– Spanikowałam – odparła patrząc na mężczyznę i upewniając się, że Brenna mówiła prawdę. Nie żeby jej nie wierzyła, ale po prostu musiała być sama pewna. Nigdy nikogo nie zaatakowała, a tu myślała tylko o tym, aby się przed tym mężczyzną odgrodzić, odepchnąć go, żeby przestał ich atakować, aby przeżyć. Nawet nie czuła, że miała jakieś drobne ranki po tym jak odłamki uderzyły w jej twarz, nie myślała o tym, nie czuła tego jeszcze.
Na prośbę Brenny skinęła głową. – Brenn jeśli potrzebujesz eliksiru wiggenowego stoi tam, jes podpisany – wskazała nietkniętą półkę, a zaraz potem odwróciła się i weszła na zaplecze skąd przeniosła się pod Ministerstwo. Doskonale wiedziała, gdzie się udać bo nie raz odwiedziła tutaj Longbottom, więc było to sprawne dotarcie do odpowiedniego miejsca. Gdy tylko złapała jej ojca przekazała mu wszystkie informacje jakie tylko była w stanie udzielić. Mówiła szybko, ale precyzyjnie, bez zbędnych ozdobników. To był właśnie ogromny plus u Aveliny, bo ona nigdy nie była wylewna. Powiedziała też, że Brenna potrzebuje tam pomocy, ale jest cała i zdrowa, że złapała jednego mężczyznę, na którego wpadł regał. Bała się powiedzieć, że to ona sama go na niego zrzuciła, więc miała nadzieję, że zrobi to za nią Brenna. Teraz to też nie miało za dużo znaczenia, prawda? Ważne było to, że miejsce jej pracy zostało zaatakowane. Wróciła do apteki chwilę później, znacznie później niż pracownicy Ministerstwa. Mieli swoje punkty, z których szybko się przenosili, a ona musiała iść do innego miejsca. Chciała odebrać swoje rzeczy i sprawdzić, czy Brenna była cała, czy nikt się potem tam jeszcze nie zjawił.