Dopiero teraz jak spojrzała na to miejsce poczuła jeszcze bardziej ukłucie strachu. Jej miejsce pracy było zdemolowane, kręciło się tam ogrom funkcjonariuszy, ogrom eliksirów został potłuczony. Najchętniej to już weszłaby tam i zaczęła od nowa wszystkie uzupełniać oraz to wszystko sprzątać, ale Brenna skutecznie odciągnęła jej myśli od pracoholizmu. Najbardziej jej było żal pana Ravena. Był to jego biznes rodzinny, jak ktoś mógł mu to zrobić. Czuła ogromne pokłady złości i żalu. Nałożyła na siebie płaszcz i wzięła od niej swoje rzeczy.
– Tak, wpadnę. Nie chce być sama dzisiaj – westchnęła. Co jeśli oni wiedzieli, gdzie ona mieszka? Co jeśli nie chodziło o sklep, a o nią? O jej ojca? Nie było go w mieście, więc mogli nakierować swoje uprzedzenia bezpośrednio na nią, prawda? Miała jego nazwisko, mało czarodziejskie… – Cieszę się, że byłaś ze mną – odparła. Wróciła do swojego domu tylko po parę rzeczy, a potem przeniosła się do Danielle. Wolała zdecydowanie tam zostać, tam się schować i ochłonąć, a Dani na pewno będzie odpowiednią osobą do tego, aby uspokoić jej strach.