19.01.2024, 00:11 ✶
Stary... Ja stary! Suka miała szczęście, że nie czytałem w myślach, bo dopiero dałbym jej popalić. Jak tak dalej pójdzie, to jej będzie strzelało w kręgosłupie, a nie jej cudownemu, wspaniałomyślnemu i przede wszystkim żywemu braciszkowi, więc... Może nawet chciałem to zobaczyć? Ambrosia była karłem, więc gdyby jeszcze podpierała się na lasce, to już w ogóle wyglądałaby przekomicznie.
I kurwa! Zrobiłem wymowną minę, bo nie przemyślałem tego tematu prezentów dobrze, kiedy zaczęłam rzucać pomysłami, żeby mi tu moi drodzy bliscy nadrobili stracone święta. Może jednak lepiej było to przemilczeć, więc skoro dopiero to Ambroska słyszała, to może zapomni, a ja będę udawał niewinnego, że ja wcale nic takiego nie mówiłem, gdyby jednak okazało się, że piętnaście minut później matka wyśle mi sową prezent pod choinkę i to, kurwa, w czerwcu!
Wydąłem usta i wzruszyłem ramionami, zaglądając do tych szafek, ale niczego ciekawego tam nie było. Spiżarnia... Dobre sobie. Dobrze, że chociaż to mleko miała, bo przyschnąć i umrzeć w ogóle można było w tym miejscu. Miałem już nawet złapać za karton i się z niego napić, ale PRZEGIĘŁA.
Cofnąłem się gwałtownie z tym nosem, bo to za chuja nie było przyjemne, kiedy ktoś ci wkładał cokolwiek w którąkolwiek dziurkę. Może kiedyś bym nie narzekał, ale teraz sprawa była jasna. Kategoryczne nie ruchaniu moich dziurek, a to jeszcze było niepożądane wtargnięcie, więc - krótko mówiąc - gwałt. Zaraz tu wezwę specjalne służby i ją zamkną...
Ale wpierw to jednak musiałem się uspokoić, bo kiedy tak głowę gwałtownie cofnąłem, to przypierdoliłem w wiszącą za mną szafkę, więc zakląłem siarczyście, nawet nie fatygując się, żeby potrzeć tył głowy, rozmasować, sprawdzić, czy jeszcze jest może cała, czy już w dwóch częściach. O nie! Moje ręce wystrzeliły do przodu by dorwać Rosie nim ucieknie i jej przede wszystkim nie darować za tak szczeniackie zachowania z rana. Z RANA! Było jebane rano, a ja nawet nie zdążyłem napić się mleka, papieros to... chyba gdzieś spadł z wrażenia na podłogę. Katastrofa! Złapałem ją w pasie, jakby była szmacianą lalką, a jak dla mnie to nawet i mogła nią być, bo wcale jakoś szczególnie nie ważyła i też nie wyglądała jak na człowieka, po czym wziąłem i ją rzuciłem na stół. Trochę może jednak położyłem, ale trochę też rzuciłem by poczuła nieco smak bólu i jeszcze bardziej ten porażki.
Pokręciłem głową ostrzegawczo, by nie próbowała się podrywać do kolejnego ataku. Srogo ostrzegałem spojrzeniem.
- Nie spinaj się tak, dziewucho. Nie zamierzam tu robić żadnego burdelu. Jakby cię te twoje śmieszne wróżby nie oświeciły, to ja cię oświecę, że dalej jestem wierny Persephonce, więc robienie burdelu z twojego, pożal się Matko, jakże luksusowego mieszkania nie leży na liście moich pragnień. Daj żyć... Szczególnie, że mnie wybudziłaś z cudownego snu, r a n o i JESTEM KURWA GŁODNY - odparłem, te ostatnie słowa to właściwie warcząc przez zęby, bo jednak człowiek bywał rozdrażniony jak go coś tak gwałtownie budziło, szczególnie kiedy sobie smacznie spał, niczego złego dzień wcześniej nie przewidywał na kolejny poranek, a jeszcze liczył sobie spokojnie we śnie puchate owce, pewnie obracał w ramionach swoją żonę, której nie obracał od wieków, i może jadł jedzenie do jedzenia. Aż mi zaburczało w brzuchu... Meh.
