19.01.2024, 01:11 ✶
- Fuj - podsumowała wymownie, tak jakby ktoś ją zmusił przed chwilą, jakaś siła nieczysta może, do zapakowania mu palca w nos. Skrzywiła się przy tym, patrząc na swoją dłoń, jakby z lekkim obrzydzeniem zdając sobie sprawę, co właściwie właśnie popełniła, a potem już w ogóle wykrzywiła buzię w wymownym geście, jakby zaraz miała tutaj rzygnąć. - Przysięgam, jakbym włożyła palec w jakiś rozrośnięty krzak. Powinieneś sobie tam przyciąć te chaszcze, bo naprawdę, to woła o pomstę do MaAAAAAAAAA - urwała, a słowa przerodziły się w dziki, pełen oburzenia wrzask, kiedy brat porwał ją z ziemi i miotnął na stół. Pewnie gdyby byli w rodzinnym domu, już dawno darłaby się na całe gardło Mamo, Hades znowu mnie bije. Ale zamiast tego zakończyła swoją upiorną kakofonię, która miała nadzieję, że wżarła mu się boleśnie do tego zaspanego mózgu.
Uniosła podbródek, patrząc na niego bojowo, jednocześnie splatając ręce przed sobą, niczym obrażone dziecko, które właśnie tylko trochę i tylko na chwilę przyznawało się do porażki i było z tego powodu absurdalnie wręcz niezadowolone.
- I bardzo dobrze, bo jakbyś nie był, to byśmy się pogniewali - syknęła na niego, bo niewierność Persephonie to była kwestia zupełnie niewyobrażalna i w ogóle nie należało nawet o niej wspominać, taka bzdurna była. - Ale moje mieszkanie to ty może szanuj chociaż trochę, co? - sarknęła jeszcze, łypiąc na niego z niesmakiem i zaraz po tym jak sobie zamajtała w powietrzu nogami, zsunęła się ze stołu.
- Odsuń się i mnie kurwa nie denerwuj. SIADAJ - wskazała mu palcem krzesło przy stole i postawiła też na nim mleko, zaraz sięgając do szafek, które to je przed chwilą bezczelnie obtłukł tym swoim durnym łbem, kiedy się tak miotał zupełnie nie wiedzieć czemu. Machnęła różdżką, włączając czajnik, wyciągając talerz z szafki i rzeczy z lodówki. I zaraz przed Hadesem stał talerz z kanapkami.
- Tydzień. Może dwa - oznajmiła nagle, jak gdyby nigdy nic, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie pod tytułem; ile to miało jej nie być, kiedy już sobie pojedzie. Wciąż miała na twarzy lekko zniesmaczony wyraz, jednak mówiła już o wiele spokojniej, jakby od niechcenia idąc na pewien kompromis. Zalała też zaraz kawę w kubkach i podsunęła mu jeden pod nos, swój zalewając ogromną ilością mleka i zasypując również mnóstwem cukru.
Uniosła podbródek, patrząc na niego bojowo, jednocześnie splatając ręce przed sobą, niczym obrażone dziecko, które właśnie tylko trochę i tylko na chwilę przyznawało się do porażki i było z tego powodu absurdalnie wręcz niezadowolone.
- I bardzo dobrze, bo jakbyś nie był, to byśmy się pogniewali - syknęła na niego, bo niewierność Persephonie to była kwestia zupełnie niewyobrażalna i w ogóle nie należało nawet o niej wspominać, taka bzdurna była. - Ale moje mieszkanie to ty może szanuj chociaż trochę, co? - sarknęła jeszcze, łypiąc na niego z niesmakiem i zaraz po tym jak sobie zamajtała w powietrzu nogami, zsunęła się ze stołu.
- Odsuń się i mnie kurwa nie denerwuj. SIADAJ - wskazała mu palcem krzesło przy stole i postawiła też na nim mleko, zaraz sięgając do szafek, które to je przed chwilą bezczelnie obtłukł tym swoim durnym łbem, kiedy się tak miotał zupełnie nie wiedzieć czemu. Machnęła różdżką, włączając czajnik, wyciągając talerz z szafki i rzeczy z lodówki. I zaraz przed Hadesem stał talerz z kanapkami.
- Tydzień. Może dwa - oznajmiła nagle, jak gdyby nigdy nic, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie pod tytułem; ile to miało jej nie być, kiedy już sobie pojedzie. Wciąż miała na twarzy lekko zniesmaczony wyraz, jednak mówiła już o wiele spokojniej, jakby od niechcenia idąc na pewien kompromis. Zalała też zaraz kawę w kubkach i podsunęła mu jeden pod nos, swój zalewając ogromną ilością mleka i zasypując również mnóstwem cukru.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror