• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[07/1972] Gynocentryzm - Albert & Alexander

[07/1972] Gynocentryzm - Albert & Alexander
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#10
21.01.2024, 12:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 00:05 przez Alexander Mulciber.)  
Słysząc słowa Alberta, Alex, zmęczony po ledwo zakończonej tyradzie złośliwości, mógł tylko jęknąć z obrzydzeniem, ale i z pewną zgrozą - najgorsze obawy zostały uwiarygodnione przez opinię kogoś, kto nie miał mózgu przeżartego ćpaniem i innymi nałogami - do tej pory myślał, że jego paranoiczne wzburzenie i całe to błędne koło natrętnych myśli są efektem długiego nadużywania...
Ciekawe, jak Rookwood zareagowałby na wieść, że nie dalej jak wczoraj, Mulciber pobił się z wspomnianym bratem bliźniakiem (i jego wiernym pomagierem, który wcześniej przesłuchiwał go w sprawie ataku na brata, a jeszcze wcześniej grał z nim w karty??) właśnie w takiej nędznej próbie pokazania - Louvainowi? całemu światu? samemu sobie? - że Loretta jest jego, i tylko jego...

Ucieszył się więc ze zmiany miejsca i tematu rozmowy. Zaczął myć ręce, bo musiał zresztą zająć czymś dłonie: te zaczęły lekko drżeć, domagając się swojej doli narkotyku, zaraz po tym jak mężczyzna oddał przyjacielowi puzderko znajomej trucizny.

- Powodzenia. Mnie serce ciągle napierdala, od kiedy zacząłem mniej używać. - Mulciber skrzywił się na samo wspomnienie paskudnej tachyarytmii, która chwyciła go na krótko przed wyjściem z mieszkania na spotkanie z Rookwoodem.
- Dzisiaj musiałem już zresztą tamować jeden krwotok w pracy, więc jeśli twoja przegroda nosowa jest w porządku, bierz resztę - dodał Alex, lekko zezując przy tym na Alberta; przez cały ten czas, odkąd umył ręce, nachylał się bowiem nad lustrem, absolutnie skupiony na kontemplacji swojego odbicia w zmatowiałej tafli... Wszystko dlatego, że dostrzegł fatalną aberrację w krzywiźnie wielokrotnie łamanego (ostatni raz nie dalej jak wczoraj) nosa oraz powracacające widmo póki co wciąż jeszcze bladych siniaków zdobiących jego ostrą szczękę.

Kurwa, znowu.

Alexowi nie przeszkadzał przytłumiony lekami ból, który towarzyszył mu przy niemal każdym ruchu - Mulciber oberwał w życiu wystarczająco wiele razy, by po prostu przywyknąć, i zamiast jęczeć jak pizda, zaciskał zęby i faszerował się ulubionymi znieczulaczami - ale przecież nie mógł pokazać się publicznie z obitą mordą: był teraz poważnym niewymownym, i nie chciał, by cokolwiek zagroziło jego pozycji w Departamencie Tajemnic.

Zaklęcia maskujące, nad którymi Diana pracowała cały ranek - i jeszcze później, w trakcie przerwy na lunch w Ministerstwie, bo Alex lekko spanikował, że czary zaczynają słabnąć - do tej pory całkiem skutecznie zakrywały obrażenia doznane podczas bójki z Lestrange'm i Bulstrode'm. Kobieta miała doświadczenie w tuszowaniu sińców i tym podobnych - dzięki, Donald - ale trudno było oczekiwać, by magiczna maska wytrzymała tyle godzin bez poprawek.

