie wyparowała Lestrange'owi jeszcze przed obiadem. Peppa zamierzała trzymać go tu tak długo, aż będzie mieć pewność, że gdy spotkają się po raz kolejny, jej widok przypomni mu przeżytą wspólnie przygodę. A nawet więcej! Sama myśl o windzie podsunie mu przed oczy wyobraźni sylwetkę dobrze zadbanej blondynki o zadartym nosku.
W pierwszej chwili chciała pochwalić się swoją znajomością z Laurencem Lestrange, ale szybko odrzuciła ten pomysł. Dopiero co popisała się przed mężczyzną swoją marnością. Jakiekolwiek pokrewieństwo nie łączyłoby pracownika ministerstwa z Rabastanem, wolała nie spędzać kolejnych nocy na zamartwianiu się, ileż to nieprzychylnych rzeczy jej sympatia dowie się od krewnego na temat Potterówny.
— Możemy transmutować jakiś obiekt w latające stworzenie. Gdy wyleci przez tą szparę, być może przykuje czyjąś uwagę — zaproponowała spoglądając na chłopaka. Pąs znów wstąpił na jej twarz, gdyż dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak blisko siebie się znajdują. Bliżej, niż kiedykolwiek. Była pewna, że zemdleje, jeśli ich spojrzenia się spotkają, dlatego szybko odwróciła wzrok.