Pieniądze. Każde przedsięwzięcie, mniejsze czy większe, w pewnym momencie wymagało sięgnięcia po kolejne środki. Niezbędne do dalszego rozwoju. Wykonania kolejnego kroku. Theon doskonale wiedział jak to funkcjonowało. Jego rodzina, poza łamaniem klątw, zajmowała się również finansowaniem przeróżnych inicjatyw. Często były to badania naukowe, ale wbrew pozorom, Delilah Travers nie zamykała się na inne przedsięwzięcia. O ile istniała szansa na to, że wsparcie się jej zwróci, można było podjąć dialog. Omówić zasady współpracy.
Czy w przypadku rezerwatu tworzonego przez szlamy, byłaby w stanie zauważyć jakikolwiek potencjał? Było to mocno wątpliwe.
- Ponoć nadzieja umiera ostatnia, ale jest też matką głupich. – wzruszył ramionami. Taki tam frazes, ale zarazem stwierdzenie bardzo prawdziwe. I niewątpliwie pasujące do okoliczności.
Widząc papierosa u Leviathana, sam miał ochotę sięgnąć po kolejnego. Trzeciego już w tym dniu. Okropny nałóg, z którym niekoniecznie miał chęć walczyć. Nie czuł takiej potrzeby. Postarał się dostać do kieszeni, do znajdującej się w jej wnętrzu paczki fajek oraz zapalniczki. Nie trzeba było go długo namawiać, a w zasadzie to nawet wcale.
Zapalił.
- Hebrydzkie powinny narobić zamieszania. – przytaknął. Wiedze miał ograniczoną, ale smoki występujące na terytorium Wielkiej Brytanii kojarzył. Ogólną wiedze na ich temat posiadał. Poza tym pochodził ze Szkocji, a to nie pozostawało w tym przypadku bez znaczenia. Hebrydy znajdywały się stosunkowo blisko rodzinnej posiadłości. – Pewnie muszą źle znosić przebywanie w boksach. – zastanawiał się na głos. Dla niego to był jakiś poraniony pomysł, żeby w ten sposób przetrzymywać smoki. Jak długo zamierzali zostawić je w zamknięciu? Mieli dużo szczęścia.
Wyglądało na to, że trafiło im się tego szczęścia zdecydowanie więcej niż rozumu.
- Chyba, że je czymś, nie wiem, otumanili? – nie znał się na tym, nawet nie był pewien czy smoki można było czymś otumanić, ogłupić? Theona nieszczególnie ciągnęło w kierunku pracy z tego rodzaju stworzeniami. Ze swoim szczęściem zapewne stosunkowo szybko posłużyłby jakiemuś walijskiemu za podwieczorek. I nawet jedna kość by się po tym nie ostała. – To w ogóle możliwe?
Leviathan był w tym przypadku dla niego mózgiem operacji. Powinien być we wszystkim lepiej zorientowany. Z pewnością posiadał niezbędną wiedze. Theon ufał mu na tyle, żeby we wszystkim… no dobra, prawie we wszystkim się dostosować.
Czekając na odpowiedź zaciągnął się papierosem.
- Jak uważasz, ale w tych maskach prawdopodobnie i tak byśmy rzucali się w oczy. – niekoniecznie za nimi przepadał, ale rozumiał dlaczego ich używali. Bywały przydatne. Ułatwiały pewne rzeczy. Nie kwestionował, ale przywyknąć do ich noszenia… z tym miał nadal problem. – Teren jest zabezpieczony na wypadek teleportacji? – zaproponował inną opcje, o ile ta wchodziła w grę. Nie uśmiechało mu się sprawdzać tego teraz. Podczas akcji. Aczkolwiek kto wie? Może Rowle zbadał to już wcześniej? Czasami warto było po prostu zapytać.