Gdy Norka wspomniała, że chce wrobić w to Erika – Avelina zaśmiała się cicho. Biedny Erik, ale w sumie Nora miała w tym trochę racji. Randkowanie jest przyjemne, ale z trybem życia panny Figg może to być ciężkie i nawet uciążliwe, bo trzeba myśleć o dziecku, o własnym biznesie – nie można tak wszystkiego rzucić i wyjechać do Paryża. Nawet Avelina miałaby z tym ogromny problem, ale każdy wiedział, że ona lubi siedzieć w jednym miejscu, że nie garnie się do podróży i jakichś wielkich przygód miłosnych. Pragnęła po prostu stabilności, której naprawdę jej brakowało. Zazdrościła nawet trochę Norze, że miała szansę na taką randkę, że pozna kogoś, z kim może spędzi przyszłość. Ona sama nie miała na to szansy, ale nawet nie miałaby odwagi wziąć w czymś takim udziału.
– To wiesz co? Może powiedz kiedy będzie ten wyjazd, a ja po prostu wezmę wolne na ten czas. Nawet jeśli nie będę potrzebna to coś innego zawsze porobię. – odparła w końcu, bo to była najlepsza myśl w tym momencie. Po co ma ryzykować zrywaniem się z pracy, gdy okaże się, że Erik jednak zapomniał spojrzeć do klubokawiarni, albo Mabel będzie potrzebować cioci, a nie wujka? Już i tak dwa razy zrywała się nagle z pracy dla samej Olivii, więc nie chciała ryzykować mimo wszystko złymi relacjami z szefem.
– Brzmi tajemniczo. Boisz się trochę tego wyjazdu? – zapytała patrząc na nią uważnie i upijając kolejny łyczek wina. – Masz gwarancję, że nie jest on niebezpieczny? – wiedziała, że to pesymistyczne myślenie, ale na świecie oprócz dziwności istnieli ludzie z kategorii świry oraz fanatycy, więc mogłoby być kiepsko jakby okazało się, że mężczyzna ma jakieś nieprzyjazne poglądy. A tak szczerze i prosto, Avelina po prostu martwiła się o Norę, aby nie wpadła w kłopoty.