20.01.2024, 01:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2024, 01:35 przez Hades McKinnon.)
Pragnąłem mieć głowę wolną od Persephony. Nie chciałem jej obserwować, kiedy paradowała w mojej koszuli. Nie chciałem wspominać jej niegrzecznego uśmiechu, wyzywającego spojrzenia i jęków, błagalnych próśb o więcej. Nie zamierzałem przede wszystkim ponownie jej ulegać, wplątywać się w kolejne, pojebane akcje. Swoje powiedziałem i usilnie zamierzałem się tego trzymać niczym rozbitek jebanej tratwy.
Tylko że średnio mi to wychodziło, kiedy ona mnie prześladowała swoim spojrzeniem. Znowu była blisko, patrzyła na mnie, choć próbowałem to ignorować, udawać, że wcale nie stała nade mną złowieszczo, ale kątek oka widziałem jej nieruchomą postać, niczym zmorę albo kostuchę czyhającą na moje życie. Chciała mnie zabić? Pazurami? Rękoma? Czy miałaby wystarczająco siły? Phi! Szczerze w to wątpiłem.
- Niby taka mądra, przemądrzała jesteś, zapamiętujesz sobie wszystko na zawołanie, a KURWA JAKOŚ NIE POTRAFIŁAŚ ZAPAMIĘTAĆ TEGO, ŻE MIĘDZY NAMI NIC NIE BYŁO?! - zapytałem ją kpiąco, ale w drugiej części zdania to już bardziej podkurwiony. Jeszcze tego mi brakowało by teraz na prawo i lewo opowiadała o tym, jak to ją poniewierałem w łóżku. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie była siostrą Otto, nie miała siniaków i tego niewinnego głosiku, który w każdej chwili mógł wskazać na mnie palcem i krzyknąć coś w stylu: ON MNIE POBIŁ. Choć właściwie z tego wszystko, to i tak najgorsze było porwanie... Ale mogłem powiedzieć, że sama chciała w podróż do Anglii, bo Anglia przecież taka fascynująca, no nie? Cóż, ewidentnie to był koniec mojej przygody. Może już lepiej było dać się udusić niż wyssać przez dementora.
Wziąłem głęboki oddech, bo mi się to cholernie nie podobało. Może faktycznie lepiej było się jej pozbyć. Na dobrą sprawę nie znałem jej. Nie wiedziałem, do czego jest zdolna, więc... Lepiej zabić, pozbyć się zwłok i... być może zostać oskarżonym o morderstwo? Huh, znowu miałem przed oczami wizję przylizującego się do mnie dementora. Ugh.
Podniosłem ponownie na nią spojrzenie, choć starałem się tego unikać. Nie chciałem być pod jej urokiem, jakimkolwiek czarem, a jednak wpatrywała się we mnie tak intensywnie, że aż znowu tego pożałowałem, ale nie zamierzałem teraz się dać. Kurwa, wygram to. Tylko że faktycznie... spałem jak bobasek. Spało mi się cholernie dobrze, nawet mimo sztormu. I przede wszystkim straciłem wtedy gardę, a powinienem przecież zachowywać czujność. Persephona to po prostu była złem wcielonym.
- Prawda jest taka, że nie tknąłbym cię nawet kijem, gdybyś mnie nie sprowokowała, więc sobie daruj te żałosne teksty o dziwkojebcy i perwersji. Nikt ci nawet nie uwierzy, że cię tknąłem. Totalnie nie jesteś w moim guście - odparłem niby to obojętnie, ale waliłem kłamstwo za kłamstwem. Blefowałem jak ten głupi, szczególnie że przecież dosłownie chwilę temu ślina mi niemalże ciekła na jej seksowny widok i teraz znowu mi się te trybiki przestawiały w głowie, bo znowu mi oko uciekło z jej twarzy na moją koszulę na jej ciele, na te chude nogi, które wyżej skrywały ten mokry tak bardzo wczoraj skarb. Aż mi po prostu dech zaparło na te myśli, bo to... było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Cała ta powtórka z dnia wczorajszego i chuj, że nie powinienem, ale...
- Umiesz w magię bezróżdżkową? - zapytałem ją, przypominając sobie o rzeczywistości. Ponownie. I tym samym o tym, że miałem jej różdżkę w dłoni. I że nie odpowiedziała mi na pytanie o jej rdzeń. Może warto było to przetestować??? - Za chuja mi się nie podoba, że nade mną stoisz, Persephono - odparłem, celując w nią różdżką. Miałem całkiem długą rękę, więc nawet smyrnąłem czubkiem jej różdżki również jej podbródek. Myślę, że to miało lekki smak zniewagi. Co ty na to, cwana Degenhardtówno?
