18.01.2024, 22:16 ✶
— Wybacz, że cię nie uprzedziłem — zaczął z przepraszającym uśmiechem, gdy spacerowali polną drogą okalającą skrzącą się w popołudniowym słońcu taflę jeziora — Ale sam się ich tutaj nie spodziewałem. Sądziłem, że będziemy tutaj sami.
Londyn wydawał mu się żałośnie mdły i duszący - zwłaszcza pierwszego dnia lata - dlatego prosto z Wiltshire zabrał Vesperę do wiejskiej posiadłości Blacków pod Oxfordem; tej samej, której obraz wisiał nad kominkiem w jego gabinecie. Zapomniał jednak wziąć pod uwagę to, że również jego starsze rodzeństwo może wpaść na pomysł spędzenia Lithy w podobny sposób, dlatego nie obyło się bez krępującego spotkania z Cygnusem i Walburgą oraz ich współmałżonkami. Była konsternacja, sztuczne uśmiechy i gratulacje z okazji zaręczyn (a także ciąży, czego nikt nie powiedział wprost, choć dało się to wywnioskować po sugestywnych spojrzeniach wędrujących na brzuch Vespery; najwidoczniej Daphne musiała już podzielić się nowiną ze wszystkimi mieszkańcami Grimmauld Place), a kiedy wreszcie udało im się uwolnić od Blacków - co z pewnością obie strony przyjęły z ulgą, zważywszy na fakt, że Perseus nigdy nie miał z nimi szczególnie dobrego kontaktu przez dużą różnicę wieku - zabrał ją na spacer po włościach.
A było po czym spacerować, ponieważ nie licząc domu z pierwszej połowy XIX wieku, Blackowie posiadali kilkadziesiąt hektarów pobliskich lasów i łąk, w których to koronie największym klejnotem było właśnie jezioro, wprawdzie niezbyt pokaźnych rozmiarów, za to niezwykle malownicze, z łabędziami, które na dobre zadomowiły się tu przed laty.
— Podobno wszystkie należą do mugolskiej królowej. Chętnie zbadałbym człowieka, który rości sobie prawo do dzikich zwierząt — rzucił Perseus, schodząc z drogi prosto w udeptaną ścieżkę prowadzącą do ławki pod płaczącą wierzbą, której wicie pochylały się nad wodą. Podał Vesperze ręke, prowadząc ją po kamiennych schodach zbudowanych niemalże na samym dole ścieżki, na piaszczystą plażę, a potem dalej, w stronę siedziska pod rozkosznym cieniem drzewa. A gdy już dotarli na miejsce, nie spoczął - wiedział, że spocząć nie może w obliczu zmartwień - więc począł zdejmować z siebie wyjściową sabatową szatę.
— Masz ochotę na małą ochłodę? — zapytał z szelmowskim uśmiechem, pozbywając się kolejnych części odzienia, które niedbale rzucał na ławkę. — Nie daj się namawiać.
Londyn wydawał mu się żałośnie mdły i duszący - zwłaszcza pierwszego dnia lata - dlatego prosto z Wiltshire zabrał Vesperę do wiejskiej posiadłości Blacków pod Oxfordem; tej samej, której obraz wisiał nad kominkiem w jego gabinecie. Zapomniał jednak wziąć pod uwagę to, że również jego starsze rodzeństwo może wpaść na pomysł spędzenia Lithy w podobny sposób, dlatego nie obyło się bez krępującego spotkania z Cygnusem i Walburgą oraz ich współmałżonkami. Była konsternacja, sztuczne uśmiechy i gratulacje z okazji zaręczyn (a także ciąży, czego nikt nie powiedział wprost, choć dało się to wywnioskować po sugestywnych spojrzeniach wędrujących na brzuch Vespery; najwidoczniej Daphne musiała już podzielić się nowiną ze wszystkimi mieszkańcami Grimmauld Place), a kiedy wreszcie udało im się uwolnić od Blacków - co z pewnością obie strony przyjęły z ulgą, zważywszy na fakt, że Perseus nigdy nie miał z nimi szczególnie dobrego kontaktu przez dużą różnicę wieku - zabrał ją na spacer po włościach.
A było po czym spacerować, ponieważ nie licząc domu z pierwszej połowy XIX wieku, Blackowie posiadali kilkadziesiąt hektarów pobliskich lasów i łąk, w których to koronie największym klejnotem było właśnie jezioro, wprawdzie niezbyt pokaźnych rozmiarów, za to niezwykle malownicze, z łabędziami, które na dobre zadomowiły się tu przed laty.
— Podobno wszystkie należą do mugolskiej królowej. Chętnie zbadałbym człowieka, który rości sobie prawo do dzikich zwierząt — rzucił Perseus, schodząc z drogi prosto w udeptaną ścieżkę prowadzącą do ławki pod płaczącą wierzbą, której wicie pochylały się nad wodą. Podał Vesperze ręke, prowadząc ją po kamiennych schodach zbudowanych niemalże na samym dole ścieżki, na piaszczystą plażę, a potem dalej, w stronę siedziska pod rozkosznym cieniem drzewa. A gdy już dotarli na miejsce, nie spoczął - wiedział, że spocząć nie może w obliczu zmartwień - więc począł zdejmować z siebie wyjściową sabatową szatę.
— Masz ochotę na małą ochłodę? — zapytał z szelmowskim uśmiechem, pozbywając się kolejnych części odzienia, które niedbale rzucał na ławkę. — Nie daj się namawiać.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory