Avelina czuła jakiś obcy dyskomfort przemierzając ulice Pokątnej o tak późnej porze. Nie wiedziała skąd się jej brał ten dreszcz strachu na karku, ale próbowała odrzucić tę myśl z głowy. Jej krok był zdecydowanie bardziej chwiejny, a głowa cięższa niż się spodziewała. Chciała do swojego łóżka, zamknąć oczy i odpłynąć. Dzisiaj pomimo tych wszystkich wydarzeń, informacji jakie uzyskała na temat Augustusa wiedziała, że padnie jak dziecko. Trzymała się blisko Brenny, ale szła w miarę stabilnie, nie było tak źle, była raczej bardziej zmęczona. Zagryzała swoją wargę analizując ten dzień, sięgając pamięcią do kłótni z Augustusem, do ich spotkania na statku, do wspomnień tamtej martwej dziewczyny, którą odgrywała, do tej perły, której nie mogła się pozbyć, a ciągle pojawiała się w torebce lub kieszeni. Do tego, że on będzie mieć kolejne dziecko, a jeszcze niedawno obiecywał, że razem wyjadą. Czuła się głupią idiotką, że gdzieś w sercu tliła jej się nadzieja na happy end.
– Augustus spodziewa się kolejnego dziecka – odparła jakby bez kontekstu, jakby poza tematem, ale obie wiedziały, że to właśnie siedziało jej na sercu, że właśnie ten mężczyzna zaprzątał jej głowę od kilku tygodni jak nie dłużej, a może właśnie od szkoły. To zdanie powiedziała z żalem, nie z radością jaką się informuje innych o tym, że twój przyjaciel będzie miał kolejnego bobasa w kolekcji bobasów. Czuła ogromną gorycz z tego powodu, jego słowa o romansie nadal wybrzmiewały w jej głowie. Jak mógł się wtedy tak zachować. Pierdolony cham, a ona głupia nadal chciała go zawsze bronić. Nie potrafiła sama siebie zrozumieć, nie potrafiła przemyśleć tej sprawy z tym wszystkim, aby miało to jakiś normalny logiczny sens.