22.01.2024, 22:14 ✶
Już dawno uzmysłowiła sobie, że im bardziej dosadnie się coś Hjalmarowi mówiło, tym lepiej. Inaczej mógł wymyślać jakieś głupoty jak na przykład z nadużywaniem tej gościnności. Nie chciała się z nim kłócić, ale musiał wiedzieć, jaka jest prawda. Nie zdawała sobie sprawy, że jej palec wzbudzał też takie przerażenie, że wolał przytakiwać, niż mówić, co sądził. Może nie powinna go używać?
- Deniz też, ale Ismet i pozostałe również. Nawet moja mama, jest pod wrażeniem, że wtedy się tak zachowałeś, ryzykując swoim zdrowiem i opinią. I może trochę wdzięczna, że dzięki temu, moja nie ucierpiała? Ojcu o Tobie opowiadała, ale Deniz im przerwała, mówiąc mu, że chciałaby być Twoją żoną. - odpowiedziała mu z rozbawieniem, przypominając sobie jedną z sytuacji, gdy w jej domu poruszony został temat Islandczyka. Poza Geraldine i Akane był pierwszą osobą, którą zabrała w rodzinne strony swojej matki, większość znajomych miała okazję być tylko w rodzinnej posiadłości Prewettów w Londynie, którą zajmował jej ojciec. Znacznie bardziej nudnej, smutniejszej niż ta w Turcji Nie wspomniała mu jednak, że Deniz dostała z łokcia w bok, gdy znów fantazjowała o zaręczynach z nim. Musiał być wygodną poduszką, bo niezwykle rzadko zdarzało się, aby Pandora po jakimkolwiek przebudzeniu chciała wrócić do spania, zrywając się zwykle na równe nogi.
Przytaknęła, że lekko, ale to było lepsze, niż złość lub grymas niezadowolenia. Samą siebie zaskakiwała tym, jak uważnie przyglądała się jego twarzy, próbując rozszyfrować drzemiące w nim emocje — zwykle z marnym skutkiem. - Lubię, gdy się uśmiechasz. - skwitowała jedynie, nie ciągnąć już dalej tematu obietnicy lub też próbowania, które mu zasugerowała. W głębi duszy i tak miała wrażenie, że jej nie posłucha, ale nie może też zabronić jej prób zmiany podejścia do tematu, odrzucenia samotności. Była może nosicielem nieszczęść, miała swoją czarną puszkę i oblicze gorsze, niż przypuszczał, ale nie zmieniało to faktu, że najchętniej zabrałaby również te złe rzeczy od niego, dokładając sobie. Merlin jej świadkiem, że gdyby istniało zaklęcie, które pozbawiłoby go tej klątwy i przeniosło na nią, skorzystałaby z tego. Obiecała sobie przecież lata temu, że będzie żyła tak, aby inni się uśmiechali, traktując każde spotkanie jako możliwie ostatnie. Trzeba było wynosić więc najlepsze wspomnienia. Nie przypisywała sobie jednak jego uśmiechów, nie mogłaby tak egoistycznie myśleć — już teraz nie, chociaż egoizm czasem przejawiał się w jej słowach czy gestach, niezależnie jak mocno próbowała go ukryć. Podążając jego śladem, również bezgłośnie westchnęła, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po twarzy Hjalmara, jakby chciała upewnić się, że wszystko będzie w porządku. Bo naprawdę, mogłaby złożyć przysięgę krwi, wycie do księżyca nie zmieni wiele w tym, jak go postrzegała, nie po takim czasie i tylu wspólnych momentach, które mocno się w niej zakorzeniły.
- To prawda, możesz być moim największym wyzwaniem, ale skoro dotarliśmy aż tutaj, jak mogłabym się poddać, wilczku? - bezradnie rozłożyła dłonie, sugerując mu tym samym, że nie miała żadnego wyboru, skoro już się na to uparła i sobie postanowiła, że doda kolorów do jego codzienności. Nie bardzo wiedziała jeszcze jak, ale przecież miała czas, aby znaleźć odpowiedni sposób, właściwą metodę. Patrzyła na niego z tym charakterystycznym błyskiem w oczach, łagodnie, ale i z pewnym smutkiem, wyrzutami sumienia, bo wciąż miała poczucie winy. Nienawidziła stawiać innych w niekomfortowej sytuacji i trudno było jej przetłumaczyć, że wcale nie było tak źle, jak szeptał jej umysł. No i ta samotność, żarząca się myśl, która nie dawała jej w ogóle spokoju, bo w gruncie rzeczy — pomimo tego, że był milczący, to lubił przebywać z ludźmi. Nie zdawał sobie sprawy, jak dużo wnosił do towarzystwa i jak mocny miał na nie wpływ, jak mocny wpływ miał na nią samą.
