22.01.2024, 21:16 ✶
Brunetka wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia na słowa przyjaciółki, gdy ta wspomniała o puszczeniu ją samą w Europę. Otóż — to nie było wcale takie proste. Z rodzicami Prewettówny nic nie było proste i nic nie było za darmo. Oczywiście oni też mieli łatwego życia, bo dziewczyna była paskudnie uparta i z czasem nauczyli się, że wybicie jej z głowy czegoś, na co zdążyła się naprawdę nastawić, graniczy z cudem. Musieliby ją chyba uśpić lub obezwładnić. - To równowarta wymiana, te moje podróże i ich wpływy oraz koneksje. Równoważą się. Nie są zachwyceni, że pracuje w taki sposób, ale prawda też jest taka, że połowy im nie mówię, bo by oszaleli. A ja z nimi. Jestem przekonana, że Tata nająłby jakichś nieznośnych ochroniarzy, gdyby wiedział o moich nocnych eskapadach i ilości oraz rodzaju zamówień od klientów indywidualnych. - wzruszyła delikatnie ramionami, chociaż na ustach błąkał się wciąż rozbawiony uśmiech, bo przed oczami zatańczyła jej twarz Edwarda i jego surowa, odrobinę naburmuszona mina. Był kochanym ojcem, chociaż trudnym. Na pytanie Brenny wróciła do rzeczywistości, przytakując. - Nie jest to łatwe, jest czasochłonne i wymaga zaangażowania dobrego kowala, ale jest to możliwe. Zaklinanie oraz przerabianie przedmiotów użytkowych to złożony i delikatny proces. Nie jest to tak popularne, jak było przed wiekami, gdy z broni korzystało się każdego dnia.
Czasem, gdy była młodsza i dopiero zaczynała swoją przygodę z tworzeniem lub przekształcaniem przedmiotów, wyobrażała sobie czasy, gdy były one bardziej potrzebne. Rycerze, wiedźmy, duchy i inne fantastyczne kreatury, o których wspominały stare podania oraz księgi wydawały się jej zawsze częścią doskonałego świata, gdzie coś poza różdżką miało jeszcze znaczenie. Nawet mugole wierzyli w magiczne miecze oraz inny , zaklęty oręż. W takiej ilości legend musiało snuć się ziarno prawdy, jakaś zaczarowana receptura. Pandora lubiła myśleć, że świat ten skrywał wciąż wiele niespodzianek.
Słuchała jej z uwagą, jej wewnętrzny Krukon trochę jęczał na brak pergaminu oraz pióra, które umożliwiłyby przygotowanie notatek. Starała się więc wszystko zapamiętać, a brązowe ślepia świdrowały twarz ślicznej Gryfonki, jakby była co najmniej jakimś objawieniem jej życia. Zawsze niesamowicie się ekscytowała na zdobycie nowej umiejętności.
- Handżar.. ?- powtórzyła cicho pod nosem, przekręcając głowę i ściągając brwi. Za nic nie mogła skojarzyć tej nazwy, więc nic dziwnego, że gdy Brenna złapała przyniesiony sztylet w dłonie, wbiła w niego spojrzenie, lustrując cienkie ostrze. Takie się wydawało. Przytakiwała, obserwując jej pokaz — też pomyślałaby o sercu, chociaż nie umiała wyobrazić sobie siebie w sytuacji, gdzie musiałaby coś komuś w nie wbić. Była raczej pokojową i naiwną duszą, która wierzyła w zbawienie całego świata. Ciemne chmury niesione przez psychopatę czarnoksiężnika skutecznie jednak przysłaniały jej różowe okulary. - Miałaś okazję tak używać sztyletu? - zapytała, powstrzymując odruch wyrwania jej broni kilkanaście sekund wcześniej, zaciskając jedynie palce. Pomyślała, że przydałby się odpowiednio skonstruowany manekin ćwiczebny, może w formie tego anatomicznego modelu kościotrupa, okraszony warstwą ubrań i workami z jakimś sokiem lub innym musem, który mógłby imitować narządy wewnętrzne. Zwilżyła wargi, czując, jak chłodny podmuch wiatru uderza jej rozgrzane z podekscytowania policzki. - Teoretycznie wiem, jak jesteś wyszkolona i zdolna, ale praktycznie, ta mała demonstracja w Twoim wykonaniu sprawiła, że dostałam gęsiej skorki. Nie wiem, wyobrażenie sobie Ciebie wbijającej sztylet w człowieka jest jakieś nienaturalne. Mam jednak pytanie — czy skoro najwięcej obrażeń zadaje wyciąganie sztyletu w przypadku zranienia w inny punkt, niż te kluczowe, które wskazałaś, czy nie byłoby dobrze mieć tego ostrza zakrzywionego lub takiego falowanego, które dodatkowo rozszarpie? Obrócenie go w brzuchu też pewnie nie jest proste... Znaczy, no wiesz, ciężko mi to sobie wyobrazić, jakby pod ręką?
Nie bardzo wiedziała, czy właściwie wyjaśniła przyjaciółce to, co miała na myśli. Wszystko to, co robiła, wyglądało prosto i lekko, ale Pandora wiedziała przecież, że to złudne. Że ciało drugiego człowieka nie będzie skore do współpracy, sam drugi człowiek też nie, gdy zobaczy sztylet i nie będzie miał, jak obronić się za pomocą magii. - Ciekawe, czy manekin mógłby skopiować Twoje ruchy, żeby ze mną ćwiczyć, gdy Ty byś nie mogła. A jaki jest najpewniejszy chwyt? Jest jakaś magiczna sztuczka, która utrudni wytrącenie broni z ręki?