Schyliłem się, żeby podnieść tego papierosa, bo faktycznie upadł na podłogę. Wziąłem nieco przetarłem i zaciągnąłem się wielce umęczony.
I kurwa! Zrobiłem wymowną minę, bo nie przemyślałem tego tematu prezentów dobrze, kiedy zaczęłam rzucać pomysłami, żeby mi tu moi drodzy bliscy nadrobili stracone święta. Może jednak lepiej było to przemilczeć, więc skoro dopiero to Ambroska słyszała, to może zapomni, a ja będę udawał niewinnego, że ja wcale nic takiego nie mówiłem, gdyby jednak okazało się, że piętnaście minut później matka wyśle mi sową prezent pod choinkę i to, kurwa, w czerwcu!
Wydąłem usta i wzruszyłem ramionami, zaglądając do tych szafek, ale niczego ciekawego tam nie było. Spiżarnia... Dobre sobie. Dobrze, że chociaż to mleko miała, bo przyschnąć i umrzeć w ogóle można było w tym miejscu. Miałem już nawet złapać za karton i się z niego napić, ale PRZEGIĘŁA.
Cofnąłem się gwałtownie z tym nosem, bo to za chuja nie było przyjemne, kiedy ktoś ci wkładał cokolwiek w którąkolwiek dziurkę. Może kiedyś bym nie narzekał, ale teraz sprawa była jasna. Kategoryczne nie ruchaniu moich dziurek, a to jeszcze było niepożądane wtargnięcie, więc - krótko mówiąc - gwałt. Zaraz tu wezwę specjalne służby i ją zamkną...
Ale wpierw to jednak musiałem się uspokoić, bo kiedy tak głowę gwałtownie cofnąłem, to przypierdoliłem w wiszącą za mną szafkę, więc zakląłem siarczyście, nawet nie fatygując się, żeby potrzeć tył głowy, rozmasować, sprawdzić, czy jeszcze jest może cała, czy już w dwóch częściach. O nie! Moje ręce wystrzeliły do przodu by dorwać Rosie nim ucieknie i jej przede wszystkim nie darować za tak szczeniackie zachowania z rana. Z RANA! Było jebane rano, a ja nawet nie zdążyłem napić się mleka, papieros to... chyba gdzieś spadł z wrażenia na podłogę. Katastrofa! Złapałem ją w pasie, jakby była szmacianą lalką, a jak dla mnie to nawet i mogła nią być, bo wcale jakoś szczególnie nie ważyła i też nie wyglądała jak na człowieka, po czym wziąłem i ją rzuciłem na stół. Trochę może jednak położyłem, ale trochę też rzuciłem by poczuła nieco smak bólu i jeszcze bardziej ten porażki.
Pokręciłem głową ostrzegawczo, by nie próbowała się podrywać do kolejnego ataku. Srogo ostrzegałem spojrzeniem.
- Nie spinaj się tak, dziewucho. Nie zamierzam tu robić żadnego burdelu. Jakby cię te twoje śmieszne wróżby nie oświeciły, to ja cię oświecę, że dalej jestem wierny Persephonce, więc robienie burdelu z twojego, pożal się Matko, jakże luksusowego mieszkania nie leży na liście moich pragnień. Daj żyć... Szczególnie, że mnie wybudziłaś z cudownego snu, r a n o i JESTEM KURWA GŁODNY - odparłem, te ostatnie słowa to właściwie warcząc przez zęby, bo jednak człowiek bywał rozdrażniony jak go coś tak gwałtownie budziło, szczególnie kiedy sobie smacznie spał, niczego złego dzień wcześniej nie przewidywał na kolejny poranek, a jeszcze liczył sobie spokojnie we śnie puchate owce, pewnie obracał w ramionach swoją żonę, której nie obracał od wieków, i może jadł jedzenie do jedzenia. Aż mi zaburczało w brzuchu... Meh.
Schyliłem się, żeby podnieść tego papierosa, bo faktycznie upadł na podłogę. Wziąłem nieco przetarłem i zaciągnąłem się wielce umęczony.