19.01.2024, 21:39 ✶
Nie mogłem określić tego mianem komplikacji, przynajmniej nie wtedy, kiedy okazało się, że byłem blisko znajomego sobie domku w Highlandach, należącego do rodziny Kimi, na dodatek w tej chwili opuszczonego, gdyż pewnie nikt nie chciał tu utknąć w razie śnieżycy... i kiedy w okolicy grasował potwór. Stał sobie pusty, więc pozwoliłem sobie na wypożyczenie go bez pytania na najbliższy dzień, bo nie pomyślałem o schronieniu na wyjazd, co powinno być aktualnie moim numerem jeden w planowaniu wycieczek - szukanie schronów przed słońcem, które tak niegdyś uwielbiałem. Teraz mogło okazać się dla mnie destrukcyjne, więc nie próbowałem nawet w ramach testów wystawiać ręki na promienie słonecznie. Raz to zrobiłem. Na początku i to przez nieostrożność. Nie trwało to długo.
Komplikacje zaczęły się, kiedy czyjeś kroki przerwały mi swobodne pisanie dziennika. Jeszcze z dziesięć minut temu napisałem tam coś, co brzmiało: Zająłem domek w Highlandach. Nikogo w środku nie było, więc mogę odetchnąć. W pobliżu nie ma żadnej żywej istoty. Już była i to w dodatku Kimi, jak się dosłownie chwilę później okazało. Okazało się również, że dach domku nie miał prześwitów, więc tylko zasłoniłem okna i siedziałem cicho na poddaszu, od czas do czasu nasłuchując co się dzieje albo dyskretnie wyglądając przez okno.
Czułem się jak stalker. Parszywie. Była tak blisko. Dawno nie byliśmy siebie tak blisko... Od dobrych paru miesięcy, a ja jeszcze miałem palący powód by trzymać ją z daleka od siebie, więc po prostu próbowałem skupić myśli na książce, którą ściskałem w rękach. Wziąłem pierwszy lepszy tom z półki dla zabicia czasu, ale nie mogłem się skupić, kiedy mój umysł zaczynał wariować. Taki spory szkopuł, ogromny problem wręcz, bo na początku się jeszcze łudziłem, że dam radę siedzieć tam i serio nie stracić zmysłów, że kontrola nad własnym ciałem to przecież nic trudnego, a jednak... Kiedy tylko dotarło do mojej podświadomości, że krew tu jest, świeża i ciepła, niemalże na wyciągnięcie ręki, to nie mogłem oderwać od tego swoich myśli, a to z kolei nakręcało to mrowienie w zębach, a mrowienie nakręcało jeszcze bardziej myśli... Niezbyt pomocny, zamknięty okrąg.
Argh. Położyłem się, próbując zasnąć, ale nie mogłem, bo czułem tę jedną rzecz i myślałem o tym... Myślałem, nie mogąc skupić się na książce. Ani na naszych wspólnych wspomnieniach. Na niczym. W dzienniku zapisałem: Świadomość towarzystwa sprawia, że nie mogę zapomnieć o głodzie. Nie mogę przestać myśleć o krwi. Jestem głodny. Jak diabli. Bardzo jestem głodny. Nie chcę zjeść Kimi. Nie chcę być potworem. Nie mogłem dla siebie, dla rodziny, dla niej, dlatego potrzebowałem się przed tym zabezpieczyć, a do tego potrzebna mi była Skamander.
- Kimi, słyszysz mnie...? Muszę ci coś wyznać, ale... zanim to zrobię, wpierw potrzebuję obietnicy od ciebie. Możesz mi coś przyrzec? - odezwałem się po chwili, wpierw biorąc głęboki oddech. Nie chciałem brzmieć na zdenerwowanego, raczej spokojnego... Tylko że nie brałem poprawki na to, że nie potrafiłem kłamać, więc nie miałem zbyt dobrych rokowań. Kiepskie, że mi uwierzy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku...? Z pewnością nie uwierzy, szczególnie biorąc poprawkę na to, co chciałem by mi obiecała.
Komplikacje zaczęły się, kiedy czyjeś kroki przerwały mi swobodne pisanie dziennika. Jeszcze z dziesięć minut temu napisałem tam coś, co brzmiało: Zająłem domek w Highlandach. Nikogo w środku nie było, więc mogę odetchnąć. W pobliżu nie ma żadnej żywej istoty. Już była i to w dodatku Kimi, jak się dosłownie chwilę później okazało. Okazało się również, że dach domku nie miał prześwitów, więc tylko zasłoniłem okna i siedziałem cicho na poddaszu, od czas do czasu nasłuchując co się dzieje albo dyskretnie wyglądając przez okno.
Czułem się jak stalker. Parszywie. Była tak blisko. Dawno nie byliśmy siebie tak blisko... Od dobrych paru miesięcy, a ja jeszcze miałem palący powód by trzymać ją z daleka od siebie, więc po prostu próbowałem skupić myśli na książce, którą ściskałem w rękach. Wziąłem pierwszy lepszy tom z półki dla zabicia czasu, ale nie mogłem się skupić, kiedy mój umysł zaczynał wariować. Taki spory szkopuł, ogromny problem wręcz, bo na początku się jeszcze łudziłem, że dam radę siedzieć tam i serio nie stracić zmysłów, że kontrola nad własnym ciałem to przecież nic trudnego, a jednak... Kiedy tylko dotarło do mojej podświadomości, że krew tu jest, świeża i ciepła, niemalże na wyciągnięcie ręki, to nie mogłem oderwać od tego swoich myśli, a to z kolei nakręcało to mrowienie w zębach, a mrowienie nakręcało jeszcze bardziej myśli... Niezbyt pomocny, zamknięty okrąg.
Argh. Położyłem się, próbując zasnąć, ale nie mogłem, bo czułem tę jedną rzecz i myślałem o tym... Myślałem, nie mogąc skupić się na książce. Ani na naszych wspólnych wspomnieniach. Na niczym. W dzienniku zapisałem: Świadomość towarzystwa sprawia, że nie mogę zapomnieć o głodzie. Nie mogę przestać myśleć o krwi. Jestem głodny. Jak diabli. Bardzo jestem głodny. Nie chcę zjeść Kimi. Nie chcę być potworem. Nie mogłem dla siebie, dla rodziny, dla niej, dlatego potrzebowałem się przed tym zabezpieczyć, a do tego potrzebna mi była Skamander.
- Kimi, słyszysz mnie...? Muszę ci coś wyznać, ale... zanim to zrobię, wpierw potrzebuję obietnicy od ciebie. Możesz mi coś przyrzec? - odezwałem się po chwili, wpierw biorąc głęboki oddech. Nie chciałem brzmieć na zdenerwowanego, raczej spokojnego... Tylko że nie brałem poprawki na to, że nie potrafiłem kłamać, więc nie miałem zbyt dobrych rokowań. Kiepskie, że mi uwierzy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku...? Z pewnością nie uwierzy, szczególnie biorąc poprawkę na to, co chciałem by mi obiecała.