21.01.2024, 04:29 ✶
Ona nie patrzyła na niego, ale on patrzył na nią. I zaczynało go trochę męczyć poczucie winy. Wyglądała tak młodo, na jakąś nastolatkę, wcale nie musiała oglądać tego wszystkiego, co stało się w aptece. Gdyby zaplanował to wszystko inaczej, mógłby pozbyć się problemu bez potrzeby zmuszania jej lub tego całego Ravena do uczestnictwa w bijatyce z trójką żałosnych oprychów. No ale czasu nie mógł cofnąć, co nie? Mógł jedynie zamaskować to uczucie dyskomfortu, pomóc zepchnąć to na dalszy plan myśli - w tym akurat był bardzo dobry. Robił to sobie od tylu lat! Chyba tylko umiejętność zapomnienia o bólu ciążącym mu na piersi pozwalała na to, żeby jakkolwiek funkcjonować i nie myśleć w kółko o chęci zniknięcia.
Nie mówiła dużo, odpowiadała pojedynczymi słowami, ale akurat on to rozumiał. Jak nikt inny. Potrafiłby milczeć godzinami, jeżeli tylko dało mu się spokój i przestrzeń. To pewnie dlatego tak dobrze dogadywał się z Fontaine. Dawała mu pracować w ciszy, wciąż ofiarowując mu swoją obecność. Ale dzisiaj nie było jej w Londynie i Crow wcale nie miał ochoty wracać do podziemnego miasta, żeby siedzieć tam samotnie i czekać na nią jak pies.
- Co jestem w stanie...? Chyba więcej niż się spodziewasz, ale... Pozostańmy przy tym, że dużo sangrii - odpowiedział jej, próbując dopasować trunek do jej urody. I cóż miało pasować do niej bardziej niż sangria? Nie mówiła z zagranicznym akcentem, ale miała taką latynoską urodę, czy to z genetycznego przypadku, czy przez faktyczne korzenie w tych stronach - to właśnie pomyślał, widząc jej zmieszane spojrzenie: sangria. - I lindy hop. To mówią mi twoje oczy. - Nie użył do tego flirciarskiego tonu, ale była w tym pewna zaczepność, narastająca w nim odkąd w zdenerwowaniu wycierała mu twarz z cieknącej krwi.
Nie mówiła dużo, odpowiadała pojedynczymi słowami, ale akurat on to rozumiał. Jak nikt inny. Potrafiłby milczeć godzinami, jeżeli tylko dało mu się spokój i przestrzeń. To pewnie dlatego tak dobrze dogadywał się z Fontaine. Dawała mu pracować w ciszy, wciąż ofiarowując mu swoją obecność. Ale dzisiaj nie było jej w Londynie i Crow wcale nie miał ochoty wracać do podziemnego miasta, żeby siedzieć tam samotnie i czekać na nią jak pies.
- Co jestem w stanie...? Chyba więcej niż się spodziewasz, ale... Pozostańmy przy tym, że dużo sangrii - odpowiedział jej, próbując dopasować trunek do jej urody. I cóż miało pasować do niej bardziej niż sangria? Nie mówiła z zagranicznym akcentem, ale miała taką latynoską urodę, czy to z genetycznego przypadku, czy przez faktyczne korzenie w tych stronach - to właśnie pomyślał, widząc jej zmieszane spojrzenie: sangria. - I lindy hop. To mówią mi twoje oczy. - Nie użył do tego flirciarskiego tonu, ale była w tym pewna zaczepność, narastająca w nim odkąd w zdenerwowaniu wycierała mu twarz z cieknącej krwi.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.