Krzywdy jej nie robił, żeby mu zaraz piszczała jak mała myszka. Może to dlatego, że wziął ją niespodziewanie na ręce. A to dlatego, żeby nie zrobiła sobie kolejnej krzywdy. Nawet jeżeli zapewniała, że to nie jest nic poważnego, tylko zwyczajne skręcenie kostki. Tristan zdążył już na tyle poznać Olivię, że ciągle chyba otaczał ją swoją troską. Nie powinna mieć mu tego za złe. Robiła w sumie to samo w jego kierunku. Szczególnie w momentach, kiedy musiał wyrzucić z siebie smutne i tragiczne wspomnienia.
Mimo zapewnień, że nic jej nie jest i to, że upadała jak kot na cztery łapy, Tristan zrobił to co planował. A nawet więcej, bo chciał sprawdzić, czy na pewno nie skręciła sobie za mocno. Mimo zapewnień, że to tylko naciągnięcie. Już samo wspomnienie też o połamanych żebrach, westchnął. O tyle dobrze, że była cała. Powinna na siebie uważać. On w przeciwieństwie do niej, miał gorsze sytuacje. Jako auror. A potem ofiara.
Skoro miał dać spokój, spojrzał na nią pytająco, czy aby na pewno ma zostawić jej buty na stopach i nie zdejmować. Ulżyłoby jej chociażby pod względem ucisku, jakie dawało obuwie na szpilkach. Westchnął, kiedy prosiła aby wstał. Zrobił to, zostawiając już jej stopy w spokoju i buty. Chciał dobrze. Chociaż tyle, że otuliła się marynarką, jaką jej dał.
Błędnie myślał, że na tym się skończy jej gadanie. Uniósł brew ku górze, pytająco, czy ona faktycznie dobrze się czuje. Wzrokiem spojrzał na jej stopę, po czym znów na jej twarz. Jakby chciał zapytać, czy da radę chodzić. Męczące dla niego było porozumiewać się na gesty i miny, że sięgnął po notes i zapisał. Wiele by oddał, aby odzyskać głos. ”Jesteś pewna że możesz chodzić? Może posiedź trochę i rozmasuj stopę aż Ci przejdzie, skoro nie chcesz mojej pomocy. Jak Ci przejdzie to zrób herbatę. Ja napalę w kominku.”
Pokazał jej, przekazując swoje uwagi oraz podział obowiązków. Zapewne sam chciałby zrobić wszystko aby tylko nie przeciążała stopy. Ale znając ją, miała momentami owsiki w tyłku, że musiała się ruszać. Zatem pozwolił jej zrobić herbatę, ale pod pewnym małym warunkiem.
Jeżeli się zgodziła, to dał jej już spokój. Odłożył notes na stolik, podwinął rękawy koszuli i zajął się układaniem drewna, które było przygotowane w odpowiednim schowku. Po skończeniu układania, ogień wywołał
za pomocą zaklęcia, machnąwszy różdżką. Od razu w pomieszczeniu zrobiło się jaśniej. A wnętrze powoli zacznie się ocieplać.W międzyczasie, cokolwiek Olivia robiła, czy siedziała i szwendała się, Tristan odszukał kilka świec i zapalił je, ustawiając w każdym miejscu, gdzie światło było potrzebne. Mieli wtedy wspaniały półmrok. Mogli też resztę godzin spędzić razem siedząc na kanapie, opatuleni kocem i spoglądając w kominek, wtuleni do siebie.