19.01.2024, 19:32 ✶
— Rozumiem, brakowałoby temu odpowiedniej ilości tragizmu — uśmiechnęła się do niego przewrotnie, na moment ujmując podaną jej papierośnicę i wyłuskując z niej proponowanego papierosa.
Kiedyś rozmawianie o śmierci absolutnie ją przerastało, ale wynikało to z faktu, jak dziwnym było uczuciem uświadomienie sobie, że nie przypadł jej darze rodzinny talent McKinnonów. Przyszło ono nagle, wraz z pierwszymi spojrzeniami na świat, który krył się za zasłoną śmiertelnego życia. Kiedy zobaczyła limbo, spadło na nią przekonanie, że jest zupełnie jak matka, a to dociążało jej barki nieznośnie smutkiem i niepokojem. Kiedy członkowie twojej rodziny wracali z martwych i już od maleńkiego biegało się koszmarnymi korytarzami Kościanego Zamtuza, posiadało się pewne przekonanie, że można było żyć wiecznie. No, może nie wiecznie, ale siedem żyć wciąż wydawało się niezwykle hojnym podarunkiem od losu. O wiele bardziej niż niepokojące wizje zaświatów i możliwość porozumiewania się z nimi.
Potem jednak przyszedł spokój. Oswoiła się z myślą, że nie dane było jej rzucać wyzwania śmierci, a przynajmniej nie w taki sposób, jak to sobie wcześniej wyobrażała. Obrazy z limbo stały dokładnie tym czym były; już nie upiornymi wizjami, czy omenem nieuniknionego końca, a krajobrazami spokoju, który miał przywitać każdego. Może dlatego zwróciła się w stronę egzorcyzmów, chcąc pomóc duchom przejść permanentnie granicę między światami. Bo przecież każdemu należała się chociaż odrobina spełnienia. Ukojenia duszy, której nie był w stanie w żaden sposób zaoferować świat żywych.
Przyłożyła papierosa do ust, uważnie obserwując, jak Morpheus decyduje się by, jak gdyby nigdy nic, na raz opróżnić całą zawartość kieliszka. Absolutnie go nie oceniała, ale w tym momencie pożałowała, że sama też nie wlała w siebie całej zawartości, jakby jutra miało nie być. Dlatego też bardzo szybko poszła za jego śladem, jakby z pewnego rodzaju ulgą, że nie musieli wolno sączyć tej całej butelki.
— Słyszałam coś o nich — rzuciła z pewną rezerwą, sięgając bez wstydu po butelkę, żeby zaraz uzupełnić braki w kieliszku, a jeśli Longbottom sam podsunął swój pod szyjkę, to jego również chętnie wyręczyła. — Ale prawdę powiedziawszy, zatrzymałam się na tym, że wydano zakaz wstępu do Kniei. I że Departament Tajemnic rozłożył się na polanie. Dowiedzieliście się może w Ministerstwie czegoś ciekawego o nich? — o tym, że departament prowadził na polanie jakieś prace wiedziała tylko dlatego, że ojciec postanowił się tym podzielić przy którymś z niedzielnych obiadów. — A mogłeś ich ostrzec? - uniosła lekko brew, spoglądając na niego pytająco. — Przyszły do Ciebie jakieś wizje?
Kiedyś rozmawianie o śmierci absolutnie ją przerastało, ale wynikało to z faktu, jak dziwnym było uczuciem uświadomienie sobie, że nie przypadł jej darze rodzinny talent McKinnonów. Przyszło ono nagle, wraz z pierwszymi spojrzeniami na świat, który krył się za zasłoną śmiertelnego życia. Kiedy zobaczyła limbo, spadło na nią przekonanie, że jest zupełnie jak matka, a to dociążało jej barki nieznośnie smutkiem i niepokojem. Kiedy członkowie twojej rodziny wracali z martwych i już od maleńkiego biegało się koszmarnymi korytarzami Kościanego Zamtuza, posiadało się pewne przekonanie, że można było żyć wiecznie. No, może nie wiecznie, ale siedem żyć wciąż wydawało się niezwykle hojnym podarunkiem od losu. O wiele bardziej niż niepokojące wizje zaświatów i możliwość porozumiewania się z nimi.
Potem jednak przyszedł spokój. Oswoiła się z myślą, że nie dane było jej rzucać wyzwania śmierci, a przynajmniej nie w taki sposób, jak to sobie wcześniej wyobrażała. Obrazy z limbo stały dokładnie tym czym były; już nie upiornymi wizjami, czy omenem nieuniknionego końca, a krajobrazami spokoju, który miał przywitać każdego. Może dlatego zwróciła się w stronę egzorcyzmów, chcąc pomóc duchom przejść permanentnie granicę między światami. Bo przecież każdemu należała się chociaż odrobina spełnienia. Ukojenia duszy, której nie był w stanie w żaden sposób zaoferować świat żywych.
Przyłożyła papierosa do ust, uważnie obserwując, jak Morpheus decyduje się by, jak gdyby nigdy nic, na raz opróżnić całą zawartość kieliszka. Absolutnie go nie oceniała, ale w tym momencie pożałowała, że sama też nie wlała w siebie całej zawartości, jakby jutra miało nie być. Dlatego też bardzo szybko poszła za jego śladem, jakby z pewnego rodzaju ulgą, że nie musieli wolno sączyć tej całej butelki.
— Słyszałam coś o nich — rzuciła z pewną rezerwą, sięgając bez wstydu po butelkę, żeby zaraz uzupełnić braki w kieliszku, a jeśli Longbottom sam podsunął swój pod szyjkę, to jego również chętnie wyręczyła. — Ale prawdę powiedziawszy, zatrzymałam się na tym, że wydano zakaz wstępu do Kniei. I że Departament Tajemnic rozłożył się na polanie. Dowiedzieliście się może w Ministerstwie czegoś ciekawego o nich? — o tym, że departament prowadził na polanie jakieś prace wiedziała tylko dlatego, że ojciec postanowił się tym podzielić przy którymś z niedzielnych obiadów. — A mogłeś ich ostrzec? - uniosła lekko brew, spoglądając na niego pytająco. — Przyszły do Ciebie jakieś wizje?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror