Przyjął z ulgą pozytywne nastawienie latarnika, chociaż miał swoje obawy ze względu na widoczną ekscytację brodacza. Radość potrafi tak samo wypaczyć suche fakty, jak i gniew czy smutek, więc należało przesiać je przez sito o bardzo maleńkich oczkach, by wydobyć pył realnej, wartościowej dla niego informacji. Nie odrzucał jednak zapału czarodzieja, sam pałał podobnym ogniem chęci, którego nie zgasiły lata żmudnej pracy, która nie zawsze była tak tajemnicza i szalona, jak sądzili inni. Co więcej, Morpheus raczej uważał, że głównie to były rzeczy nudne i papierkowe. Jednak gdy zdarzały się już rzeczy ciekawe... miałeś niemal nadzieję, że to jedynie zły sen.
— Tak — potwierdził na wspomnienie swojego departamentu. — Wejdę chętnie. Pana poszukiwania przyniosły do nas informacje o przepowiedni, panie...?
Zawiesił pytanie w powietrzu, bowiem poznał jedynie nieco urągające określenie Młody, które padało zamiast imienia z ust Charona. Niepewnie zerknął w stronę stopni, nie miał jednak wyjścia. Nie wypadało rozmawiać na wietrze, na zewnątrz, trochę kultury.
— Czy jest prawdziwa, dopiero zobaczymy, właśnie po to tu jestem, aby zweryfikować podejrzenia dotyczące przepowiedni, a pana wkład może okazać się dla nas nieoceniony, jako jedynego świadka. — powiedział Morpheus, przechodząc przez próg budynku i modląc się, aby mężczyzna zaprowadził ich jedynie do kuchni lub czegoś tego pokroju, nie na sam szczyt. W żołądku aż mu się przewracało, na dodatek nie było opcji, która była dobra. Usiąść tyłem, to narazić się na to, że się nie zobaczy kruszących się części lub wpadnie, przechylając się przez oparcie krzesła, a siedząc frontem, to skupiać się jedynie na tym, ile stóp dzieli go od ziemi i jakie są konsekwencje takiego upadku. Gdy dopadał go strach przed wysokością, żołądek zwijał się w supeł i zapominał całkowicie, że umie się teleportować. Wytarł spocone dłonie o sztruksowe spodnie. Z duszą na ramieniu zaczął się wspinać za latarnikiem.
Przepowiednie chcą być słyszane. Coś w tym zdecydowanie było.