Zanotował sobie w głowie, że mieszkańcy tej części świata nie pamiętają o manierach, próbując nie dać po sobie poznać, że przyjął z ulgą, że nie idą nigdzie wyżej. Na poziomie filozoficznym rozumiał piękno takich miejsc, osamotnienie eremity, a jednak poczucie wyższego celu, oświetlania drogi dla statków, wyznaczania linii brzegowych nocą, gdy ciemność spowija świat tak gęstym całunem mroku, że nawet wąski promień świecy widać gołym okiem na mile. Wiele relacji było jak relacja statku i latarni morskiej, gdy walczyło się z tym, aby posłuchać rozsądku światła oraz z tym, aby rozbić się na kawałki o jej skałę w namiętności fal i piany. O Neptunie, Wielki Mistyku, który włada snami i prowadzi swe dzieci przez mgły.
Morpheus wszedł do pomieszczenia, minął minę i stanął koło mężczyzny, rozglądając się po rozrzuconych notatkach, patrząc czy w swoim bałaganiarstwie nie umknęła mu jakaś stronica, mogąca stać się kluczem do rozgryzienia zagadki. Czarodziej napełnił policzki powietrzem w oczekiwaniu, które napięciem wdrapały się na jego kark i trwały u nasady kręgosłupa. Z podobnym namaszczeniem, jak chwycił buteleczkę ze wspomnieniem, przejął notatki latarnika. Pierwsze, co go interesowało, to treść przepowiedni. Dreszcz rozwinął się na resztę ciała i nieco nim wstrząsnął, kwaśny smak pojawił się w ustach i nie miał on nic wspólnego z wysokością, a wszystko ze śmiercią jego brata, z niebezpieczeństwem wszystkich, których kochał.
— Prawdą jest to, że powinien pan zmienić miejsce zamieszkania i ukryć swoją tożsamość. To samo poradziłem Charonowi, jednak wątpię, aby mnie posłuchał. To brzmi bardzo niepokojąco, nie w kontekście samej istoty wyspy i ostrza, ale tego, że jeśli Śmierciożercy zwęszą pana trop, będą torturować pana i zabiją, aby dowiedzieć się wszystkiego — głos Morpheusa zdradzał, swoją miękkością i brakiem codziennego uśmiechu, że jest to bardzo niebezpieczna wiedza i mówi całkowicie poważnie. Wiedza, której tamten nie powinien szukać, powinien od niej uciekać. — Panie Laramont, czy mógłbym poprosić pana o wspomnienie tej przepowiedni?
Nawet nie będąc w czarodziejskich szatach, powaga przesiąkała przez Morpheusa, jak jego perfuma, wypełniając zaciętą miną całe pomieszczenie. Nerwowo potarł swój kark, zastanawiając się co zrobić z tą przepowiednią, jak skonstruować raport, aby nie paść ofiarą podejrzeń, a jednocześnie ukryć treść przed śmierciożercami. Lekko zacisnął dłoń na kartce, robiąc na niej ślad swojej dłoni, wgniecenie świata. Tym były przepowiednie. Wgnieceniami.