Nie spodziewała się takiej reakcji. Zresztą, jak zawsze. Wydawało jej się, że wyjdzie zabawnie, tyle, że było zupełnie inaczej. Spoglądała na to, jak Kamiś podskoczył, uderzył się kolanem o brzeg łóżka, a potem... potem był tylko gorzej. Wywinął orła i to porządnego. Wood stała, jak zaczarowana, nie wiedziała, co powinna zrobić. Zdecydowanie tego nie planowała. To wcale nie był zamach na jego życie. Niestety wyszło źle. Bardzo źle. Czy powinna do niego podbiec, czy to tylko pogorszy sytuację. Chyba nie do końca jej się spodziewał. Znaczy musiał się jej spodziewać, bo przecież się umówili, tyle, że weszła tutaj niczym słoń do składu porcelany, jak zawsze. To miał być tylko żarcik, zupełnie nieszkodliwy.
Chwilę potrwało zanim dotarło do niego, że nie była jego siostrą. Stała w tych drzwiach nadal nieco zdziwiona tym, jak potoczyła się sytuacja. - Mogę ją zawołać, jeśli chcesz. - Dodała z uśmiechem, bo skoro nie jej się tutaj spodziewał, mogła zaprosić jego siostrę, a sama się wycofać i powtórzyć to przywitanie nieco delikatniej. - Chyba, że mnie też chcesz zabić? - Nie odrywała od niego swojego spojrzenia, a uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy. Naprawdę cieszyła się z tego, że go widzi.
Jakoś udało mu się podnieść na nogi, może to tylko tak źle wyglądało? Najwyraźniej nic sobie nie uszkodził. Na całe szczęście, bo miałaby jeszcze wyrzuty sumienia.
Ruda nie zamierzała stać w drzwiach. Zbliżyła się do Camerona i stanęła tuż przed nim. Przez krótką chwilę obserwowała hipogryfy na jego szlafroku, później przeniosła wzrok na jego twarz, najwyraźniej nie był na nią zły o to wejście smoka, bo zbliżył się do niej. Musnęła ustami jego policzek, miała nadzieję, że wynagrodzi mu to wcześniejsze wydarzenia. - Oczywiście, że osobista wendetta, nie działam na zlecenia. - Odpowiedziała jeszcze na jego pytanie, aby wyklarować sytuację.
- Chyba ci przeszkodziłam. - Dodała, uważnie obserwując otoczenie. Zdecydowanie był w trakcie czegoś, nie do końca rozumiała na czym polegały te kupki ubrań, które sobie ułożył tutaj chwilę wcześniej. Próbowała ogarnąć co chciał osiągnąć, jednak nie miała pojęcia na jakiejś zasadzie to segregował. - Potrzebujesz pomocy? - Uniosła brew przyglądając mu się uważnie. Nie, żeby specjalnie się na tym znała, bo jej ubraniami zazwyczaj zajmował się skrzat domowy, no ale chciała mu pomóc.
- Skoro już dla gazet jestem twoją narzeczoną, to wypada, żebym się nieco bardziej angażowała w takie sprawy. - Zażartowała jeszcze. Chciała wybadać, czy Cameron nie ma nic przeciwko temu, chociaż wydawało jej się, że już zaakceptował to, że został jej narzeczonym dla pismaków. Trochę go wprowadziła na minę, ale albo miała wrażenie, albo wcale mu to nie przeszkadzało, wolała się jednak upewnić.