Organizatorzy skądś posiadali pieniądze na zorganizowanie takich spotkań i to co miesiąc. Może i to miejsce było ich własnością albo posiadali sponsora. Musieli takiego mieć. Albo co najmniej kilku, gdyż skądś musieli zebrać pieniądze albo otrzymać zestawy nagród mniejszych i większych. Co jest także bardzo zastanawiające, biorąc pod uwagę posiadany przez Olivię wygrany ze szkatułki Eliksir Felix Felicis. Jak wspomniała, nie jest on prosty do stworzenia. Czy mieli zakupiony dużo wcześniej? Posiadali swojego wytwórcę?
Tristan wzruszył lekko ramionami, że nie miał pojęcia. Gdyby wcześniej wiedział o braniu udziału w czymś takim, prześwietliłby ich po swojemu i zebrał jak najwięcej informacji. Jedynie napisał Olivii w odpowiedzi na jej pytania, korzystając z notesu, robiąc to pod stołem, dyskretnie. Choć może ktoś już się domyślił, że skoro ona go o coś pyta, on odpowiada jej w pisanych słowach na kolanie.
"Mogą mieć także sponsorów."
Nie brał pod uwagę samych zwycięzców. Gdyby tak było, zasady byłyby złamane i podlegałoby to ścisłej kontroli. Organizator nie powinien brać udziału w czymś, co organizuje i jeszcze wygrywać za każdym razem. Nie wiedzieli też, ile edycji tych zabaw w terenie się odbyło. Tristan powinien teraz skupić się na dobrym spędzaniu czasu z przyjaciółką, a nie prowadzić umysłową walkę prawną z organizacją tego wydarzenia. Jakby doszukiwał nieprawidłowości.
Jeżeli chodzi o zachowanie przy stole, tutaj nie musieli obawiać się sztywnych zasad arystokratycznych. Przy zastawie stołowej, nie było nie wiadomo ile widelców, łyżek czy noży. Przygotowano wszystko jak w zwyczajnych restauracjach. Tristan z kolei pochodził z mugolskiej prostej rodziny. Nie miał zaszczytu uczestniczyć w wydarzeniach celebrytów czy arystokratów jak rody czystokrwiste czarodziei. Nie miał pojęcia jaka może u nich panować etykieta i dyscyplina. Jedynie z obserwacji mógł wiele rzeczy wywnioskować. Choćby w momentach, kiedy jako auror, pełnił czasami zadanie ochrony kogoś w jakimś miejscu.
Również Tristan, na jednym kieliszku wina skończył spożywanie alkoholu, zgadzając się na dolanie wody przez Olivię. A później, wziął sobie nawet i sok.
Zaskoczył ją widocznie zaproszeniem do tańca. Było miło, że się zgodziła. Skoro pierwszy raz wyszli na jakieś przyjęcie, w ramach dziwnej zabawy, chciał to wykorzystać. Jego nie było stać na to, aby ją zaprosić na jakieś bankiety, drogie restauracje. Ale zdążył zauważyć, że i ona nie czułaby się w takich miejscach dobrze, sądząc po jej reakcji nim tutaj przyszli. Na wieść, o przyjęciu.
Znajdując się już na parkiecie, kiedy Olivia zarzuciła swoje ręce na jego szyi, Tristan swoje objął na jej talii. Tańczyli, czy zaś powolnie poruszali się na parkiecie, niekoniecznie w rytm muzyki. Wpatrywał się w jej piękne oczy z góry. Mimo szpilek jakie miała, nie była wstanie dorównać mu wzrostem. Patrzył jej w oczy z uczuciem, ciepłem, miłością. Jakby może pragnął ją pocałować. Ale domyślał się, że nie każda kobieta może dobrze odebrać w miejscu publicznym wyznawanie uczuć, czy zaś otrzymać niespodziewany pocałunek. Uśmiechnął się delikatnie, przyjaźnie, życzliwie. Ciesząc nawet tą chwilą, jaką może z nią spędzić. Z dala od tego stolika. Na parkiecie, tak bardzo blisko siebie. Czuł, że się rozluźniła. Nie była już spięta. Była sobą? Widział w jej oczach radość, szczęście. Czy powinien zaryzykować? Czy go zrozumie? Gdyby mógł mówić, szepnąłby jej do ucha. Te dwa magiczne szczere z serca słowa. Lecz zamiast tego, kiedy miał pewność, że na niego patrzy. Otworzył usta i powolnym ruchem warg, wypowiedział "- Kocham Cię". Nawet, jeżeli nie wydobył z siebie żadnego głosu, które byłby dowodem jego szczerości. Powinno wystarczyć jej jego spojrzenie. Kochał ją. Nie chciał już się z tym się kryć. Wiedział, że nie wybrał nawet dobrego momentu i mogła w każdej chwili odejść. Wycofać się. Nawet nie próbował jej pocałować, czekając na reakcję. Serce mu zaczęło walić, żołądek ściskać. Bał reakcji, nie wiedząc, jaka będzie. Ale intuicja podpowiadała mu, że zrobił dobrze. Czy na pewno?