- Pamiętaj, że to wszystko wina twojej żony... - Lekko rozbawiony, powtórzył automatycznie słowa przyjaciela - ich stałą mantrę, towarzyszącą wspólnemu ćpaniu, i reszcie ekscesów - a kiedy Albert pochylił się nad usypanymi na umywalce kreskami, Alex wrócił do wcześniejszego zajęcia: starał się odwzorować różdżką ruchy, które pokazała mu wcześniej Diana, chcąc naprawić zmarniałą twarz. Teraz zaczął żałować, że w szkole nie przykładał się bardziej do nauki transmutacji, a zamiast pisać eseje na temat zaklęcia kamuflażu, obściskiwał się z Ambrosią w bibliotece... Gdybyś mnie teraz zobaczyła, McKinnon, pomyślał, z niejakim rozbawieniem, ale wtedy podbite oko było odznaką honoru, a teraz?

[rzut na transmutację, żeby nałożyć zaklęcie maskujące siniaki]
Rzut O 1d100 - 66
Sukces!


- ...Kurwa, chyba działają te pozytywne afirmacje - rzucił, po trosze sam do siebie, po trosze do Rookwooda.

Ale nie było czasu się zastanawiać nad tym, czy wygląda na tyle cywilizowanie, by jakiś nadgorliwy patrol BUMowców nie zatrzymał ich na Nokturnie, bo Albert wszedł w swój tryb filozofa - jak to czasem bywało, kiedy trochę sobie poużywał - i tak potężnie klepnął Mulcibera w plecy, że pod ostro zmaltretowanym po wczorajszej bijatyce Alexandrem aż nogi się ugięły.

Alex zacisnął tylko zęby, i przez chwilę nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, ale Rookwood też nie wydawał się mieć nic przeciwko tej przerwie w konwersacji; sam nagle zaczął oblewać twarz wodą z jakąś dziwną zaciekłością.
Ach, Mulciber aż za dobrze rozumiał te narkotykowe kompulsje.

- Jestem już napruty - przyznał niechętnie Alex, opierając się butem o umywalkę obok, by zawiązać sznurówkę, tuszując tym brak tchu w piersi.
Bynajmniej, nie kłamał Albertowi - od czasu feralnego afterparty funkcjonował tylko dzięki połączeniu silnych analgetyków ze stymulantami; tyle właśnie zostało z jego wielomiesięcznych starań o stopniowe zerowanie z krwiobiegu tak chętnie wtłaczanych do żył składników zabójczego koktajlu Mołotowa - żałował teraz, że sam nie może poczuć ożywczego prądu kokainowej podniety, ale nie chciał zgonować na brudnej podłodze publicznej toalety, już to przerabiał, i osobiście, uważał, że nie ma bardziej żałosnego widoku niż umierający ćpun zwłaszcza, kiedy nagle zaczyna wołać imię siostry/szwagierki, matki, byłej kochanki czy niewydarzonej żony.
Końska dawka leków przeciwbólowych, mała dorzuta na pobudzenie, alkohol... Tak, zdecydowanie miał dosyć. I tak targały nim sprzeczne uczucia odnośnie powziętego w lutym postanowienia o zachowaniu trzeźwości, zwłaszcza, że lipiec minął mu pod znakiem ciągu alkoholowego.

Ale dopóki nie dotknie heroiny, dalej miał jakąśtam szansę, a przynajmniej tak sobie wmawiał... Czy wciąż pamiętał więc, co jest naprawdę ważne?

Poczuł ulgę, że to właśnie z Albertem podzielił się swoimi wątpliwościami. Nigdy nie ukrywał, że mężczyzna był dla niego autorytetem - że wręcz podświadomie starał się emulować niektóre jego zachowania, kiedy był jeszcze gówniarzem, chciwie chłonącym wszystkie mądrości padające z ust starszego, doświadczonego mentora, który przecież niejedno w życiu widział - łapał się na tym, że szuka uznania w oczach Rookwooda, a nawet kiedy wkroczył w dorosłość, dalej poważał jego zdanie, choćby było nie wiem jak różne.

Nie wyobrażał sobie zresztą rozmawiać o takich intymnych sprawach natury osobistej z kimkolwiek innym.

