22.01.2024, 15:49 ✶
Pewnym problemem mógł być też fakt, że kobieta była uzdrowicielką. Osoby tego typu zwykle wykazywały się ogromną empatią, a na dodatek raczej nie słynęły z odmawiania leczenia innych tylko dlatego, że byli mugolakami, prawda? Chociaż Camille nie powiedziała wprost, że to empatia i dobro oraz chęć pomocy innym skłoniły ją do tego, by wybrać tę ścieżkę kariery, to odpowiedź nasuwała się sama... Chociaż z drugiej strony ilu było uzdrowicieli, którzy otwarcie wyrażali swoje zdystansowanie lub wręcz pogardę do osób pochodzących z mugolskich rodzin? Takie jednostki przecież też się zdarzały.
- Gdyby Ministerstwo obchodziły prywatne sprawy ich pracowników, to zapewne nie byłoby tak skuteczne - mruknęła, szybko jednak ukrywając swoją wypowiedź za kieliszkiem z winem. Chester mógł to odebrać dwojako, jednak intencją Camille nie była krytyka Ministerstwa. - Taka praca, nic się z tym nie zrobi poza ewentualną zmianą, jeśli ktoś ma dość.
Lekko wzruszyła ramionami. Jej to nie przeszkadzało, bo w zasadzie nie miała życia prywatnego i nawet za nim nie tęskniła. Owszem, takie momenty jak ten były miłe, ale już dawno nauczyła się, że poleganie na drugiej osobie w kwestii bezpieczeństwa i przedkładania jej nad swoją karierę było głupotą. Gdyby kiedyś posłuchała swojego serca, teraz nie byłaby w tym miejscu, w którym była teraz. Na dobre jej to wyszło.
Uniosła spojrzenie, nieco zaskoczone, gdy Chester skończył swoją ostatnią wypowiedź. Nie do końca wiedziała, jak ją interpretować, ale nie chciała podejmować tego tematu. Nie miała ochoty na dywagowanie o zmianie świata na lepsze, bo według niej nic nie dało się zrobić na ten moment. Owszem, była świadoma tego, co się działo wokół niej, bo przecież sama poniekąd w tym uczestniczyła (a raczej w naprawianiu szkód, wyrządzonych m.in. podczas Beltane), ale czy to była dobra droga? Nie miała jednak zamiaru się nad tym zastanawiać w towarzystwie bądź co bądź nieznajomej osoby, co do tożsamości której nie była pewna. Obraz Chestera powoli jej się wyłaniał z mroku, ale żeby mieć pewność, z kim rozmawia, potrzebowałaby go sprawdzić. A po co to robić, jeśli w tym momencie nie wiązała z nim większych planów? Camille pogrążyła się w myślach i w milczeniu. Nie była obecna na Beltane, ale na Lithe coś poczuła - być może była to sprawa wianka, ale coś ją do Chestera przyciągnęło i kusiło ją sprawdzić, co to dokładnie było. Nie doszły do nich żadne wieści na temat tego, jakoby ktoś przypuścił magiczny atak na ten konkretny sabat, więc podskórnie czuła, że coś było na rzeczy. Coś... Tylko co? To, że nie wiedziała, zaczynało ją drażnić, bo Camille nie lubiła nie wiedzieć. To była zarówno wada, jak i zaleta. Zaleta, bo była dociekliwa również w pracy, a przecież im więcej się wiedziało, tym skuteczniej mogło się leczyć. Ale to była również ogromna wada, bo bywała irytująca z tymi pytaniami, potrafiła być upierdliwa i tak długo dociekać, że zrażała do siebie ludzi. Nie zawsze ładna buzia i uśmiech wystarczały, by zakryć złe wrażenie, które potrafiło się zrobić.
- To się chwali. Ja jestem jedną z pierwszych w mojej rodzinie, ale mam na szczęście rodzeństwo, które poszło w ślady rodziców - czyli kobiety rodziły dzieci, a mężczyźni zajmowali się winem. Po co kolejna osoba do tego biznesu, skoro tamci zdążyli spłodzić kolejnych potomków, którzy przejmą schedę w postaci ogromnych pól i winiarni po starszych?
- Gdyby Ministerstwo obchodziły prywatne sprawy ich pracowników, to zapewne nie byłoby tak skuteczne - mruknęła, szybko jednak ukrywając swoją wypowiedź za kieliszkiem z winem. Chester mógł to odebrać dwojako, jednak intencją Camille nie była krytyka Ministerstwa. - Taka praca, nic się z tym nie zrobi poza ewentualną zmianą, jeśli ktoś ma dość.
Lekko wzruszyła ramionami. Jej to nie przeszkadzało, bo w zasadzie nie miała życia prywatnego i nawet za nim nie tęskniła. Owszem, takie momenty jak ten były miłe, ale już dawno nauczyła się, że poleganie na drugiej osobie w kwestii bezpieczeństwa i przedkładania jej nad swoją karierę było głupotą. Gdyby kiedyś posłuchała swojego serca, teraz nie byłaby w tym miejscu, w którym była teraz. Na dobre jej to wyszło.
Uniosła spojrzenie, nieco zaskoczone, gdy Chester skończył swoją ostatnią wypowiedź. Nie do końca wiedziała, jak ją interpretować, ale nie chciała podejmować tego tematu. Nie miała ochoty na dywagowanie o zmianie świata na lepsze, bo według niej nic nie dało się zrobić na ten moment. Owszem, była świadoma tego, co się działo wokół niej, bo przecież sama poniekąd w tym uczestniczyła (a raczej w naprawianiu szkód, wyrządzonych m.in. podczas Beltane), ale czy to była dobra droga? Nie miała jednak zamiaru się nad tym zastanawiać w towarzystwie bądź co bądź nieznajomej osoby, co do tożsamości której nie była pewna. Obraz Chestera powoli jej się wyłaniał z mroku, ale żeby mieć pewność, z kim rozmawia, potrzebowałaby go sprawdzić. A po co to robić, jeśli w tym momencie nie wiązała z nim większych planów? Camille pogrążyła się w myślach i w milczeniu. Nie była obecna na Beltane, ale na Lithe coś poczuła - być może była to sprawa wianka, ale coś ją do Chestera przyciągnęło i kusiło ją sprawdzić, co to dokładnie było. Nie doszły do nich żadne wieści na temat tego, jakoby ktoś przypuścił magiczny atak na ten konkretny sabat, więc podskórnie czuła, że coś było na rzeczy. Coś... Tylko co? To, że nie wiedziała, zaczynało ją drażnić, bo Camille nie lubiła nie wiedzieć. To była zarówno wada, jak i zaleta. Zaleta, bo była dociekliwa również w pracy, a przecież im więcej się wiedziało, tym skuteczniej mogło się leczyć. Ale to była również ogromna wada, bo bywała irytująca z tymi pytaniami, potrafiła być upierdliwa i tak długo dociekać, że zrażała do siebie ludzi. Nie zawsze ładna buzia i uśmiech wystarczały, by zakryć złe wrażenie, które potrafiło się zrobić.
- To się chwali. Ja jestem jedną z pierwszych w mojej rodzinie, ale mam na szczęście rodzeństwo, które poszło w ślady rodziców - czyli kobiety rodziły dzieci, a mężczyźni zajmowali się winem. Po co kolejna osoba do tego biznesu, skoro tamci zdążyli spłodzić kolejnych potomków, którzy przejmą schedę w postaci ogromnych pól i winiarni po starszych?