22.01.2024, 16:10 ✶
Camille nie tylko go podtrzymała, ale i użyczyła swojego ramienia, jeśli ten chciałby się o nie oprzeć. Stała spokojnie, chociaż sama była zmęczona, ale nie należała do tego typu osób, które po prostu odwracały się od pacjentów - bo tak zaczęła go traktować od momentu, w którym się do niej zwrócił. Może odrobinę za bardzo nad nim skakała, bo wypełniała również wolę matki, lecz to był szczegół i nie miał żadnego związku z tym, że po prostu wolałaby, by nie upadł i nie rozwalił sobie głowy. Gdy się odsunął, zapewniając że jest lepiej, łypnęła nieco nieufnie w jego stronę, ale widząc że kolory powoli wracają na jego twarz, kiwnęła głową.
- Nie, nie zawsze - przyznała, gasząc powoli wszystkie świeczki. Zamachała ręką, by przyspieszyć opuszczanie dymu z pomieszczenia. - Zawroty głowy są częste, ale mijają po kilku sekundach. Może za szybko wstałeś. Rytuał też trwał dłużej niż zwykle, bo nie było tu... Drugiej osoby.
Wyjaśniła, zgrabnie unikając określeń takich jak wybranka czy kochanka. Byłoby to niewłaściwe i oceniające, a tego się wystrzegała. Druga osoba było bezpieczniejsze i neutralne.
- Tak, miałam. Kilkukrotnie, najwięcej w kilka tygodni po Beltane, ale prawdę mówiąc najwięcej osób zaczęło się zgłaszac trochę później. Nie będę kłamać, że było lekko, bo niemal wszyscy w Mungu zostali postawieni w stan gotowości. W twoim przypadku i tak było lepiej, bo niektórzy potrafili pluć płatkami kwiatów - powiedziała spokojnie, przenosząc wzrok na Traversa. Celowo nie mówiła mu wcześniej o skutkach ubocznych klątwy, żeby go niepotrzebnie nie stresować. Ale jednocześnie zaznaczyła mu przecież, że cokolwiek co odbiega od normy, powinno go zaalarmować na tyle, by od razu się do niej zwrócił. Nie zrobił tego, więc założyła, że jeszcze nie doszło do tak drastycznych efektów. W końcu obiecał, że nie będzie nic zatajał. - Tak, wspomniano mi o tym w listach. Poza tym najbezpieczniej było się właśnie zgłosić do szpitala, do którego udali się prawie wszyscy. Rozumiem, że z pewnych powodów nie chciałeś tego robić, ale wybór kogoś z Munga był najlepszy. W przypadku tej klątwy ludzie reagowali naprawdę różnie, wiele małżeństw się rozpadło i nie da się tego odwrócić. Osoby odpowiedzialne za to, co się stało na Beltane, pewnie chciały osiągnąć taki efekt. Bo wątpię, że chodziło im o to, by ludzie dławili się kwiatami.
Uśmiechnęła się lekko na wyobrażenie śmierciożerców, którzy przecież nawet swoją nazwę wiązali ze śmiercią, którzy planowali by ich ofiary umarły z powodu... kwiatów. To jej nie pasowało w tym całym obrazku, jednak zniszczenie miłości i związków, przywiązanie na siłę do siebie ludzi czy namieszanie w uczuciach - już owszem. Zabawa uczuciami była zawsze okrutna, a to do nich pasowało.
- Zastanawia mnie tylko, dlaczego przyszedłeś dopiero teraz, a nie od razu po? Może klątwa dojrzewała w tobie dłużej z jakichś powodów. Niemniej miałeś dużo szczęścia, Theonie, i mam nadzieję, że jesteś tego świadomy - bo przecież nie wiedziała, że miała przed sobą śpiącą królewnę. Założyła, że z powodu jego przypadłości - obu w zasadzie - klątwa rozwijała się wolniej. - Ale teraz jesteś już wolny. Nie będziesz odczuwać skutków ubocznych tego rytuału i klątwy.
- Nie, nie zawsze - przyznała, gasząc powoli wszystkie świeczki. Zamachała ręką, by przyspieszyć opuszczanie dymu z pomieszczenia. - Zawroty głowy są częste, ale mijają po kilku sekundach. Może za szybko wstałeś. Rytuał też trwał dłużej niż zwykle, bo nie było tu... Drugiej osoby.
Wyjaśniła, zgrabnie unikając określeń takich jak wybranka czy kochanka. Byłoby to niewłaściwe i oceniające, a tego się wystrzegała. Druga osoba było bezpieczniejsze i neutralne.
- Tak, miałam. Kilkukrotnie, najwięcej w kilka tygodni po Beltane, ale prawdę mówiąc najwięcej osób zaczęło się zgłaszac trochę później. Nie będę kłamać, że było lekko, bo niemal wszyscy w Mungu zostali postawieni w stan gotowości. W twoim przypadku i tak było lepiej, bo niektórzy potrafili pluć płatkami kwiatów - powiedziała spokojnie, przenosząc wzrok na Traversa. Celowo nie mówiła mu wcześniej o skutkach ubocznych klątwy, żeby go niepotrzebnie nie stresować. Ale jednocześnie zaznaczyła mu przecież, że cokolwiek co odbiega od normy, powinno go zaalarmować na tyle, by od razu się do niej zwrócił. Nie zrobił tego, więc założyła, że jeszcze nie doszło do tak drastycznych efektów. W końcu obiecał, że nie będzie nic zatajał. - Tak, wspomniano mi o tym w listach. Poza tym najbezpieczniej było się właśnie zgłosić do szpitala, do którego udali się prawie wszyscy. Rozumiem, że z pewnych powodów nie chciałeś tego robić, ale wybór kogoś z Munga był najlepszy. W przypadku tej klątwy ludzie reagowali naprawdę różnie, wiele małżeństw się rozpadło i nie da się tego odwrócić. Osoby odpowiedzialne za to, co się stało na Beltane, pewnie chciały osiągnąć taki efekt. Bo wątpię, że chodziło im o to, by ludzie dławili się kwiatami.
Uśmiechnęła się lekko na wyobrażenie śmierciożerców, którzy przecież nawet swoją nazwę wiązali ze śmiercią, którzy planowali by ich ofiary umarły z powodu... kwiatów. To jej nie pasowało w tym całym obrazku, jednak zniszczenie miłości i związków, przywiązanie na siłę do siebie ludzi czy namieszanie w uczuciach - już owszem. Zabawa uczuciami była zawsze okrutna, a to do nich pasowało.
- Zastanawia mnie tylko, dlaczego przyszedłeś dopiero teraz, a nie od razu po? Może klątwa dojrzewała w tobie dłużej z jakichś powodów. Niemniej miałeś dużo szczęścia, Theonie, i mam nadzieję, że jesteś tego świadomy - bo przecież nie wiedziała, że miała przed sobą śpiącą królewnę. Założyła, że z powodu jego przypadłości - obu w zasadzie - klątwa rozwijała się wolniej. - Ale teraz jesteś już wolny. Nie będziesz odczuwać skutków ubocznych tego rytuału i klątwy.