Avelina od dziecka była uczona samodzielności, radzenia sobie z wszystkim samemu, robienia sobie obiadów i śniadań. Jej rodzice dbali o nią, ale nie chcieli też rezygnować ze swoich planów. Avelina nigdy tego głośno nie powiedziała, ale czasami miała wrażenie, że jej istnienie nie było na rękę jej rodzicom, jakby nigdy nie została zaplanowana i nie chcieli uwzględniać jej w swoim życiu, więc nauczyli ją radzenia sobie samej ze sobą. Tego, aby zadbała o swoje życie; podrzucali ją wszędzie, gdzie tylko mogli – czy to na wieś do rodziców jej ojca, czy to do samych Abbottów, czyli rodziny jej matki. Jak już była nastolatką zostawała po prostu na wakacje sama, odwiedzali ją w weekendy, aby upewnić się, że dziewczyna nie robi głupot. Sama Paxton nigdy o nich źle nie mówiła, zawsze same superlatywy, zawsze, że są kochani, że są wspaniałymi podróżnikami, że są dobrymi rodzicami, że czasem ją odwiedzają, więc to znaczy, że ją kochają. Nigdy nie miała od nich nacisku na to, aby uczyła się walczyć, aby nabrała większej pewności w kontaktach z ludźmi, jak chciała nauczyć się animagii podrzucili ją do ich przyjaciela, który był perfekcyjny w dziedzinie transmutacji, gdy chciała uczyć się eliksirów zapewniali jej kursy i inne szkolenia za granicą. Dbali o to, aby miała wszystko czego chciała poza ich własną obecnością. Przyzwyczaiła się, przestała zazdrościć tym, którzy mieli ogromną rodzinę.
Chciałabym móc im powiedzieć, że ich kocham. Pomyślała, gdy czuła ten obezwładniający strach w trzewiach na myśl o tym ataku. Krzyknęła na widok odrzuconej Brenny, chciała do niej się podsunąć, ale ta zaraz wstała. Longbottom była wręcz nie zniszczalna, nic jej nie mogło powstrzymać, a Ave nie wiedziała nawet co powiedzieć. Z tyłu głowy brzęczał jej okrutny głos, że przed chwilą zabiła człowieka, przygniotła go regałem, jak mogła w ogóle coś takiego zrobić, jak mogła cisnąć w człowieka czymś, co mogło go zabić.
– Czy ja go zabiłam? – zapytała drżącym ze strachu głosem wyczołgując się zza lady i podnosząc się na równe nogi. Spojrzała na przyjaciółkę nadal trzymając dłoń na różdżce, ale nawet jej nie czuła w dłoniach. Nie odpowiedziała jej na pytanie o to, czy jest cała. Nic nie czuła, nic oprócz tego denerwującego szumu w uszach i zbyt szybko bijącego serca.