21.01.2024, 22:40 ✶
Mogłem ufać Kimi, ale czy aż tak? Może się biliśmy, wymienialiśmy kuksańcami, ale było to w ramach naszych głupich, gówniarskich zagrywek. Czy była w stanie podnieść na mnie rękę świadomie? Rzucić jakieś podłe zaklęcie, które mnie sparaliżuje albo co... Sam nie byłem też pewien, co mogło jej za zaklęcie przyjść do głowy, ale chyba wolałem nie rozważać tych kategorii. Lepiej żeby nie musiała się przede mną wzbraniać, tylko że...
Mój umysł, moje ciało, cały ja... Chcieliśmy tego. Ona się zgadzała. Wyciągała rękę w moim kierunku i mówiła, żebym pił, żebym się nie martwił, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Była początkującą BUMowczynią, ale już w szkole potrafiła dowalić człowiekowi, więc... Może powinienem? Tak tylko trochę? I zaraz oczywiście przestanę. Nie będę pił nie wiadomo ile, ale... Ale dam radę się powstrzymać. Czy nie dam rady? A może dam radę...? Kim we mnie wierzyła.
Nie można jeść Kimi...? Phi. Miała takie wielkie, wypełnione wiarą we mnie oczy, więc odrzuciłem notes w bok i zaraz znalazłem się przy niej z niezdrowym pomrukiem. Uklęknąłem właściwie przed jej ręką, bo Kimi była śmiesznie niska, a ja chciałem mieć jak najlepszy dostęp do jej ręki, w którą właśnie się wgryzłem.
Nawet nie kontrolowałem tego, żeby zrobić to jakoś łagodnie. Po prostu się wgryzłem i od razu łapczywie zacząłem pić. Potrzebowałem to poczuć i właśnie czułem jak ten ból, ta usilna potrzeba zalewana jest przez ciepłą posokę Kimi. Odprężałem się powoli, traciłem to spięcie w swoich kończynach, oddając się pięknemu relaksowi. Potrzebowałem tego, tak bardzo pragnąłem i ponownie to dostałem. Dosyć nieplanowanie, ale chuj z tym. Najważniejsze, że miałem dostęp do świeżej krwi i piłem, i piłem, i piłem, a z każdą kolejną kroplą czułem się coraz bardziej żywy, normalny, stabilniejszy, silniejszy. Może trochę też niezwyciężony, jak gdyby wpływało właśnie we mnie życie, dzięki któremu mógłbym góry przenosić. Hehe. Fajnie byłoby góry przenosić. Może kiedyś powinienem spróbować...?
Tylko wypiję jeszcze trochę i trochę więcej, żeby starczyło na dłużej, szczególnie że żadna kropla nie mogła się zmarnować, co nie? Szkoda by było. Dlatego ująłem nieco silniej tę rękę by mi się przypadkiem nie wyrwała. Tak w ramach bezpieczeństwa. Chciałem po prostu kroplę więcej, bo było mi dzięki temu lżej, jak gdyby z każdą kropelką kolejne kamienie spadały mi z serca, z ramion, z głowy. Zewsząd.
Mój umysł, moje ciało, cały ja... Chcieliśmy tego. Ona się zgadzała. Wyciągała rękę w moim kierunku i mówiła, żebym pił, żebym się nie martwił, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Była początkującą BUMowczynią, ale już w szkole potrafiła dowalić człowiekowi, więc... Może powinienem? Tak tylko trochę? I zaraz oczywiście przestanę. Nie będę pił nie wiadomo ile, ale... Ale dam radę się powstrzymać. Czy nie dam rady? A może dam radę...? Kim we mnie wierzyła.
Nie można jeść Kimi...? Phi. Miała takie wielkie, wypełnione wiarą we mnie oczy, więc odrzuciłem notes w bok i zaraz znalazłem się przy niej z niezdrowym pomrukiem. Uklęknąłem właściwie przed jej ręką, bo Kimi była śmiesznie niska, a ja chciałem mieć jak najlepszy dostęp do jej ręki, w którą właśnie się wgryzłem.
Nawet nie kontrolowałem tego, żeby zrobić to jakoś łagodnie. Po prostu się wgryzłem i od razu łapczywie zacząłem pić. Potrzebowałem to poczuć i właśnie czułem jak ten ból, ta usilna potrzeba zalewana jest przez ciepłą posokę Kimi. Odprężałem się powoli, traciłem to spięcie w swoich kończynach, oddając się pięknemu relaksowi. Potrzebowałem tego, tak bardzo pragnąłem i ponownie to dostałem. Dosyć nieplanowanie, ale chuj z tym. Najważniejsze, że miałem dostęp do świeżej krwi i piłem, i piłem, i piłem, a z każdą kolejną kroplą czułem się coraz bardziej żywy, normalny, stabilniejszy, silniejszy. Może trochę też niezwyciężony, jak gdyby wpływało właśnie we mnie życie, dzięki któremu mógłbym góry przenosić. Hehe. Fajnie byłoby góry przenosić. Może kiedyś powinienem spróbować...?
Tylko wypiję jeszcze trochę i trochę więcej, żeby starczyło na dłużej, szczególnie że żadna kropla nie mogła się zmarnować, co nie? Szkoda by było. Dlatego ująłem nieco silniej tę rękę by mi się przypadkiem nie wyrwała. Tak w ramach bezpieczeństwa. Chciałem po prostu kroplę więcej, bo było mi dzięki temu lżej, jak gdyby z każdą kropelką kolejne kamienie spadały mi z serca, z ramion, z głowy. Zewsząd.