- Tacy są ludzie, zakładamy, że nic się nie stanie, zawsze wierzymy w szczęśliwe zakończenia. - odparła cicho na jego słowa, spuszczając na chwilę wzrok. Imponował jej tym, jak ruszył na pomoc swoim najbliższym, nawet jeśli było to tak niebezpieczne. Ona zrobiłaby najpewniej to samo, nie myślałaby zupełnie o sobie, gdyby groziło coś jej przyjaciółkom, rodzinie, czy Hjalmarowi — z tego pewnie nie byłby zadowolony, robiąc jej później wywód o lekkomyślności, ale taka była prawda. Przez to, że on tak zawsze dbał o jej bezpieczeństwo, chciała się odwdzięczyć tym samym. - Nie brzmisz wiarygodnie teraz. - skwitowała z westchnieniem, unosząc brew na jego odpowiedź. Jak mógł wątpić w to, że był odważny? Przecież był odważniejszy chyba, niż ona — chociaż nie w tych samych płaszczyznach, bo ich odwaga zdawała się uzupełniać. Tam, gdzie Pandorze jej brakło, nadrabiał ją Islandczyk i odwrotnie. Byłoby nienaturalne, gdyby się ze wszystkim zgadzali, zwłaszcza tak ze sobą kontrastując, będąc niczym słońce i księżyc — porównanie to sprawiło, że kąciki warg jej drgnęły ku górze, jakby uświadomiła sobie, jak trafne było jej porównanie, pierwsze skojarzenie, wtedy w pokrytym śniegiem lesie.
Nie postrzegała tego tak, jakby wszystko było po jej myśli, wręcz przeciwnie. Sprawiał, że wszystko było bardziej skomplikowane, niż gdy ona kontrolowała całą sytuację i naruszała jego przestrzeń osobistą. Ścisnęła jego palce dość pewnie i mocno, ignorując to, co najzwyklejszy, tak prosty gest w niej wywołał. Blondyn nie dość, że chaos do siebie przyciągał, to jeszcze go prowokował lub nawet wywoływał, gdy ten spokojnie drzemał. Jego mina zasugerowała jej, że nie spodziewał się tego, co zrobiła i że znów przeszedł go chyba dreszcz strachu i niepewności, który tak notorycznie u niego wywoływała. Znów. Mówiła więc wprost.
- Gdy ja na Ciebie wpadam, to nie masz takich myśli. - odparła na swoją obronę, nieco ściszonym głosem, chociaż za wszelką cenę nie chciała brzmieć na zawstydzoną. Westchnęła, gdy zaczął mówić, a potem przerwał. I co ona miała z nim zrobić? Nauczyć się czytania w myślach? Nie uciekła spojrzeniem od jego oczu, gdy mówił, jakby zastanawiała się nad sensem wypowiadanych przez niego słów. Dobrze zrobiła? Nie była taka pewna, wchodząc aż tak buciorami w jego prywatność, zachowała się egoistycznie, paskudnie. A z drugiej strony, czy nie było faktycznie lepiej? Czy nie ulżyło jej, że to nie kwestia tego, że ona była nękającym go problemem? I jeszcze ta nachalna chęć… Zacisnęła usta, znów przygryzając wewnętrzną stronę policzka, starając się uspokoić to wszystko, co wrzało w jej umyśle i sercu. To było wiele informacji, a Pandora była przecież żywiołowa, wszystko przeżywała intensywniej, niż sama sądziła. - Przemienisz się ot tak? - zapytała ostatecznie, nieco ciszej, jakby uznała, że to będą najbardziej odpowiednie słowa, które nie wywołują żadnej kłótni. Nie mogła sobie przypomnieć zbyt wiele o wilkołakach przez to, że nie postrzegała go w taki sposób, bo był przecież jej ulubionym Islandczykiem, Niedźwiadkiem. Nie umiała go postrzegać w sposób, w jaki pisano w książkach lub szeptano, stąd też takie, a nie inne pytanie. Miał trochę racji, byłaby w szoku, olbrzymim, ale znając samą siebie, nie sądziła, że by z niego zrezygnowała, nawet gdyby dowiedziała się w inny sposób.
