20.01.2024, 18:37 ✶
Znając Olivię ta zapewne zaczęła rozmowę od "przepraszam, bo robię eliksiry i wiem...". A może po prostu wyszło to naturalnie w rozmowie? Ta trwała kilka dobrych minut, więc kto wie jakie słowa mogły podczas tego czasu paść. Ale nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło - ruda miała już dwa powody do tego, by uznać ten wieczór za udany. Wtuliła się w Tristana, gdy ten ją objął, a potem razem dotknęli świstoklika, opuszczając przyjęcie tak jak kilka innych osób przed nimi. Nie dziwiła im się - wszyscy musieli wcześnie wstać, a zostawały zapewne osoby, które nie musiały następnego dnia wracać do Londynu czy gdzie tam mieszkali. Na samą myśl o tym, że ta wycieczka zbliżała się ku końcowi, ścisnęło ją trochę w dołku. Nie chciała, by się kończyła, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że i ona, I Tristan, mieli swoje obowiązki, do których musieli wrócić. Mieli swoje życie i plany, które być może lekko ulegną zmianie ze względu na to, że w końcu odważyli się wyznać swoje uczucia, ale nie znikną tak po prostu.
Tym razem nie wymiotowała, chociaż żołądek wykręcił się niebezpiecznie i zabolał jakby ostrzegawczo. Za to błędnik Olivii całkowicie oszalał - była w szpilkach, na dodatek wylądowała odrobinę krzywo, więc niemal natychmiast straciła równowagę. Wpadła na Tristana, odruchowo chwytając się jego ramion. Gdyby nie było go obok, na sto procent wylądowałaby właśnie na podłodze.
- Jasna cholera... Nienawidzę tego środka transportu! - zamarudziła, marszcząc nos. Podczas prawie-upadku wykręciła sobie kostkę. Nie było to groźne, ale bolesne, więc syknęła tylko, próbując postawić stopę z powrotem w normalnej pozycji. - Jeszcze jeden taki skok i byś mnie zbierał z podłogi.
Olivia obejrzała się na swoje buty. Obcasy były całe, to dobrze. Kiedyś, gdy szła brukiem, miała podobną sytuację, i obcas jej buta po prostu się złamał. Musiała wracać do domu boso, bo wtedy nie miała nic na zmianę. No i butów nie dało się uratować, trzeba było je wywalić. Chyba by się zapłakała, gdyby z tymi stało się coś podobnego.
W chatce było chłodno - deszcz trzaskał o szyby, a dach skrzypiał. Burza już się skończyła, ale z nieba wciąż spadały ciężkie krople, a wiatr uderzał w deski. Nie dawał rady wcisnąć się pomiędzy nie, ale i tak musieli pomyśleć o rozpaleniu w kominku, jeżeli nie chcieli spać pod wszystkimi kołdrami i kocami, które były w domku. Ale może nie teraz - Olivia nie miała w planach układania drewna i podpalania go w tej konkretnej chwili, mimo że było odrobinę zimno. Teraz korzystała z okazji, że efektownie wpadła Tristanowi w ramiona. Przytuliła się do niego mocno, zamykając oczy. Dawno nie była tak szczęśliwa. Być może nawet nigdy nie była tak szczęśliwa, jak teraz.
- Kocham cię - powtórzyła cicho. Tyle czasu powstrzymywała się przed mówieniem tego, że nie miała pojęcia, czy uda jej się go nadrobić słowami. Ale mogła próbować.