Nie było go bardzo długo. Ostatnie pół roku spędził daleko od mglistego Londynu, od deszczowej Anglii. Zima minęła bez jego narzekania na sól na chodnikach, która niszczy jego skórzane podeszwy i moczy brzegi szaty. Ostatni raz, gdy Neil widział starszego czarodzieja, otulała go kaszmirowa sjena palona, w tym toksycznym cynamonowym kolorze ekscytacji i egzotyki. Pomiędzy zimą i wiosną, napisał kilka listów, niemal enigmatycznych, pachnących słoną wodą, które przebyły tak długą drogę, że nie pozostawiły już ani śladu zapachu jego wody kolońskiej i duszy. Pisał o płytkich rzeczach, jego listy należały do tych kwieciście o niczym. Nie mógł mówić o pracy, a poza pracą nie było zbytnio innych tematów. Morpheus był typem myśliciela, który swoje ekscentryzmy wolał wokalizować, niż zapisywać.
Gdy zmaterializował się w Alei Horyzontalnej, wyglądał jak cień, kir spowijał go od góry do dołu, nienaturalny dla niego kolor, nie wiosną, gdy dni są już długie, gdzie powinna królować dookoła niego świeża zieleń i kwiecisty haft. Nie wszyscy dobrze znosili teleportację, wymiotowali po niej, wyglądali na zdezorientowanych, Morpheus zaś pojawił się, uniósł głowę w górę, gdzie znajdowało się okno Neila, jakby wiedział, że będzie tam czekał, poprawił mankiety czarnej koszuli i wszedł do klatki schodowej. Kroki, kilka razy przerywane, w końcu ciche pukanie do drzwi, bardziej anonsujące, niż w oczekiwaniu na otwarcie. W końcu byli umówieni.
Wieszcz nacisnął klamkę i wszedł do domu Neila. Poza światłem zmierzchu, z bliska, wyglądał nieco lepiej, jego twarzy została smagnięta greckim słońcem, nawet zadyszka wchodzenia na piętro nie dokuczała mu tak bardzo po pół roku wspinania się po stromych uliczkach Simi.
— Na Rodos jest plaża, nazywa się Prasonisi. To miejsce, gdzie Morze Śródziemnomorskie spotyka się z Morzem Egejskim. Dotykają się, ale nie mieszają, niesamowity widok — zaczął od wejścia, zdejmując wiosenną, czarną pelerynę. Uważał, że nie do twarzy mu w tym kolorze, ale żałoba zobowiązywała, jego brat został zamordowany miesiąc wcześniej. .