- Jak mam się niby nie przejmować? - zapytała z niedowierzaniem, kręcąc głową. Zwariował? Powinien był o tym myśleć, zanim spędził w nią taki sposób Lithe, zanim ją do siebie przyzwyczaił na tyle, że nie mogła doczekać się kolejnej okazji do spędzenia z nim czasu. - Nie powinieneś tego akceptować, w tym cały problem. - dodała szeptem, przymykając na chwilę oczy. Próbowała się uspokoić, policzyć do dziesięciu. Nie chciała dać się ponieść emocjom, nie chciała się na niego wściekać, nie miała prawa. A jednak irytował ją tak strasznie, gdy mówił o sobie w ten sposób..
Zaimponowała? Uniosła brew, zachęcając go spojrzeniem do rozwinięcia myśli. Przed oczami zatańczyły jej wspomnienia, posmak piwa na jego ustach, mina jego kolegów. Wcale tego nie planowała — owszem, chciała mu podziękować, ale nie wierzyła, że wybierze właściwe miasteczko, a potem.. Wszystko poszło w sposób samoistny, po prostu dała się ponieść chwili, porwać do świata, którego przecież zupełnie nie znała. - To mi coś pokażesz w ramach nagrody za wykazanie się?
Zapytała retorycznie, kończąc jego myśl, nie bardzo chyba chcąc znać odpowiedź na to pytanie. Przesunęła dłonią po oczach, drugą zaciskając na łyżce. - Byłeś pewnie na mnie zły, jak Cię pocałowałam.
Zauważyła jeszcze, pozwalając ręku swobodnie opaść, aby mogła usiąść nad miską. A potem to już zupełnie straciła nad sobą panowanie, liczenie niewiele dało. Słowa wylewały się spomiędzy jej ust, nie uciekała od niego wzrokiem i sama nie wiedziała, kiedy znalazła się na ziemi. Paznokcie wbijały się jej w skórę od mocno zaciśniętych pięści. Skoro on nie chciał o siebie walczyć, to ona będzie musiała to zrobić za niego, była w stanie, bo przecież była silna, mogła wszystko. Powtarzała sobie to często, powtarzali jej to rodzice — chociaż to bardziej była krytyka, niż motywacja, bo nie dostosowywała się do tego, czego od niej wymagali wraz ze społeczeństwem.
Ona się gotowała, a on po prostu przeprosił? Rozchyliła usta zaskoczona, chcąc znów wybuchnąć, ale widok jego twarzy i fakt, że złapał ją za rękę, przysuwając do swojego torsu, czym zbił ją zupełnie z tropu. Przenosiła spojrzenie pomiędzy swoją dłonią, a jego twarzą, gdy poprawiał jasne włosy, nie bardzo wiedząc, co ma z nim zrobić, bo przywykła, że gdy się już odpalała, to ktoś się po prostu z nią kłócił. I niby na nim miała gniew wyładować? Przecież to niedorzeczne. Gdy mówił, milczała, wpatrując się z miną, jakby toczyła prawdziwą wojnę wewnątrz siebie. Jakim cudem tak szybko łagodnieje przez niego? Gdzie była jej iskra? Znów to robił.. Jego słowa sprawiły, że drgnęła jakby niespokojnie, czując mocniejsze wypieki na policzkach, potęgowane szybkimi uderzeniami serca. Gdyby przyłożył jej dłoń do piersi, pomyślałby pewnie, że ma jakiś atak. Jej pięść się rozluźniła, przymknęła na kilka sekund oczy, łapiąc głębszy oddech. Powtarzała sobie kilka słów niczym mantry. Była tylko człowiekiem, robiła źle, ale powinna ich unikać, gdy mogła, ale co, jeśli nie była już w stanie się powstrzymać? Jakim prawem była na niego tak wściekła, a jednocześnie tak bardzo się martwiła? Zupełnie nie rozumiała. Znów mówił, przepraszał, a ona milczała, przyglądając się później, jak przeciera oczy. Dawno tak długo nie siedziała cicho. - Jesteś naprawdę, naprawdę… - urwała, słysząc brzmienie własnego głosu, na które pokręciła głową, przykładając wyprostowane palce do jego skóry, pozwalając, aby dłoń do niej przyległa. - Przestań mnie bez sensu przepraszać. I mówiłam, jestem tylko człowiekiem.
