Nie chciała słuchać tego, że Augustus miał rację. Tak, może i miał, ale Avelina na razie nie chciała o nim za wiele słuchać. Wystarczyło jej, że jeszcze kilka chwil temu musiała pomykać po wspomnieniach z nim i próbowała go bronić, chociaż nie było z czego prawda? Cieszyła się, że Olivia nie dostała wglądu we wspomnienie z sabatu, bo tam to już w ogóle by go zjadła. Chyba by się przeniosła do niego do domu i wytrzaskała po twarzy jak burą sukę.
Uśmiechnęła się do niej, gdy dotarły do kawiarni. Wolałaby usiąść na zewnątrz, ale nie mogła narzekać, bo nie było wolnych miejsc. Weszła tuż za nią, wybrała najbardziej oddalone miejsce jak już miała wybór i usiadła podpierając czoło na dłoni i próbując zrozumieć to, co tam zaszło. Nigdy nie była taka głupia, nigdy nie ufała tak obcym. Tamto zdarzenie z tym wampirem było okropnie dziwne. Strzępki wspomnień powoli do niej wracały, obraz mężczyzny nadal się zamazywał, ale pamiętała tamte rude włosy i sny o czerwonych oczach jak krew. Wiedziała, że wampirom oczy się nie zmieniały, ale to musiała być jakaś podświadomość.
– Sernik truskawkowy bym zjadła – odparła do Olivii patrząc na nią z niepewnym uśmiechem. – Nie rozumiem co się stało, przepraszam – odpowiedziała krótko czując się winna, że ten wypad skończył się w taki sposób.