21.01.2024, 10:22 ✶
Patrick chciałby powiedzieć Sebastianowi, że wcale nie przyszedł do niego z najgorszym możliwym przypadkiem. Tylko, że nie wiedział. Właściwie nie miał zielonego pojęcia na ile zły był jego stan, na ile jego ojciec mógł naprawdę przejąć nad nim kontrolę i na jak długo. Także brał gderanie McMillana za dobrą monetę, która pozwalała mu na zebranie niewesołych myśli.
- Podwójne opętanie? – zapytał, marszcząc brwi a potem wzdrygnął się dość niekontrolowanie. I znowu przekuł w głowie słowa na własną sytuację – w jego przypadku oznaczałoby to, że nie tylko miał w głowie ojca ale jeszcze matkę. Aż dwóch wariatów do kolekcji, tylko w jej przypadku babcia pewnie by się ucieszyła, bo mimo upływu lat, wciąż cierpiała po śmierci córki. Za ojcem nikt nie tęsknił
Patrick wszedł za Sebastianem do jego mieszkania. Dopiero w środku ściągnął z głowy kaptur. Nagła i niechciana sława związana z byciem Zimnym dodatkowo go deprymowała.
Stał z wciśniętymi do kieszeni lodowato zimnymi rękami, zastanawiając się jak ubrać w słowa to, z czym przyszedł do McMillana. Zazwyczaj nie brakowało mu słów, ale jak porozmawiać o pilnie strzeżonym rodzinnym sekrecie, o którym nie rozmawiało się nawet w gronie tych, którzy o nim wiedzieli?
- Herbaty – rzucił odruchowo wychodząc z założenia, że jeśli ojciec naprawdę mógłby przejąć nad nim kontrolę, łatwiej by mu przyszło, gdyby syn był pijany. – Brenna do ciebie pisała? - Domyślił się, że skoro Sebastian wspomniał Bulstrode’a to pewnie chodziło o Atreusa. Nie była to wielka dedukcja, w końcu w limbo przebywała tylko czwórka znanych jej czarodziei oraz Lord Voldemort i jego poplecznik. – Dziwne, że pytała akurat o niego – powiedział na głos.
Nie był może wtajemniczony we wszystkie sprawy osobiste Brenny, ale wiedział że Mavelle była dla niej jak siostra, z Victorią się przyjaźniła a z nim samym łączyła ją silna, oparta na zaufaniu i lojalności więź. Z Atreusem miała najmniej wspólnego, więc czemu interesowała się akurat nim?
- Byłem. Razem z Bones, Lestrange i Bulstrodem trafiliśmy do Limbo – wyjaśnił wprost. Choć to było całkiem miłe, że najwyraźniej Sebastian nie czytał gazet i nie miał zielonego pojęcia o tym, że był jednym z Zimnych.
Patrick uśmiechnął się ponuro, a potem zbliżył się do siedzącego w fotelu i wyciągnął w jego stronę rękę: mimo właściwego dla żywych koloru, przejmująco zimną, trupio zimną zimnem, którego nijak nie dało się rozgrzać.
- Wróciliśmy stamtąd tacy – podsumował. – Ale nie z tym do ciebie przychodzę. – Choć może właśnie z tym przyszedł? – W limbo… w limbo natknęliśmy się na… pewne byty, to chyba były duchy, strzępki duchów... teraz… teraz mamy ich wspomnienia. To chyba wspomnienia, ale bardzo realne. I… tak się zastanawiam czy to tylko wspomnienia – zakończył koślawo.
Steward rzadko był naprawdę nieporadny. Zazwyczaj udawał głupszego niż był, bo udawanie pomagało mu w obserwacji. Ale teraz przebijała przez niego desperacja. Nie chciał wspomnień ojca, nie chciał też jego samego w swojej głowie a już absolutnie nie życzył sobie, żeby ten człowiek mógł przejąć nad nim kontrolę.
- Podwójne opętanie? – zapytał, marszcząc brwi a potem wzdrygnął się dość niekontrolowanie. I znowu przekuł w głowie słowa na własną sytuację – w jego przypadku oznaczałoby to, że nie tylko miał w głowie ojca ale jeszcze matkę. Aż dwóch wariatów do kolekcji, tylko w jej przypadku babcia pewnie by się ucieszyła, bo mimo upływu lat, wciąż cierpiała po śmierci córki. Za ojcem nikt nie tęsknił
Patrick wszedł za Sebastianem do jego mieszkania. Dopiero w środku ściągnął z głowy kaptur. Nagła i niechciana sława związana z byciem Zimnym dodatkowo go deprymowała.
Stał z wciśniętymi do kieszeni lodowato zimnymi rękami, zastanawiając się jak ubrać w słowa to, z czym przyszedł do McMillana. Zazwyczaj nie brakowało mu słów, ale jak porozmawiać o pilnie strzeżonym rodzinnym sekrecie, o którym nie rozmawiało się nawet w gronie tych, którzy o nim wiedzieli?
- Herbaty – rzucił odruchowo wychodząc z założenia, że jeśli ojciec naprawdę mógłby przejąć nad nim kontrolę, łatwiej by mu przyszło, gdyby syn był pijany. – Brenna do ciebie pisała? - Domyślił się, że skoro Sebastian wspomniał Bulstrode’a to pewnie chodziło o Atreusa. Nie była to wielka dedukcja, w końcu w limbo przebywała tylko czwórka znanych jej czarodziei oraz Lord Voldemort i jego poplecznik. – Dziwne, że pytała akurat o niego – powiedział na głos.
Nie był może wtajemniczony we wszystkie sprawy osobiste Brenny, ale wiedział że Mavelle była dla niej jak siostra, z Victorią się przyjaźniła a z nim samym łączyła ją silna, oparta na zaufaniu i lojalności więź. Z Atreusem miała najmniej wspólnego, więc czemu interesowała się akurat nim?
- Byłem. Razem z Bones, Lestrange i Bulstrodem trafiliśmy do Limbo – wyjaśnił wprost. Choć to było całkiem miłe, że najwyraźniej Sebastian nie czytał gazet i nie miał zielonego pojęcia o tym, że był jednym z Zimnych.
Patrick uśmiechnął się ponuro, a potem zbliżył się do siedzącego w fotelu i wyciągnął w jego stronę rękę: mimo właściwego dla żywych koloru, przejmująco zimną, trupio zimną zimnem, którego nijak nie dało się rozgrzać.
- Wróciliśmy stamtąd tacy – podsumował. – Ale nie z tym do ciebie przychodzę. – Choć może właśnie z tym przyszedł? – W limbo… w limbo natknęliśmy się na… pewne byty, to chyba były duchy, strzępki duchów... teraz… teraz mamy ich wspomnienia. To chyba wspomnienia, ale bardzo realne. I… tak się zastanawiam czy to tylko wspomnienia – zakończył koślawo.
Steward rzadko był naprawdę nieporadny. Zazwyczaj udawał głupszego niż był, bo udawanie pomagało mu w obserwacji. Ale teraz przebijała przez niego desperacja. Nie chciał wspomnień ojca, nie chciał też jego samego w swojej głowie a już absolutnie nie życzył sobie, żeby ten człowiek mógł przejąć nad nim kontrolę.