Będzie się tym martwiła później. Była głupia, naiwna, lekkomyślna, nieodpowiedzialna i pewnie tylko wszystko psuła, ale trudno. Nie umiała powstrzymać swojej wolnej dłoni, która zacisnęła palce na jego nadgarstku i z zaskakującą siłą pociągnęła go w dół, zmuszając, aby się nachylił. Nie mogła też poradzić sobie z mimowolnie unoszącym się do góry ciałem, bo stanęła na palcach. Gdyby zapytał ją, dlaczego przysunęła się bliżej, patrząc mu jeszcze chwilę oczy, zanim musnęła swoimi wargami, usta Hjalmara — nie znałaby odpowiedzi. Nie miała absolutnie żadnego argumentu, poza zwyczajną chęcią, potrzebą? Szukała, zastanawiała się — może to kwestia tej aury poczucia bezpieczeństwa, którą roztaczał? A może fakt, że ją uspokajał? Pocałowała go jednak w zupełnie inny sposób, niż zrobiła to Lithcie, gdy chciała po prostu go trochę sprowokować, a także zamknąć usta jego kolegom. Jej dłoń przesunęła się nieco w lewo, jakby chciała sprawdzić, czy serce biło mu szybko, czy może zupełnie nie robiła na nim wrażenia. Całowała go łagodnie, ale jednocześnie zupełnie pewnie, jakby nie była to nieprzemyślana decyzja, coś więcej niż zwykły impuls. Gdy poczuła, że drżą jej stopy, odsunęła się, nie patrząc mu jednak w oczy z widocznym zawstydzeniem, pozwalając sobie opaść na panele. Westchnęła ciężko, a trzymaną za nadgarstek dłoń przeniosła niżej, układając ją na swojej talii. Bez słowa — bo co niby miała mu powiedzieć mądrego, skoro sama nie wiedziała — przytuliła się do niego, sugerując wcześniejszym ruchem, żeby po prostu ją objął. Przesunęła palcami po odkrytych plecach Islandczyka, opierając podbródek gdzieś na wysokości obojczyka, bo do ramienia nie sięgnęła, pomimo instynktownego wspięcia się na palce u stóp chwilę później, znów. Wyjątkowo też nie patrzyła mu w oczy, nie odwracała twarzy w jego stronę, wbijając spojrzenie gdzieś w przestrzeń za nim lub nawet w jego skórę. - I tak właściwie, to nie był wilk z tą najlepszą dziewczyną, trochę zmieniłam.. - mruknęła cicho z wyraźnym poczuciem winy w głosie, jakby co najmniej wbiła nóż jego siostrze w plecy — chociaż daleko było do takiej rangi przestępstwa jej małemu kłamstwu. No i temu, że go pocałowała, bo przecież nie powinna. - To znaczy, był wilk, ale nie pluszowy, tylko jak się okazuje, taki prawdziwy. Zaskoczyłeś mnie tymi słowami. - wciąż brzmiała na pełną wyrzutów sumienia, tłumaczącą się, ale mógł z łatwością wyczuć, że uśmiechnęła się pod nosem. Dłoń, którą trzymała przy jego torsie, przesunęła wyżej, na jego szyję, odrobinę jakby się zasłaniając, żeby nie mógł na nią spojrzeć. Miała nieodparte wrażenie, że gdy się od niego odsunie, to nie będzie mogła się odezwać, straci zupełnie kontrolę. Pewnie pięknie popsuła ich przyjaźń bez konkretnego powodu, a myśl ta sprawiła, że zacisnęła powieki. Będzie musiała mu się wytłumaczyć, chociaż może znał ją na tyle, aby samemu sobie odpowiedzieć? Nie raz mówiła mu przecież, że jest impulsywna, robi, a potem myśli. I jeszcze uprzedzała, że ją prowokował, a jak mówił takie rzeczy.. Przygryzła dolną wargę, zaciskając nieco palce, bardzo delikatnie wbijając je w jego skórę. - To ja przepraszam.
- Deniz też, ale Ismet i pozostałe również. Nawet moja mama, jest pod wrażeniem, że wtedy się tak zachowałeś, ryzykując swoim zdrowiem i opinią. I może trochę wdzięczna, że dzięki temu, moja nie ucierpiała? Ojcu o Tobie opowiadała, ale Deniz im przerwała, mówiąc mu, że chciałaby być Twoją żoną. - odpowiedziała mu z rozbawieniem, przypominając sobie jedną z sytuacji, gdy w jej domu poruszony został temat Islandczyka. Poza Geraldine i Akane był pierwszą osobą, którą zabrała w rodzinne strony swojej matki, większość znajomych miała okazję być tylko w rodzinnej posiadłości Prewettów w Londynie, którą zajmował jej ojciec. Znacznie bardziej nudnej, smutniejszej niż ta w Turcji Nie wspomniała mu jednak, że Deniz dostała z łokcia w bok, gdy znów fantazjowała o zaręczynach z nim. Musiał być wygodną poduszką, bo niezwykle rzadko zdarzało się, aby Pandora po jakimkolwiek przebudzeniu chciała wrócić do spania, zrywając się zwykle na równe nogi.
