20.01.2024, 22:55 ✶
Na dobrą sprawę, nawet przez myśl mi nie przeszło, jak mogłaby się w tej chwili po tym wszystkim czuć Persephona. Szczerze powiedziawszy, myślałem jeszcze wczoraj, kiedy nie mogłem zasnąć, że za cholerę dziś nie wstanie, że będzie cała obolała i narzekająca może na ból, na siniaki, na chuj wie co jeszcze jak to kobieta, ale ona nawet się uśmiechała cwanie, grała w swą grę, jak gdyby nigdy nic. Może jednak zrobiłem błąd z tym, że nie rozkminiałem jej uczuć, bo okazywały się być cholernie pojebane, a przy tym również niebezpiecznie. Ta-ra-pa-ty. Kurwa, tarapaty to było chyba moje drugie imię.
- Gówno mnie obchodzą twoje rozważania. Ja po prostu chcę to zapomnieć, okej? - odezwałem się do niej, siadając. Moje mięśnie było kurwa tak zajebiste, że nawet nie musiałem się podpierać rękoma. Tak, też byłem niebezpieczny i nie powinienem o tym zapominać, szczególnie przy takiej drobnej, naiwnej lasce. - Ale swoją drogą, to... mogłabyś być jednak taką cichą myszką? Byłoby mi to na rękę - stwierdziłem nieco poważnie, nieco z sarkazmem. Kpiłem sobie z niej, ale jednocześnie uważałem to za całkiem dobry pomysł, o ile w ogóle mogłem mieć jakiekolwiek szanse na współpracę z jej strony. Chciałbym. Jedynie tarapaty. Swoją drogą, jeśli kiedykolwiek założę zespół muzyczny, to pierwszy kurwa utwór to będzie właśnie Tarapaty. Tekst autorstwa Hadesa McKinnona.
Dźgnąłem ją znowu jej różdżką, tym razem w brzuch, co mi właściwie jednocześnie uświadomiło, że właśnie tykałem ją kijem, a przed chwilą zarzekałem się, że nawet tego w normalnych warunkach bym nie zrobił. No kurwa. Koniec z tą maskaradą.
- Wolałbym, abyś leżała nieprzytomna - stwierdziłem tuż za nią, zdobywając się na realizację jakże przepięknego planu, który właśnie zakwitł w tej mojej pięknej bani. Machnąłem różdżką w jej nos, uśmiechając się równie cwanie co ona. Skoro tak ją wniosłem na statek, mogłem go w ten sposób również z niego znieść... Aby niestety zaklęcie potrwa krócej niż eliksir, ale w dupie tam.
Pozbawiłem ją przytomności, łapiąc ją w ostatniej chwili, kiedy zaczęła lecieć na podłogę. Diaboliczne. Uwielbiałem ją usypiać. Była wtedy taka grzeczna i przede wszystkim nie mąciła mi w głowie. Położyłem ją na łóżku, a resztę roboty również odwaliła za mnie magia, do której miałem z reguły takiego lenia.
Potem opuściliśmy bezproblemowo statek. Moja żona zasłabła, ale niebawem poczuje się lepiej. Po prostu źle zniosła podróż.
- Gówno mnie obchodzą twoje rozważania. Ja po prostu chcę to zapomnieć, okej? - odezwałem się do niej, siadając. Moje mięśnie było kurwa tak zajebiste, że nawet nie musiałem się podpierać rękoma. Tak, też byłem niebezpieczny i nie powinienem o tym zapominać, szczególnie przy takiej drobnej, naiwnej lasce. - Ale swoją drogą, to... mogłabyś być jednak taką cichą myszką? Byłoby mi to na rękę - stwierdziłem nieco poważnie, nieco z sarkazmem. Kpiłem sobie z niej, ale jednocześnie uważałem to za całkiem dobry pomysł, o ile w ogóle mogłem mieć jakiekolwiek szanse na współpracę z jej strony. Chciałbym. Jedynie tarapaty. Swoją drogą, jeśli kiedykolwiek założę zespół muzyczny, to pierwszy kurwa utwór to będzie właśnie Tarapaty. Tekst autorstwa Hadesa McKinnona.
Dźgnąłem ją znowu jej różdżką, tym razem w brzuch, co mi właściwie jednocześnie uświadomiło, że właśnie tykałem ją kijem, a przed chwilą zarzekałem się, że nawet tego w normalnych warunkach bym nie zrobił. No kurwa. Koniec z tą maskaradą.
- Wolałbym, abyś leżała nieprzytomna - stwierdziłem tuż za nią, zdobywając się na realizację jakże przepięknego planu, który właśnie zakwitł w tej mojej pięknej bani. Machnąłem różdżką w jej nos, uśmiechając się równie cwanie co ona. Skoro tak ją wniosłem na statek, mogłem go w ten sposób również z niego znieść... Aby niestety zaklęcie potrwa krócej niż eliksir, ale w dupie tam.
Pozbawiłem ją przytomności, łapiąc ją w ostatniej chwili, kiedy zaczęła lecieć na podłogę. Diaboliczne. Uwielbiałem ją usypiać. Była wtedy taka grzeczna i przede wszystkim nie mąciła mi w głowie. Położyłem ją na łóżku, a resztę roboty również odwaliła za mnie magia, do której miałem z reguły takiego lenia.
Potem opuściliśmy bezproblemowo statek. Moja żona zasłabła, ale niebawem poczuje się lepiej. Po prostu źle zniosła podróż.
Koniec sesji