23.11.2022, 20:15 ✶
Miała świadomość faktu, jakoby nie zgotowała swojemu kuzynowi najlepszego powitania. Szczerze mówiąc sama sądziła, że jej pojawienie się w Wielkiej Brytanii będzie przebiegało zgoła inaczej. Że bez problemu dotrze do Cyntii, opowie jej o tym, co się stało, wysłucha jakiejś kojącej rady bądź chociaż zostanie zrugana za swoje postępowanie. Tymczasem ten głupi facet spłatał jej nie lada figla, przez co wylądowała Castielowi na głowie. Merlinie uchowaj...
- Nie wiem, jak tutaj, ale u mnie, znać kogoś, a wiedzieć, gdzie się ten ktoś znajduje, to zasadnicza różnica - oznajmiła, nieco zrzędliwym tonem. Może jeszcze kilka minut, a już w ogóle poczuje się tutaj, jak u siebie w domu? Na pewno fizycznie czuła się nieco lepiej, o ile w ogóle można powiedzieć coś takiego w jej stanie. Była brudna, śmierdziała, właśnie zwymiotowała pozostałości treści żołądkowej. Fizycznie było źle. Psychicznie to była jakaś masakra, o której chwilowo starała się nie myśleć.
Zaciągnęła się ponownie papierosem i pokiwała głową, gdy zapytał ją czy ona to na pewno ona. Merlinie, jak on wolno łapał, co się do niego mówiło. Parsknęła śmiechem słysząc kolejne jego słowa.
- Uwierz, chciałabym mieć znów siedemnaście lat - stwierdziła z lekką nutką tęsknoty mocno wyczuwalnym w jej głosie.
Strzepnęła nadmiar popiołu na bruk i ponownie zaciągnęła się papierosem. W innych okolicznościach zapewne uznałaby jego słowa za miłe, ale teraz nie miała na to ochoty. Marzyła jej się kąpiel i czyste ubrania. Miała szczerą nadzieję na szklaneczkę czegoś mocniejszego, albo chociaż na gorącą herbatę. Tymczasem otrzymała miliony pytań od swojego kuzyna.
- Uwierz mi, że gdybym miała czas powiadamiać was o swoim przyjeździe zapewne zadbałabym też o to, żeby nie pojawić się nagle na samym środku Pokątnej. - Czasami zastanawiało ją, jakim cudem ludzie potrafią być tacy niedomyślni. Ona sama miała wysoko rozwiniętą intuicję, bo po prostu tego wymagano od niej w pracy... Myśl o pracy zabolała, przez co Sophie skrzywiła się w dosyć widoczny sposób. Przez chwilę zapomniała nawet o tym, że ona nie ma już pracy...
- ... Że w końcu mam cycki? - Uprzejmie dokończyła zdanie, którego rozwinięcia Castiel nie mógł odnaleźć. Zaśmiała się nawet na własne słowa. Bo faktycznie, kiedy kuzyn widział ją po raz ostatni, w tych rejonach swojego ciała miała poważne braki.
- Nie wiem, jak tutaj, ale u mnie, znać kogoś, a wiedzieć, gdzie się ten ktoś znajduje, to zasadnicza różnica - oznajmiła, nieco zrzędliwym tonem. Może jeszcze kilka minut, a już w ogóle poczuje się tutaj, jak u siebie w domu? Na pewno fizycznie czuła się nieco lepiej, o ile w ogóle można powiedzieć coś takiego w jej stanie. Była brudna, śmierdziała, właśnie zwymiotowała pozostałości treści żołądkowej. Fizycznie było źle. Psychicznie to była jakaś masakra, o której chwilowo starała się nie myśleć.
Zaciągnęła się ponownie papierosem i pokiwała głową, gdy zapytał ją czy ona to na pewno ona. Merlinie, jak on wolno łapał, co się do niego mówiło. Parsknęła śmiechem słysząc kolejne jego słowa.
- Uwierz, chciałabym mieć znów siedemnaście lat - stwierdziła z lekką nutką tęsknoty mocno wyczuwalnym w jej głosie.
Strzepnęła nadmiar popiołu na bruk i ponownie zaciągnęła się papierosem. W innych okolicznościach zapewne uznałaby jego słowa za miłe, ale teraz nie miała na to ochoty. Marzyła jej się kąpiel i czyste ubrania. Miała szczerą nadzieję na szklaneczkę czegoś mocniejszego, albo chociaż na gorącą herbatę. Tymczasem otrzymała miliony pytań od swojego kuzyna.
- Uwierz mi, że gdybym miała czas powiadamiać was o swoim przyjeździe zapewne zadbałabym też o to, żeby nie pojawić się nagle na samym środku Pokątnej. - Czasami zastanawiało ją, jakim cudem ludzie potrafią być tacy niedomyślni. Ona sama miała wysoko rozwiniętą intuicję, bo po prostu tego wymagano od niej w pracy... Myśl o pracy zabolała, przez co Sophie skrzywiła się w dosyć widoczny sposób. Przez chwilę zapomniała nawet o tym, że ona nie ma już pracy...
- ... Że w końcu mam cycki? - Uprzejmie dokończyła zdanie, którego rozwinięcia Castiel nie mógł odnaleźć. Zaśmiała się nawet na własne słowa. Bo faktycznie, kiedy kuzyn widział ją po raz ostatni, w tych rejonach swojego ciała miała poważne braki.