21.01.2024, 00:43 ✶
Za każdym razem, kiedy nie widywałem Flynna cały dzień na terenie cyrku i/lub późno wracał do przyczepy, ogarniał mnie niepokój. Zawsze tliła się we mnie niepewność, że może jednak tym razem nie ujrzę go w środku, że coś się stało albo po prostu odszedł bez pożegnania się. Usilnie się tego obawiałem, więc ulgę czułem dopiero wtedy, kiedy przekraczałem próg wozu i go widziałem.
Teraz go właśnie widziałem i nie byłem pewien, czy chciałem go takim widzieć. Nie chodziło mi przy tym o jego ubiór, bo ta spódniczka to akurat podkreślała znajome mi kształty jego ciała, ale... było to samo w sobie nietypowe, niecodzienne, właściwie pierwsze w swoim rodzaju, a przynajmniej pierwszy raz go tak ubranego widziałem.
Bardziej obawiałem się tych emocji, które dostrzegałem w jego oczach. One zawsze były dla mnie bardzo ważne, a teraz, cóż, oblewały się w smutku, w stracie, może przegranej. Sam nie wiedziałem i chyba potrzebowałem się tego dowiedzieć, żeby niepotrzebnie nie panikować. Chciał... iść potańczyć?
- Flynn, wszystko w porządku...? - zapytałem go, robiąc tych kilka kroków by chwycić go za twarz swoimi dłońmi. Próbowałem odnaleźć coś, jakieś odpowiedzi w jego spojrzeniu... A może oznaki normalności? - Stało się coś? Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim... Jestem tu i zawsze będę przy tobie - zapewniłem, cmokając go w czoło, co było tym razem nieco dziwne, kiedy żadne zagubione włosy nie smyrały mnie w usta niepowołane. Nie musiałem z nimi walczyć ani nic. Po prostu Flynn miał ułożone włosy. Tylko tyle. Nic... nadzwyczajnego? A jednak.
Cóż, nieistotne. Przytuliłem go zaraz do siebie, porwałem w ramiona. Nie byłem pewien, co oznaczała ta zmiana, ale czułem, że była to tylko powierzchowna skorupa, która skrywała coś złego.
Nie odpowiedziałem na pytanie Flynna, chcąc je dosyć politycznie przemilczeć. Obawiałem się, że nie mogliśmy wyjść potańczyć, bo to nie spotkałoby się z przychylnością ze strony społeczeństwa, a ja jednak musiałem dbać o dobre imię. Właściwie, byłem tą osobą w cyrku, co powinna być najbardziej rozważna, więc nawet musiałem brać poprawki na prośby i marzenia Flynna, mimo że zależało mi na nim jak diabli. Cóż, jeśli się uprze by potańczyć, znajdę na to na pewno inny, ciekawy sposób. Może nie na potańcówce pełnej ludzi, ale... może tu, w naszej przyczepie? Mogliśmy nawet zrobić małą, spontaniczną potańcówkę z innymi członkami cyrku, jeśli to sprawiłoby mu radość. Zapewne znalazłoby się kilku delikwentów, co jeszcze nie spali i pragnęli się rozerwać.
Teraz go właśnie widziałem i nie byłem pewien, czy chciałem go takim widzieć. Nie chodziło mi przy tym o jego ubiór, bo ta spódniczka to akurat podkreślała znajome mi kształty jego ciała, ale... było to samo w sobie nietypowe, niecodzienne, właściwie pierwsze w swoim rodzaju, a przynajmniej pierwszy raz go tak ubranego widziałem.
Bardziej obawiałem się tych emocji, które dostrzegałem w jego oczach. One zawsze były dla mnie bardzo ważne, a teraz, cóż, oblewały się w smutku, w stracie, może przegranej. Sam nie wiedziałem i chyba potrzebowałem się tego dowiedzieć, żeby niepotrzebnie nie panikować. Chciał... iść potańczyć?
- Flynn, wszystko w porządku...? - zapytałem go, robiąc tych kilka kroków by chwycić go za twarz swoimi dłońmi. Próbowałem odnaleźć coś, jakieś odpowiedzi w jego spojrzeniu... A może oznaki normalności? - Stało się coś? Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim... Jestem tu i zawsze będę przy tobie - zapewniłem, cmokając go w czoło, co było tym razem nieco dziwne, kiedy żadne zagubione włosy nie smyrały mnie w usta niepowołane. Nie musiałem z nimi walczyć ani nic. Po prostu Flynn miał ułożone włosy. Tylko tyle. Nic... nadzwyczajnego? A jednak.
Cóż, nieistotne. Przytuliłem go zaraz do siebie, porwałem w ramiona. Nie byłem pewien, co oznaczała ta zmiana, ale czułem, że była to tylko powierzchowna skorupa, która skrywała coś złego.
Nie odpowiedziałem na pytanie Flynna, chcąc je dosyć politycznie przemilczeć. Obawiałem się, że nie mogliśmy wyjść potańczyć, bo to nie spotkałoby się z przychylnością ze strony społeczeństwa, a ja jednak musiałem dbać o dobre imię. Właściwie, byłem tą osobą w cyrku, co powinna być najbardziej rozważna, więc nawet musiałem brać poprawki na prośby i marzenia Flynna, mimo że zależało mi na nim jak diabli. Cóż, jeśli się uprze by potańczyć, znajdę na to na pewno inny, ciekawy sposób. Może nie na potańcówce pełnej ludzi, ale... może tu, w naszej przyczepie? Mogliśmy nawet zrobić małą, spontaniczną potańcówkę z innymi członkami cyrku, jeśli to sprawiłoby mu radość. Zapewne znalazłoby się kilku delikwentów, co jeszcze nie spali i pragnęli się rozerwać.