Bezpieczny. To słowo w tym kontekście słuszne, zabrzmiało w uszach Morpheusa głucho, jak cedrowy dzwon świątyni, który opadł dzwonnicy na proch ziemi, zamiast zagrzmieć wezwaniem do modlitwy i celebracji. Pamiętał, że Neilowi nigdy do końca nie udało się zasymilować z magicznym społeczeństwem i jeszcze dwa lata wcześniej pracował w mugolskim barze, zamiast szukać możliwości na magicznym rynku pracy. Może nie wiedział, dlaczego Morpheus był ubrany na czarno, może nie widział nekrologu w Proroku Codziennym. Tak się spodziewał, czemu miałby zwracać w ogóle na to uwagę.
Zamilkł, strapiony, podmuchał herbatę, wprawiając jej lustro w drgnienia, lecz nie pijąc jej wcale. Widział siebie odbijającego się na mlecznej tafli okrągłego naczynia. Pierwsze oznaki siwienia pojawiły się na jego skroniach już jakiś czas, widocznie głównie przez jego bardzo ciemną oprawę, pierwsze srebrne nitki zauważył już około trzydziestego roku życia, ale po wyjeździe wyraźnie wszyscy widzieli, ile ich przybyło na skroniach. Chociaż na twarzy nie starzał się właściwie wcale, to stres odznaczał się na nim, malowany księżycowymi pocałunkami.
— Podczas Beltane mój brat został zamordowany przez śmierciożercę i nie mogłem być nawet na pogrzebie. Nikt nie jest bezpieczny.
W nawyku dawnych lat i akceptowalnych społecznie zachowań, wyciągnął z kieszeni paczkę cameli, wyjął jednego i resztę zostawił na stoliku. Zapalił go mugolską zapalniczką, pozwalając, aby ogień na chwilę wyciął jego rysy w ostrzejsze formy. Mięta i Merkury, niosący święty kaduceusz, patroni komunikacji, intelektu i myśli. Mięta i skrzydlate sandały, żywioł powietrza, mięta lecząca i oczyszczająca. Niosąca spokój i bezpieczeństwo. Dym papierosowy i ciężkie powieki Morpheusa ze sobą pasowały.
— Wszyscy myśleliśmy początkowo, że nie tkną czystej krwi, ale najwidoczniej jest inaczej. Status krwi niczego nam nie daję. Wiesz, Neil... to ja miałem umrzeć pierwszy z mojego rodzeństwa. Nie powinienem pracować w Departamencie Tajemnic tak długo ze zdrową psychiką. Co to o mnie mówi? — Był synem milczących kamiennych statuetek śpiących w grobowcach, ślepych wieszczy i kobiet krzyczących bluźniercze proroctwa w ogień swoich krzywd. Jego różdżka śpiewała pieśń o śmierci i czarnoksięstwie. Tak łatwo się stoczyć.