Jakież byłoby to, kurwa, zawstydzające, przyznać się przed takim choćby Murtaghiem - wiesz, Loretta mnie chyba zdradza, i nagle zaczęło mi to przeszkadzać; może nawet się tym przejmuję - nie żeby jakoś mi zależało, nie po to cały czas wmawiam sobie, że jest moja, i tylko moja - ale wiesz, jak o tym myślę, to mam ochotę wrócić do heroiny i zajebać się pod mostem - a nie miał przecież nikogo bliższego, z kim mógłby porozmawiać na podobnej stopie.

Zresztą, mimo wszystko, między nim a Macmillanem istniała między nimi swego rodzaju braterska rywalizacja i sam Mulciber miał serdecznie dość bycia w oczach przyjaciela tym zjebanym wróżbitą, który nie potrafi przewidzieć kolejnej katastrofy w swoim życiu prywatnym... Poza tym, za Murtaghiem - który wydawał się czasem mieć kompletnie inny wyobrażenie Alexa od tego, co ten rzeczywiście sobą prezentował - nie stał taki bagaż życiowych doświadczeń jak za Albertem. Rookwood sam był żonaty, ba, miał dorosłego syna, rozumiał, jak działa świat i kobiety, jak trzeba się zachowywać i co trzeba robić, by nie stracić głowy...

A Alex potrzebował, by ktoś mu przypomniał, że sam wiedział kiedyś wszystkie te rzeczy, lub przynajmniej był bliski ich zrozumienia; bo teraz, czuł się cholernym wrakiem człowieka, jakim niegdyś był - czy też, jakim mógł się stać - i nie potrafił się z tego otrząsnąć.


Słowa Alberta były lepsze niż ochlapanie twarzy zimną wodą; wystarczy powiedzieć, że Alex patrzył na mężczyznę w stanie absolutnego szoku, zasłuchany w potok słów spływający wartko z ust przyjaciela. Zapewne szczęka by mu opadła z wrażenia, gdyby nie brzydki zwyczaj stresowego szczękościsku.

- Tak, prawdziwa męskość... To ona ma przychodzić - powtórzył w nabożnym skupieniu po Albercie, utkwiwszy w nim spojrzenie czystsze niż kryształ sprzedawany przez jego ulubionego dilera. - Zero słabości - pokiwał głową. - Znajdę sobie inn-... - zatrzymał się, i zmarszczył brwi. Nie, to była groźna myśl. Budziła w nim wspomnienia cygańskich wozów, pomarańczowych sadów na greckim wybrzeżu i blond włosów rozsypanych na poduszce...

Alex przetarł dłonią lekko spocone czoło i na na nowo ufiksował spojrzenie na Albercie.

- Tak. Tak, masz rację, cholera. Pilnuj mnie, żebym nie próbował pierdolić więcej takich głupot, jak wcześniej - parsknął, zażenowany, ale przecież wdzięczny za szczerość... Czy on też będzie powtarzał kiedyś, że to wszystko wina jego żony? Zemdliło go lekko na tę myśl. Przytrzymał się, niby to nonszalancko, ściany pierwszej z brzegu kabiny.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (2294), Alexander Mulciber (4384)




Wiadomości w tym wątku
[07/1972] Gynocentryzm - Albert & Alexander - przez Albert Rookwood - 06.12.2023, 19:27
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Alexander Mulciber - 06.12.2023, 20:34
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Albert Rookwood - 07.12.2023, 00:00
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Alexander Mulciber - 07.12.2023, 05:52
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Albert Rookwood - 07.12.2023, 13:44
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Alexander Mulciber - 07.12.2023, 16:51
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Albert Rookwood - 07.12.2023, 19:17
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Alexander Mulciber - 17.12.2023, 07:23
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Albert Rookwood - 18.12.2023, 19:32
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Alexander Mulciber - 21.01.2024, 12:56
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Eryk & Alexander - przez Albert Rookwood - 28.05.2024, 19:53
RE: [07/1972] Gynocentryzm - Albert & Alexander - przez Alexander Mulciber - 15.09.2024, 17:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa