- To najważniejsze, świadomość, że mogą po nas przyjść. - Nikt nie znał dnia, ani godziny, kiedy poplecznicy Voldemorta się nimi zainteresują. Może nie byli pierwszym wyborem, bo jednak byli półkrwi, to jednak wciąż zbyt mało, aby być pewnym swojego bezpieczeństwa. Kto wie, co wymyślą śmierciożercy. Musieli spodziewać się najgorszego.
Norka odwzajemniła uśmiech brata, grunt, że nie zamierzali dać sobie zrobić krzywdy, wiedzieli na czym stali. To było najważniejsze, przynosiło też spokój, przynajmniej w tej chwili. - Zniszczenie ich życzliwością, to w moim stylu. - Chociaż cukrem, to też nie było wcale takie najgorsze rozwiązanie, nażarli by się, później poszli to odespać, a kompetentne osoby mogłyby się tym zająć. Może to wcale nie był taki głupi plan?
- Uszanuję każdą decyzję jaką podejmiesz i drogę którą będziesz chciał podążać, chociaż cieszy mnie, że nie chcesz się pchać na pierwszy ogień. Porozmawiam z kim trzeba i przekażę, że chcesz się zaangażować. - Musiała o tym napomknąć Patrickowi, który ją zwerbował, wydawał się dla niej w tym momencie być najbardziej zorientowaną osobą w temacie, skoro ją samą w to zaangażował. Nie miała zamiaru ograniczać brata, ba, uważała, że to jest słuszne, razem będą mogli wiele zdziałać w konspiracji i pomóc tym, którzy będą tego potrzebować. Na pewno przydadzą się tym, którzy walczyli w słusznej sprawie, a nie musieli przecież od razu zabijać wrogów. Nie wszyscy byli wojownikami, ale każdy posiadał jakieś umiejętności, które mogły pomóc dobrej stronie.