21.01.2024, 16:40 ✶
Niebywałe. Jedno z drugim, trzecie z tym wszystkim. Wyobraźnia podsuwała mi niekoniecznie grzeczne obrazy Elki, nie tak niewinne, ale może również rozchichotana, pełne energii i podniecenia... tylko że trochę innego. A wyobraźnię to ja do takich rzeczy miałem, bo w swoim wieloletnim życiu przeżyłem wiele, więc... niech mnie Bogini Matka trzyma, żebym nie wziął tego dziewczęcia gwałtem.
Może właśnie dlatego raczyłem się ciastem. Niewinnie i przyziemnie, siedząc przy skromnym, kuchennym stole, gdzie niewiele było miejsca na moje ego, a jednak jakoś się tu mieściłem, a nawet odnajdywałem. Takie niewielkie przestrzeżenie miały w sobie coś przytulnego, bezpiecznego, a zarazem intymnego i elektryzującego. Zamek w Keswick był chłodny, ogromny z dużą ilością wolnych przestrzeni, a tu było inaczej, kompletnie inaczej. Można było się tu skryć, przepaść, zapomnieć o troskach życia codziennego. Udawać, że się jest na jakimś końcu świata, ale...
- Dostojnie, zapewne masz na myśli - pomogłem jej, wcale nie złośliwie, tylko pogodnie, cierpliwie. Moim celem nie było zrażenie do siebie panienki Bell, tylko podtrzymanie naszej znajomości, oczarowanie jej, może kupienie, o ile jednak zdobyłaby się jednak na drobny materializm. - Bywam w teatrze, ale powiem ci, że jeszcze ciekawiej jest w operze. Przyznam szczerze, że te wszystkie trzy miejsca, wraz z cyrkiem, rzecz jasna, mają ze sobą wiele wspólnego, ale też diametralnie się różnią. Myślę, że wasze spektakle mogą uchodzić za najbardziej niebezpieczne, co sprawia, że przykuwają oko. Opowiadają historie w ekstremalnych warunkach, bez słów, tylko za pomocą ruchu ciał i muzyki, co bardzo przypomina operę... Ale w operze masz śpiewaczkę. Stoi w miejscu, podryguje i śpiewa dramatyczną historię, niemalże do utraty tchu i głosu. Z reguły jest sama, choć bywają również duety, a gdzieś tam obok, w sporym oddaleniu jest cała orkiestra, która jej akompaniuje. I jest ten teatr, gdzie ważną rolę odgrywa gra aktorska ludzi, ich ruchy, mimika twarzy, ale też ton wypowiadanych słów. Można by rzec, że najmniej wymaga od aktorów, ale... ja mam słabość do takich szczegółów, do bardzo dobrej sztuki, wręcz wybitnej, więc to wszystko zależy od tego na jak dobre dzieło trafisz. Zanudzi cię albo sprawi, że staniesz się jej oddana całym sercem - opowiedziałem co nieco, po czubkach, bo mógłbym na te tematy mówić i mówić. Nie tylko o cyrku, teatrze, operze... O, jeszcze balecie, ale o obrazach, muzyce, rzeźbie. Miałem do tego zdecydowaną słabość. Sam zamek w Keswick, mój dom, był pełen dzieł sztuki. Z każdym rokiem przybywało ich więcej. Uwielbiałem gromadzić perełki. Nawet do renowacji i konserwacji brałem najlepszych specjalistów, bo wszystko musiało być perfekcyjne w najmniejszym szczególe.
Zaśmiałem na pytanie Elki. W jaki sposób lubiłem wchodzić do serc ludzi?
- Poprzez podziw, pieniądze i własny urok osobisty...? - zapytałem, choć to było oczywiste. Zastanawiałem się aby, czy Elka mogłaby się ze mną zgodzić, jeśli chodziło o to ostatnie. Wiedziałem, że być może na pieniądze wywróci oczami, ale nieco się różniliśmy. Nie zmieniało to faktu, że ją podziwiałem jako artystkę i jako osobę. - Oczywiście, tak między nami pozostawmy moje patenty - zaśmiałem się, popijając chłodną lemoniadę dla ostudzenia zapędów.
- Podziwiam cię, Elko, za to, jaką jesteś artystką, niezłomną i wytrwałą, wciąż trenującą i poszerzającą swój kunszt, bo nie każdy jest w stanie zamknąć się w niewielkim pudle, gdyż fizycznie jest to dla niego niemożliwe albo psychicznie nie do zniesienia... A ty to robisz! Na dodatek twój upór jest godny uznania, trwanie przy swoich prawdach i przede wszystkim posiadanie ich w tak młodym wieku - zauważyłem całkiem poważnie, patrząc jej prosto w oczy i zastanawiając się, co sobie właśnie o mnie myślała. Zapewne za chwilę miałem o tym usłyszeć i to było w niej cudowne. Nie grała przede mną kogoś, kim nie była, ani nie gryzła się w język. Nie miała takiej potrzeby by wchodzić wielkiemu Prewettowi w tyłek.