Tylko że średnio mi to wychodziło, kiedy ona mnie prześladowała swoim spojrzeniem. Znowu była blisko, patrzyła na mnie, choć próbowałem to ignorować, udawać, że wcale nie stała nade mną złowieszczo, ale kątek oka widziałem jej nieruchomą postać, niczym zmorę albo kostuchę czyhającą na moje życie. Chciała mnie zabić? Pazurami? Rękoma? Czy miałaby wystarczająco siły? Phi! Szczerze w to wątpiłem.
- Niby taka mądra, przemądrzała jesteś, zapamiętujesz sobie wszystko na zawołanie, a KURWA JAKOŚ NIE POTRAFIŁAŚ ZAPAMIĘTAĆ TEGO, ŻE MIĘDZY NAMI NIC NIE BYŁO?! - zapytałem ją kpiąco, ale w drugiej części zdania to już bardziej podkurwiony. Jeszcze tego mi brakowało by teraz na prawo i lewo opowiadała o tym, jak to ją poniewierałem w łóżku. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie była siostrą Otto, nie miała siniaków i tego niewinnego głosiku, który w każdej chwili mógł wskazać na mnie palcem i krzyknąć coś w stylu: ON MNIE POBIŁ. Choć właściwie z tego wszystko, to i tak najgorsze było porwanie... Ale mogłem powiedzieć, że sama chciała w podróż do Anglii, bo Anglia przecież taka fascynująca, no nie? Cóż, ewidentnie to był koniec mojej przygody. Może już lepiej było dać się udusić niż wyssać przez dementora.
Wziąłem głęboki oddech, bo mi się to cholernie nie podobało. Może faktycznie lepiej było się jej pozbyć. Na dobrą sprawę nie znałem jej. Nie wiedziałem, do czego jest zdolna, więc... Lepiej zabić, pozbyć się zwłok i... być może zostać oskarżonym o morderstwo? Huh, znowu miałem przed oczami wizję przylizującego się do mnie dementora. Ugh.
Podniosłem ponownie na nią spojrzenie, choć starałem się tego unikać. Nie chciałem być pod jej urokiem, jakimkolwiek czarem, a jednak wpatrywała się we mnie tak intensywnie, że aż znowu tego pożałowałem, ale nie zamierzałem teraz się dać. Kurwa, wygram to. Tylko że faktycznie... spałem jak bobasek. Spało mi się cholernie dobrze, nawet mimo sztormu. I przede wszystkim straciłem wtedy gardę, a powinienem przecież zachowywać czujność. Persephona to po prostu była złem wcielonym.
- Prawda jest taka, że nie tknąłbym cię nawet kijem, gdybyś mnie nie sprowokowała, więc sobie daruj te żałosne teksty o dziwkojebcy i perwersji. Nikt ci nawet nie uwierzy, że cię tknąłem. Totalnie nie jesteś w moim guście - odparłem niby to obojętnie, ale waliłem kłamstwo za kłamstwem. Blefowałem jak ten głupi, szczególnie że przecież dosłownie chwilę temu ślina mi niemalże ciekła na jej seksowny widok i teraz znowu mi się te trybiki przestawiały w głowie, bo znowu mi oko uciekło z jej twarzy na moją koszulę na jej ciele, na te chude nogi, które wyżej skrywały ten mokry tak bardzo wczoraj skarb. Aż mi po prostu dech zaparło na te myśli, bo to... było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Cała ta powtórka z dnia wczorajszego i chuj, że nie powinienem, ale...
- Umiesz w magię bezróżdżkową? - zapytałem ją, przypominając sobie o rzeczywistości. Ponownie. I tym samym o tym, że miałem jej różdżkę w dłoni. I że nie odpowiedziała mi na pytanie o jej rdzeń. Może warto było to przetestować??? - Za chuja mi się nie podoba, że nade mną stoisz, Persephono - odparłem, celując w nią różdżką. Miałem całkiem długą rękę, więc nawet smyrnąłem czubkiem jej różdżki również jej podbródek. Myślę, że to miało lekki smak zniewagi. Co ty na to, cwana Degenhardtówno?