19.01.2024, 00:11 ✶
- Na planie koła - złapał papierosa w zęby, palcem rysując w powietrzu kółko. - Na środku znajduje się plac, dookoła są rzędy boksów. Tymczasowe rozwiązanie, bo liczą na to, że zaraz je wypuszczą - dookreślił nieco, łapiąc się na tym, ze faktycznie to co powiedział mogło nie zabrzmieć szczególnie dobrze. Prawda jednak była taka, że ich cel wydawał się oszczędzać przestrzeń, ale też przede wszystkim pieniądze. Gromadzone w rezerwacie zwierzęta miały przecież zostać potem puszczone wolno i żyć w naturalnym środowisku, a nie kisić się w zagrodach. Do tych miał trafiać tylko wtedy, gdy było to najbardziej konieczne, co często oznaczało choroby, konieczność leczenia lub innego ich skontrolowania.
- Mam wrażenie, że trochę za bardzo liczą na to, że nie stanie się nic złego - uśmiechnął się krzywo, z pewnym politowaniem, bo oto właśnie wchodzili oni, cali na biało czarno, gotowi pokazać szlamom że za niedbalstwo należało sowicie zapłacić.
Ministerstwo Magii niewątpliwie musiało wydać na to wszystkie jakieś zezwolenia, ale po pierwsze, jakby ktoś zapytał teraz Leviathana, jakie podania sam musiał składać, to odpowiedziałby że przecież ma od tego ludzi, a po drugie, to co działo się w nowo tworzonym rezerwacie zdawało podchodzić pod jakąś szarą strefę. Rowle też z pewnych dość wyraźnych powodów, o wiele chętniej zwalał tutaj winę właśnie na niekompetencję szlam, niż pana szefa departamentu, czyli własnego ojca.
- Trzy walijskie zielone. Bardzo pospolite, ale pewnie dlatego je mają, bo łatwiej o ich transport na terenie Brytanii, a na jednego jeszcze czekają. Do tego dwa czarne hebrydzkie. Wystarczy otworzyć zagrody, żeby zrobił się kocioł, tylko trzeba się postarać, żeby pracownicy nie zareagowali - sprawdzenie co też takiego sobie do tego swojego rezerwatu zamówili, nie było na szczęście żadnym wyzwaniem bo wystarczyło się wystarczająco ładnie uśmiechnąć do starych kolegów z ministerstwa. Równie dobrze mógł próbować z ojcem, ale ten udawał że niczego nie widział, chyba tylko dlatego, że według niego Leviathan powinien wykazać się w pełni i bez jego nadmiernej pomocy.
- Jeśli są to zabezpieczenia podobne do tych, które zazwyczaj się stosuje w rezerwatach, to nie powinno być większego problemu ze złamaniem tych zaklęć. Nikt zazwyczaj nie podejrzewa, że ktoś obcy przyjdzie narobić bałaganu - on na przykład nie posądzał o podobne wyczyny nikogo, ale prawdę powiedziawszy, kto głupi rzucałby się na biznes takiej rodziny jak Rowle?
- Tak - kiwnął głową, kiedy Theon wskazał na krągłe zabudowanie, znajdujące się gdzieś w dole, które wyglądało na całkiem obszerne, chociaż wewnątrz było jeszcze pokaźniejsze, powiększone odpowiednimi zaklęciami. - Możemy trochę poczekać, aż zacznie się szarzyć, wtedy mniejsza szansa, że ktoś zwróci na nas uwagę, co ty na to?
- Mam wrażenie, że trochę za bardzo liczą na to, że nie stanie się nic złego - uśmiechnął się krzywo, z pewnym politowaniem, bo oto właśnie wchodzili oni, cali na biało czarno, gotowi pokazać szlamom że za niedbalstwo należało sowicie zapłacić.
Ministerstwo Magii niewątpliwie musiało wydać na to wszystkie jakieś zezwolenia, ale po pierwsze, jakby ktoś zapytał teraz Leviathana, jakie podania sam musiał składać, to odpowiedziałby że przecież ma od tego ludzi, a po drugie, to co działo się w nowo tworzonym rezerwacie zdawało podchodzić pod jakąś szarą strefę. Rowle też z pewnych dość wyraźnych powodów, o wiele chętniej zwalał tutaj winę właśnie na niekompetencję szlam, niż pana szefa departamentu, czyli własnego ojca.
- Trzy walijskie zielone. Bardzo pospolite, ale pewnie dlatego je mają, bo łatwiej o ich transport na terenie Brytanii, a na jednego jeszcze czekają. Do tego dwa czarne hebrydzkie. Wystarczy otworzyć zagrody, żeby zrobił się kocioł, tylko trzeba się postarać, żeby pracownicy nie zareagowali - sprawdzenie co też takiego sobie do tego swojego rezerwatu zamówili, nie było na szczęście żadnym wyzwaniem bo wystarczyło się wystarczająco ładnie uśmiechnąć do starych kolegów z ministerstwa. Równie dobrze mógł próbować z ojcem, ale ten udawał że niczego nie widział, chyba tylko dlatego, że według niego Leviathan powinien wykazać się w pełni i bez jego nadmiernej pomocy.
- Jeśli są to zabezpieczenia podobne do tych, które zazwyczaj się stosuje w rezerwatach, to nie powinno być większego problemu ze złamaniem tych zaklęć. Nikt zazwyczaj nie podejrzewa, że ktoś obcy przyjdzie narobić bałaganu - on na przykład nie posądzał o podobne wyczyny nikogo, ale prawdę powiedziawszy, kto głupi rzucałby się na biznes takiej rodziny jak Rowle?
- Tak - kiwnął głową, kiedy Theon wskazał na krągłe zabudowanie, znajdujące się gdzieś w dole, które wyglądało na całkiem obszerne, chociaż wewnątrz było jeszcze pokaźniejsze, powiększone odpowiednimi zaklęciami. - Możemy trochę poczekać, aż zacznie się szarzyć, wtedy mniejsza szansa, że ktoś zwróci na nas uwagę, co ty na to?