Może właśnie dlatego raczyłem się ciastem. Niewinnie i przyziemnie, siedząc przy skromnym, kuchennym stole, gdzie niewiele było miejsca na moje ego, a jednak jakoś się tu mieściłem, a nawet odnajdywałem. Takie niewielkie przestrzeżenie miały w sobie coś przytulnego, bezpiecznego, a zarazem intymnego i elektryzującego. Zamek w Keswick był chłodny, ogromny z dużą ilością wolnych przestrzeni, a tu było inaczej, kompletnie inaczej. Można było się tu skryć, przepaść, zapomnieć o troskach życia codziennego. Udawać, że się jest na jakimś końcu świata, ale...
- Dostojnie, zapewne masz na myśli - pomogłem jej, wcale nie złośliwie, tylko pogodnie, cierpliwie. Moim celem nie było zrażenie do siebie panienki Bell, tylko podtrzymanie naszej znajomości, oczarowanie jej, może kupienie, o ile jednak zdobyłaby się jednak na drobny materializm. - Bywam w teatrze, ale powiem ci, że jeszcze ciekawiej jest w operze. Przyznam szczerze, że te wszystkie trzy miejsca, wraz z cyrkiem, rzecz jasna, mają ze sobą wiele wspólnego, ale też diametralnie się różnią. Myślę, że wasze spektakle mogą uchodzić za najbardziej niebezpieczne, co sprawia, że przykuwają oko. Opowiadają historie w ekstremalnych warunkach, bez słów, tylko za pomocą ruchu ciał i muzyki, co bardzo przypomina operę... Ale w operze masz śpiewaczkę. Stoi w miejscu, podryguje i śpiewa dramatyczną historię, niemalże do utraty tchu i głosu. Z reguły jest sama, choć bywają również duety, a gdzieś tam obok, w sporym oddaleniu jest cała orkiestra, która jej akompaniuje. I jest ten teatr, gdzie ważną rolę odgrywa gra aktorska ludzi, ich ruchy, mimika twarzy, ale też ton wypowiadanych słów. Można by rzec, że najmniej wymaga od aktorów, ale... ja mam słabość do takich szczegółów, do bardzo dobrej sztuki, wręcz wybitnej, więc to wszystko zależy od tego na jak dobre dzieło trafisz. Zanudzi cię albo sprawi, że staniesz się jej oddana całym sercem - opowiedziałem co nieco, po czubkach, bo mógłbym na te tematy mówić i mówić. Nie tylko o cyrku, teatrze, operze... O, jeszcze balecie, ale o obrazach, muzyce, rzeźbie. Miałem do tego zdecydowaną słabość. Sam zamek w Keswick, mój dom, był pełen dzieł sztuki. Z każdym rokiem przybywało ich więcej. Uwielbiałem gromadzić perełki. Nawet do renowacji i konserwacji brałem najlepszych specjalistów, bo wszystko musiało być perfekcyjne w najmniejszym szczególe.
Zaśmiałem na pytanie Elki. W jaki sposób lubiłem wchodzić do serc ludzi?
- Poprzez podziw, pieniądze i własny urok osobisty...? - zapytałem, choć to było oczywiste. Zastanawiałem się aby, czy Elka mogłaby się ze mną zgodzić, jeśli chodziło o to ostatnie. Wiedziałem, że być może na pieniądze wywróci oczami, ale nieco się różniliśmy. Nie zmieniało to faktu, że ją podziwiałem jako artystkę i jako osobę. - Oczywiście, tak między nami pozostawmy moje patenty - zaśmiałem się, popijając chłodną lemoniadę dla ostudzenia zapędów.
- Podziwiam cię, Elko, za to, jaką jesteś artystką, niezłomną i wytrwałą, wciąż trenującą i poszerzającą swój kunszt, bo nie każdy jest w stanie zamknąć się w niewielkim pudle, gdyż fizycznie jest to dla niego niemożliwe albo psychicznie nie do zniesienia... A ty to robisz! Na dodatek twój upór jest godny uznania, trwanie przy swoich prawdach i przede wszystkim posiadanie ich w tak młodym wieku - zauważyłem całkiem poważnie, patrząc jej prosto w oczy i zastanawiając się, co sobie właśnie o mnie myślała. Zapewne za chwilę miałem o tym usłyszeć i to było w niej cudowne. Nie grała przede mną kogoś, kim nie była, ani nie gryzła się w język. Nie miała takiej potrzeby by wchodzić wielkiemu Prewettowi w tyłek.