19.01.2024, 22:13 ✶
Ja zamiast napisanych listów, miałem całą masę mar, które nawiedzały mnie niemalże każdej nocy. Przesycone były Aveliną, która mnie chciała i kochała całym sercem, która podejmowała kolejne odważne kroki, wchodząc ze mną do łóżka, na salony czy w inne sytuacje z życia Rookwooda. Ale też Aveliną, która mówiła mi na szkolnym korytarzu żebyśmy zapomnieli o sobie, żebyśmy zerwali ze sobą kontakt i już nigdy więcej się nie spotkali... Wywalczała sobą przysięgę, która nie potrafiła przejść mi przez gardło, dusząc mnie niemiłosiernie. Albo Avelina, która była, ale niedostępna. Gdzieś tam obok, blisko, ale z kimś innym, gdzieś wyżej, lepsza i poza zasięgiem. Umykała mi albo bawiła się mną, obdarzając mnie zadziornymi uśmiechami.
Mógłbym te Aveliny wymieniać bez końca, ale jedno się w tych snach nie zmieniało - kochałem ją, była dla mnie ważna. Ale tego nie zamierzałem jej mówić. Już raz wspomniałem, że myślałem o niej, że śniłem... I to było żałosne z mojej strony, niczym krzyk desperaty, a przecież powinienem mieć swoją dumę, swoją godność.
Pokiwałem jedynie głową na jej słowa o odświeżeniu się. Co prawda, mogłem skoczyć do Vespery, ale wolałem nie być teraz o cokolwiek wypytywany. Trochę pomilczeć, może zamknąć się w gabinecie i udawać, że czytam, że nad czymś usilnie pracuję, a zamiast tego oddać się rozmyślaniu, analizie, wspominaniu.
Przeniosłem się zaraz za nią. Znałem jej mieszkanie, ale niezbyt dobrze, bo właściwie byłem tu raz i miałem wtedy inne rzeczy na głowie. Poszedłem się odświeżyć za zgodą Aveliny, zastanawiając się, co mógłbym jej rzec by... poczuła się lepiej, ale nic nie mogło nam w tej chwili pomóc. Wisiało nad nami fatum i miało nad nami wisieć już na zawsze. Niezależnie od tego, czy się rozstaniemy raz na zawsze, czy zdecydujemy się przyjaźnić. Nawet gdybyśmy - choć to byłoby naprawdę skrajne z naszej strony, jeśli chodziło o podejmowanie decyzji - uciekli gdzieś na drugi koniec świata, to fatum wciąż by nad nami wisiało. Sytuacja beznadziejna.
Chciałem ją przytulić. Była smutna, podłamana, ale unikała dotyku, więc darowałem sobie przytulanie. Pożegnałem się z nią krótko, skinąłem niby poważny, choć bardziej smutny, głową i opuściłem jej mieszkanie. Obawiałem się, że coś się kończyło, że coś ponownie rozrywało mnie od środka, ale nie czekałem na żadne reakcje ludzi wokół na moje wewnętrzne rozterki. Po prostu teleportowałem się do siebie. Zniknąłem dla świata w swoim gabinecie.
Mógłbym te Aveliny wymieniać bez końca, ale jedno się w tych snach nie zmieniało - kochałem ją, była dla mnie ważna. Ale tego nie zamierzałem jej mówić. Już raz wspomniałem, że myślałem o niej, że śniłem... I to było żałosne z mojej strony, niczym krzyk desperaty, a przecież powinienem mieć swoją dumę, swoją godność.
Pokiwałem jedynie głową na jej słowa o odświeżeniu się. Co prawda, mogłem skoczyć do Vespery, ale wolałem nie być teraz o cokolwiek wypytywany. Trochę pomilczeć, może zamknąć się w gabinecie i udawać, że czytam, że nad czymś usilnie pracuję, a zamiast tego oddać się rozmyślaniu, analizie, wspominaniu.
Przeniosłem się zaraz za nią. Znałem jej mieszkanie, ale niezbyt dobrze, bo właściwie byłem tu raz i miałem wtedy inne rzeczy na głowie. Poszedłem się odświeżyć za zgodą Aveliny, zastanawiając się, co mógłbym jej rzec by... poczuła się lepiej, ale nic nie mogło nam w tej chwili pomóc. Wisiało nad nami fatum i miało nad nami wisieć już na zawsze. Niezależnie od tego, czy się rozstaniemy raz na zawsze, czy zdecydujemy się przyjaźnić. Nawet gdybyśmy - choć to byłoby naprawdę skrajne z naszej strony, jeśli chodziło o podejmowanie decyzji - uciekli gdzieś na drugi koniec świata, to fatum wciąż by nad nami wisiało. Sytuacja beznadziejna.
Chciałem ją przytulić. Była smutna, podłamana, ale unikała dotyku, więc darowałem sobie przytulanie. Pożegnałem się z nią krótko, skinąłem niby poważny, choć bardziej smutny, głową i opuściłem jej mieszkanie. Obawiałem się, że coś się kończyło, że coś ponownie rozrywało mnie od środka, ale nie czekałem na żadne reakcje ludzi wokół na moje wewnętrzne rozterki. Po prostu teleportowałem się do siebie. Zniknąłem dla świata w swoim gabinecie.
Koniec sesji