Zjadła nieszczęsną fasolkę, zagryzła grzanką i westchnęła ciężko. Przejrzała stary album ze zdjęciami, który tu leżał. Kiedyś z rodzicami często tu witała. Jej rodzice byli tacy szczęśliwi, nie wiedziała, co się stało, że ojciec rzadziej wracał do domu, a matka przestała tu przyjeżdżać. Wiedziała, że mieli jakiś sekret, ale nie wiedziała jaki. Nadal traktowała ją jak małą dziewczynkę. W końcu wkurzona zamknęła album i wzięła z barku ojca whisky. Teraz mógł sobie prawić morały zza grobu, a ona go nie usłyszy i chuj. Włączyła muzykę i zaczęła tańczyć. Nienawidziła whisky, nienawidziła ojca za to, że odszedł, nienawidziła Aska za to, że ją porzucił i nienawidziła matki za to, że kazała jej siedzieć w Ministerstwie. Ściągnęła spodnie odrzucając je gdzieś w bok i zostając jedynie w luźnej koszulce do połowy ud. W końcu odstawiła butelkę na stolik i ściszyła muzykę. Usiadła na tapczanie przed kominkiem i zaczęła się wpatrywać w buzujący ogień. Miała ochotę wsadzić w niego rękę i sprawdzić jak bardzo boli. Była taka czarownica, co dawała się spalać, ale rzucała na siebie specjalne zaklęcie i ono wtedy…
W głowie usłyszała głos Aska i poczuła jak wszystko cofa się jej z żołądka do gardła. Podniosła się gwałtownie, powstrzymując się przed wymiotami. Z jej ust wydobyło się jego imię, powiedziała je głośno i donośnie, a jeśli Astaroth ją usłyszał, mógł domyślić się, że dziewczyna była wściekła.
– Ty wredna szujo! Gdzie jesteś? Czemu się tyle nie odzywasz? Odnajdę cię i ukręce ci kark! –złapała za pogrzebacz do kominka, aby nadać swojej osobie dramatyczności. Zaczęła się rozglądać, aż w końcu powoli zaczęła wspinać się na górę. – Ty wredny perwersie, jak długo mnie obserwujesz? – mówiła głośno, aby ją usłyszał. Nie wiedziała, gdzie jest więc nie była pewna, czy jej skupienie pozwoli jej na przekazanie mu fal. Była też lekko pijana.