Zareagował tak, jakby odmówiła mu całkowicie znajomości, a nie jedynie oznajmiła dyskomfort z obecnej sytuacji i zamiany płci. W gruncie rzeczy było mu żal kobiety, bo jednakowoż nagła przemiana należała do inwazyjnych i niekomfortowych pod wieloma względami, a społeczne nastroje i uprzedzenia nie zachęcały do eksperymentów w tym zakresie. Żałował tego niezmiernie.
— Rani pani moje serce, pani Figg, myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi — ponownie zażartował i pewnie gdyby nie miał zajętych rąk paczuszkami z zakupami kobiety, przybliżyłby dramatycznie dłoń do serca (lub czoła) i udawałby teatralnie fizyczny ból. Szedł za właścicielką lokalu, posyłając olśniewające uśmiechy do Wendy, brakowało tylko flirciarskiego puszczenia oczka, ale na to zasłużyła tylko dzielna poszkodowana tego dnia, czyli jej pracodawczyni. Nie przysłuchiwał się zbytnio rozmowie, czekając jedynie na jej zakończenie, gotów zaświadczyć tożsamości i potwierdzić, na całe szczęście sprawa rozwiązała się nader prosto.
— Mam cię przełożyć przez kolano za takie słownictwo, młoda damo? — parsknął na jej przekleństwo z humorem, zamykając za nimi drzwi i odkładając pakunki na najbliższym miejscu, które wydawało się do tego odpowiednie. Rozejrzał się, ale mógł podsumować to tylko jako bardziej sterylną kuchnię. Nie znał się na sprzętach ani na pieczeniu, należał do tych mężczyzn, którzy umieją zrobić sobie co najwyżej jajecznicę i kawę, więc większość mikserów, uchwytów i narzędzi do przygotowywania fikuśnych ciast, jakie serwowano, przypominała mu raczej narzędzia tortur.
— Jest pani bezpieczna, więc udam się powoli w drogę — zaanonsował jeszcze, wyjmując z przepastnej kieszeni ostatnią paczuszkę, o której prawie zapomniał i dokładając ją do inwentarzu zakupionego przez nieszczęsna Norę. — Oby obyło się bez dalszych niespodzianek.