22.01.2024, 22:11 ✶
Ciężko było nie zauważyć, że postrzegała świat nieco inaczej, niż przeciętny człowiek, zwłaszcza jeśli uważało się, że zbyt dużo uwagi już było jej poświęcone. Co było męczące, jej rodzina była męcząca przez te swoje zamiłowanie do pieniędzy. Dlatego lata temu obiecała sobie, że ona będzie skupiała się na innych, nie na sobie. Obrażenia młotkiem lub potknięcie się i wpadnięcie na rozgrzany piec, były znacznie gorsze niż zgubienie się w lesie lub kopniak od obrażonego konia.
Pandora wywróciła oczami na słowa o balach, kręcąc głową. Nadal były okropną częścią jej życia, z której nie mogła zrezygnować. - Byłby koniec świata, naprawdę lub ktoś rzucił na mnie imperio, gdybym powiedziała, że lubię bale i pomysły na sukienki mojej matki. - oznajmiła dość poważnie w odpowiedzi, jednak następne słowa mężczyzny sprawiły, że uśmiechnęła się ślicznie, a w policzkach pojawiły się dołeczki. - Masz szczęście, że chociaż lekko, mój Drogi. - idąc jego śladem, wzruszyła ramionami i zaraz puściła mu oczko, powstrzymując się przed kradzieżą kolejnego całusa w polik.
- Może trochę, próbuję wyłudzić, żebyś miał dłuższą przerwę. Działa? - podniosła na niego spojrzenie, dyplomatycznie podsuwając mu pod rękę odnalezioną butelkę z maślanka, jakby oferowała mu przynajmniej milion galeonów. - Wiem, że to nie problem, ale daj mi się trochę rozpieszczać. Co prawda mogłabym sama zrobić Ci kanapki, ale taki rodzaj mięsa jest jeszcze poza moimi umiejętnościami.
Daleko jej było do opanowania sztuki magicznego gotowania, ale z mugolskimi potrawami radziła sobie coraz lepiej, spokojnie można było nazwać ją mistrzynią wszelkiej maści omletów i tostów z serem. Całe szczęście, że on nie cierpiał na bezsenność i nie musiał pić eliksirów i kawy w ilościach hurtowych.
Pokręciła szybko głową, unosząc dłonie w obronnym geście, jakby miał pomyśleć sobie o niej coś wyjątkowo paskudnego, a tego by zwyczajnie nie zniosła.
- To nie tak, że mnie to obchodzi. Uwielbiam Cię za to, jakim jesteś dobrym człowiekiem, a nie ze względu na krew, czy bycie super wilczkiem. - wyjaśniła na wszelki wypadek, chociaż trudno było nie zauważyć radosnego błysku w jej oczach, bo w razie czego, psychopata powinien mu przecież dać spokój razem ze swoim kultem. Był czystokrwisty, nie był na celowniku, a naprawdę wolała zapytać wprost, niż węszyć samemu.
Miał naprawdę szczęście, że nie czytała w myślach, bo zrobiłaby mu paskudną awanturę o tym pomyśle z ceną własnego życia w zamian za bezpieczeństwo sąsiadów. Bo co on sobie wyobrażał, tak się narażać? Zwilżyła wargi, robiąc łyka cierpkiej kawy, przymykając na chwilę oczy. Artykuł wciąż wywoływał chaos, ale obecność Islandczyka zawsze ją uspokajała, zwłaszcza jeśli mówił to, co chciała usłyszeć i co było zgodne z prawdą. Nie mogła jednak pozwolić na ten pesymizm i minę.
Patrzyła na niego uparcie, delikatnie trzymając jego podbródek w ciepłych od kubka z kawą palcach. Nie przerywała mu, nawet jeśli odrobinę zaskoczył ja faktem ułożenia dłoni na jej ręku. Jego obawy były słuszne, przynajmniej w kwestii sąsiadów i ludzi, których poznał w Anglii. Gdy wspomniał jednak o niej samej, pokręciła głową, ignorując rumieniec, który gwałtownie zatańczył na jej policzkach. Nie uciekła jednak przed swoimi ulubionymi, niebieskimi oczami, nawet jeśli wywoływał drobne palpitacje serca — miał te swoje nieprzyzwoicie urocze momenty, owinął ją sobie dookoła palca, gdyby tylko chciał.
- Nie można wpadać w paranoję, nie można pozwolić, żeby strach przejął kontrolę nad Twoim życiem. On tego chce. Zwłaszcza że to naprawdę mogą być słowa rzucone na wiatr, które nie mają innego celu, jak podzielenie wszystkich. Nie ma żadnej władzy w Anglii, więc o Lisę i małą możesz być spokojny, jestem pewna, że Ivar jest odpowiedzialny i jak się dowie, zostawi im świstoklik. A jak się będziesz lepiej czuł, to ja jej wyślę jeden, żeby mogła go sama aktywować w razie problemów. Nie obronisz całego świata, nie możesz być wszędzie, to prawda.. - przerwała na chwilę, przysuwając się bliżej i unosząc drugą dłoń, aby obydwie położyć na jego policzkach. - Na to nie ma złotej rady, ale jeśli chodzi o mnie. - przerwała ze wzruszeniem ramion, wspinając się na palce i bezczelnie najpierw kradnąc mu całusa, a potem przesuwając swoim nosem po jego nosie, czego zresztą sam jej nauczył. - Jestem całkiem zaradna, umiem sobie poradzić. Złego diabli nie biorą, ale jestem przekonana, że zaraz wezmą Twoje kanapki z mięsem, które już są chrupkie. - uśmiechnęła się słodko, niechętnie opadając na całe stopy. Nie chciała przesadzać, wiedziała, że nie chciał, aby ktokolwiek go posądzał o cokolwiek, a jednak nad kuźnią był jego dom i w każdej chwili mogła wpaść tu jego mama, siostra lub ojciec. Opuściła dłonie, luźno puszczając je wzdłuż ciała. - Nie martw się tym tak.