Dopytała z zainteresowaniem, przenosząc wzrok na materiał z różnymi rodzajami broni. Ujęła w palce jeden ze sztyletów, zaciskając je na rękojeści i delikatnie obracając. Pewnie łatwiej było, gdy ta była zdobiona, a nie gładka — wtedy szansa na wyślizgnięcie się byłaby niższa. - Znam kogoś, kto mógłby zrobić piękny sztylet dopasowany pod gabaryty właściciela, ale nie byłby zachwycony, gdybym to ja go zamówiła.
Czasem, gdy była młodsza i dopiero zaczynała swoją przygodę z tworzeniem lub przekształcaniem przedmiotów, wyobrażała sobie czasy, gdy były one bardziej potrzebne. Rycerze, wiedźmy, duchy i inne fantastyczne kreatury, o których wspominały stare podania oraz księgi wydawały się jej zawsze częścią doskonałego świata, gdzie coś poza różdżką miało jeszcze znaczenie. Nawet mugole wierzyli w magiczne miecze oraz inny , zaklęty oręż. W takiej ilości legend musiało snuć się ziarno prawdy, jakaś zaczarowana receptura. Pandora lubiła myśleć, że świat ten skrywał wciąż wiele niespodzianek.
Słuchała jej z uwagą, jej wewnętrzny Krukon trochę jęczał na brak pergaminu oraz pióra, które umożliwiłyby przygotowanie notatek. Starała się więc wszystko zapamiętać, a brązowe ślepia świdrowały twarz ślicznej Gryfonki, jakby była co najmniej jakimś objawieniem jej życia. Zawsze niesamowicie się ekscytowała na zdobycie nowej umiejętności.
- Handżar.. ?- powtórzyła cicho pod nosem, przekręcając głowę i ściągając brwi. Za nic nie mogła skojarzyć tej nazwy, więc nic dziwnego, że gdy Brenna złapała przyniesiony sztylet w dłonie, wbiła w niego spojrzenie, lustrując cienkie ostrze. Takie się wydawało. Przytakiwała, obserwując jej pokaz — też pomyślałaby o sercu, chociaż nie umiała wyobrazić sobie siebie w sytuacji, gdzie musiałaby coś komuś w nie wbić. Była raczej pokojową i naiwną duszą, która wierzyła w zbawienie całego świata. Ciemne chmury niesione przez psychopatę czarnoksiężnika skutecznie jednak przysłaniały jej różowe okulary. - Miałaś okazję tak używać sztyletu? - zapytała, powstrzymując odruch wyrwania jej broni kilkanaście sekund wcześniej, zaciskając jedynie palce. Pomyślała, że przydałby się odpowiednio skonstruowany manekin ćwiczebny, może w formie tego anatomicznego modelu kościotrupa, okraszony warstwą ubrań i workami z jakimś sokiem lub innym musem, który mógłby imitować narządy wewnętrzne. Zwilżyła wargi, czując, jak chłodny podmuch wiatru uderza jej rozgrzane z podekscytowania policzki. - Teoretycznie wiem, jak jesteś wyszkolona i zdolna, ale praktycznie, ta mała demonstracja w Twoim wykonaniu sprawiła, że dostałam gęsiej skorki. Nie wiem, wyobrażenie sobie Ciebie wbijającej sztylet w człowieka jest jakieś nienaturalne. Mam jednak pytanie — czy skoro najwięcej obrażeń zadaje wyciąganie sztyletu w przypadku zranienia w inny punkt, niż te kluczowe, które wskazałaś, czy nie byłoby dobrze mieć tego ostrza zakrzywionego lub takiego falowanego, które dodatkowo rozszarpie? Obrócenie go w brzuchu też pewnie nie jest proste... Znaczy, no wiesz, ciężko mi to sobie wyobrazić, jakby pod ręką?
Nie bardzo wiedziała, czy właściwie wyjaśniła przyjaciółce to, co miała na myśli. Wszystko to, co robiła, wyglądało prosto i lekko, ale Pandora wiedziała przecież, że to złudne. Że ciało drugiego człowieka nie będzie skore do współpracy, sam drugi człowiek też nie, gdy zobaczy sztylet i nie będzie miał, jak obronić się za pomocą magii. - Ciekawe, czy manekin mógłby skopiować Twoje ruchy, żeby ze mną ćwiczyć, gdy Ty byś nie mogła. A jaki jest najpewniejszy chwyt? Jest jakaś magiczna sztuczka, która utrudni wytrącenie broni z ręki?
Dopytała z zainteresowaniem, przenosząc wzrok na materiał z różnymi rodzajami broni. Ujęła w palce jeden ze sztyletów, zaciskając je na rękojeści i delikatnie obracając. Pewnie łatwiej było, gdy ta była zdobiona, a nie gładka — wtedy szansa na wyślizgnięcie się byłaby niższa. - Znam kogoś, kto mógłby zrobić piękny sztylet dopasowany pod gabaryty właściciela, ale nie byłby zachwycony, gdybym to ja go zamówiła.