Avelina szybko wycofywała się z relacji z ludźmi, wystarczyło, aby o niej zapomnieli, aby się o nią nie upomnieli. Jakby nie miała wokół siebie ekstrawertyków zapewne siedziałaby wiecznie sama w aptece, nigdy nie ruszyłaby się do przodu, nigdy nie spróbowałaby się do nikogo odezwać. Wolała nie wychodzić z inicjatywą, bo nie potrafiła. Przyjemniej jej było kiedy to inni sięgali do niej rękami. Wcześniej jeszcze Fergus często do niej zaglądał przynosząc jej przekupną kawę, ale odkąd wyjechał już tam się nie zjawiał. Czasami jednak ludzie, którzy pojawiali się w progach jej życia nie byli odpowiedni – taki Augustus; przyjaciel, powiernik sekretów, bratnia dusza, która łamała jej serce samym spojrzeniem, bo nie mogła go mieć dla siebie na wyłączność, bo prawnie należał do innej kobiety. Chciałaby z nim stworzyć przyjaźń, ale nie mogła, bo za bardzo się kochali i było to niebezpieczne.
Avelina uśmiechnęła się szeroko, gdy dziewczyna zaczęła jej opowiadać o randce w ciemno, zaśmiała się i pokręciła głową. Widząc jej radość i zapewne szok sama Ave również się cieszyła. Zabiło jej nawet serduszko szybciej, że pojedzie z kimś obcym za granicę, ale nie miała zamiaru prawić jej morałów.
– Ej, jakie mniejsza! Chce wiedzieć więcej. Spotkałaś już go? Jak się nazywa? Jak wygląda? Czy ten wyjazd też jest w ciemno? Masz z kim zostawić Mabel? Bo wiesz ja zawsze mam czas i urlop do wybrania, więc mogłabym się nią zająć. Co z kawiarnią? Jeśli tu też potrzebujesz pomocy to naprawdę nie będę miała problemu, aby wybrać urlop na to. Mój szef mówił coś o tym, że już powinnam, więc wiesz – wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu i napiła się winka.