Pandora wywróciła oczami na słowa o balach, kręcąc głową. Nadal były okropną częścią jej życia, z której nie mogła zrezygnować. - Byłby koniec świata, naprawdę lub ktoś rzucił na mnie imperio, gdybym powiedziała, że lubię bale i pomysły na sukienki mojej matki. - oznajmiła dość poważnie w odpowiedzi, jednak następne słowa mężczyzny sprawiły, że uśmiechnęła się ślicznie, a w policzkach pojawiły się dołeczki. - Masz szczęście, że chociaż lekko, mój Drogi. - idąc jego śladem, wzruszyła ramionami i zaraz puściła mu oczko, powstrzymując się przed kradzieżą kolejnego całusa w polik.
- Może trochę, próbuję wyłudzić, żebyś miał dłuższą przerwę. Działa? - podniosła na niego spojrzenie, dyplomatycznie podsuwając mu pod rękę odnalezioną butelkę z maślanka, jakby oferowała mu przynajmniej milion galeonów. - Wiem, że to nie problem, ale daj mi się trochę rozpieszczać. Co prawda mogłabym sama zrobić Ci kanapki, ale taki rodzaj mięsa jest jeszcze poza moimi umiejętnościami.
Daleko jej było do opanowania sztuki magicznego gotowania, ale z mugolskimi potrawami radziła sobie coraz lepiej, spokojnie można było nazwać ją mistrzynią wszelkiej maści omletów i tostów z serem. Całe szczęście, że on nie cierpiał na bezsenność i nie musiał pić eliksirów i kawy w ilościach hurtowych.
Pokręciła szybko głową, unosząc dłonie w obronnym geście, jakby miał pomyśleć sobie o niej coś wyjątkowo paskudnego, a tego by zwyczajnie nie zniosła.
- To nie tak, że mnie to obchodzi. Uwielbiam Cię za to, jakim jesteś dobrym człowiekiem, a nie ze względu na krew, czy bycie super wilczkiem. - wyjaśniła na wszelki wypadek, chociaż trudno było nie zauważyć radosnego błysku w jej oczach, bo w razie czego, psychopata powinien mu przecież dać spokój razem ze swoim kultem. Był czystokrwisty, nie był na celowniku, a naprawdę wolała zapytać wprost, niż węszyć samemu.
Miał naprawdę szczęście, że nie czytała w myślach, bo zrobiłaby mu paskudną awanturę o tym pomyśle z ceną własnego życia w zamian za bezpieczeństwo sąsiadów. Bo co on sobie wyobrażał, tak się narażać? Zwilżyła wargi, robiąc łyka cierpkiej kawy, przymykając na chwilę oczy. Artykuł wciąż wywoływał chaos, ale obecność Islandczyka zawsze ją uspokajała, zwłaszcza jeśli mówił to, co chciała usłyszeć i co było zgodne z prawdą. Nie mogła jednak pozwolić na ten pesymizm i minę.
Patrzyła na niego uparcie, delikatnie trzymając jego podbródek w ciepłych od kubka z kawą palcach. Nie przerywała mu, nawet jeśli odrobinę zaskoczył ja faktem ułożenia dłoni na jej ręku. Jego obawy były słuszne, przynajmniej w kwestii sąsiadów i ludzi, których poznał w Anglii. Gdy wspomniał jednak o niej samej, pokręciła głową, ignorując rumieniec, który gwałtownie zatańczył na jej policzkach. Nie uciekła jednak przed swoimi ulubionymi, niebieskimi oczami, nawet jeśli wywoływał drobne palpitacje serca — miał te swoje nieprzyzwoicie urocze momenty, owinął ją sobie dookoła palca, gdyby tylko chciał.
- Nie można wpadać w paranoję, nie można pozwolić, żeby strach przejął kontrolę nad Twoim życiem. On tego chce. Zwłaszcza że to naprawdę mogą być słowa rzucone na wiatr, które nie mają innego celu, jak podzielenie wszystkich. Nie ma żadnej władzy w Anglii, więc o Lisę i małą możesz być spokojny, jestem pewna, że Ivar jest odpowiedzialny i jak się dowie, zostawi im świstoklik. A jak się będziesz lepiej czuł, to ja jej wyślę jeden, żeby mogła go sama aktywować w razie problemów. Nie obronisz całego świata, nie możesz być wszędzie, to prawda.. - przerwała na chwilę, przysuwając się bliżej i unosząc drugą dłoń, aby obydwie położyć na jego policzkach. - Na to nie ma złotej rady, ale jeśli chodzi o mnie. - przerwała ze wzruszeniem ramion, wspinając się na palce i bezczelnie najpierw kradnąc mu całusa, a potem przesuwając swoim nosem po jego nosie, czego zresztą sam jej nauczył. - Jestem całkiem zaradna, umiem sobie poradzić. Złego diabli nie biorą, ale jestem przekonana, że zaraz wezmą Twoje kanapki z mięsem, które już są chrupkie. - uśmiechnęła się słodko, niechętnie opadając na całe stopy. Nie chciała przesadzać, wiedziała, że nie chciał, aby ktokolwiek go posądzał o cokolwiek, a jednak nad kuźnią był jego dom i w każdej chwili mogła wpaść tu jego mama, siostra lub ojciec. Opuściła dłonie, luźno puszczając je wzdłuż ciała. - Nie martw się tym tak.