Przytaknęła, że lekko, ale to było lepsze, niż złość lub grymas niezadowolenia. Samą siebie zaskakiwała tym, jak uważnie przyglądała się jego twarzy, próbując rozszyfrować drzemiące w nim emocje — zwykle z marnym skutkiem. - Lubię, gdy się uśmiechasz. - skwitowała jedynie, nie ciągnąć już dalej tematu obietnicy lub też próbowania, które mu zasugerowała. W głębi duszy i tak miała wrażenie, że jej nie posłucha, ale nie może też zabronić jej prób zmiany podejścia do tematu, odrzucenia samotności. Była może nosicielem nieszczęść, miała swoją czarną puszkę i oblicze gorsze, niż przypuszczał, ale nie zmieniało to faktu, że najchętniej zabrałaby również te złe rzeczy od niego, dokładając sobie. Merlin jej świadkiem, że gdyby istniało zaklęcie, które pozbawiłoby go tej klątwy i przeniosło na nią, skorzystałaby z tego. Obiecała sobie przecież lata temu, że będzie żyła tak, aby inni się uśmiechali, traktując każde spotkanie jako możliwie ostatnie. Trzeba było wynosić więc najlepsze wspomnienia. Nie przypisywała sobie jednak jego uśmiechów, nie mogłaby tak egoistycznie myśleć — już teraz nie, chociaż egoizm czasem przejawiał się w jej słowach czy gestach, niezależnie jak mocno próbowała go ukryć. Podążając jego śladem, również bezgłośnie westchnęła, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po twarzy Hjalmara, jakby chciała upewnić się, że wszystko będzie w porządku. Bo naprawdę, mogłaby złożyć przysięgę krwi, wycie do księżyca nie zmieni wiele w tym, jak go postrzegała, nie po takim czasie i tylu wspólnych momentach, które mocno się w niej zakorzeniły.
- To prawda, możesz być moim największym wyzwaniem, ale skoro dotarliśmy aż tutaj, jak mogłabym się poddać, wilczku? - bezradnie rozłożyła dłonie, sugerując mu tym samym, że nie miała żadnego wyboru, skoro już się na to uparła i sobie postanowiła, że doda kolorów do jego codzienności. Nie bardzo wiedziała jeszcze jak, ale przecież miała czas, aby znaleźć odpowiedni sposób, właściwą metodę. Patrzyła na niego z tym charakterystycznym błyskiem w oczach, łagodnie, ale i z pewnym smutkiem, wyrzutami sumienia, bo wciąż miała poczucie winy. Nienawidziła stawiać innych w niekomfortowej sytuacji i trudno było jej przetłumaczyć, że wcale nie było tak źle, jak szeptał jej umysł. No i ta samotność, żarząca się myśl, która nie dawała jej w ogóle spokoju, bo w gruncie rzeczy — pomimo tego, że był milczący, to lubił przebywać z ludźmi. Nie zdawał sobie sprawy, jak dużo wnosił do towarzystwa i jak mocny miał na nie wpływ, jak mocny wpływ miał na nią samą.
- Tacy są ludzie, zakładamy, że nic się nie stanie, zawsze wierzymy w szczęśliwe zakończenia. - odparła cicho na jego słowa, spuszczając na chwilę wzrok. Imponował jej tym, jak ruszył na pomoc swoim najbliższym, nawet jeśli było to tak niebezpieczne. Ona zrobiłaby najpewniej to samo, nie myślałaby zupełnie o sobie, gdyby groziło coś jej przyjaciółkom, rodzinie, czy Hjalmarowi — z tego pewnie nie byłby zadowolony, robiąc jej później wywód o lekkomyślności, ale taka była prawda. Przez to, że on tak zawsze dbał o jej bezpieczeństwo, chciała się odwdzięczyć tym samym. - Nie brzmisz wiarygodnie teraz. - skwitowała z westchnieniem, unosząc brew na jego odpowiedź. Jak mógł wątpić w to, że był odważny? Przecież był odważniejszy chyba, niż ona — chociaż nie w tych samych płaszczyznach, bo ich odwaga zdawała się uzupełniać. Tam, gdzie Pandorze jej brakło, nadrabiał ją Islandczyk i odwrotnie. Byłoby nienaturalne, gdyby się ze wszystkim zgadzali, zwłaszcza tak ze sobą kontrastując, będąc niczym słońce i księżyc — porównanie to sprawiło, że kąciki warg jej drgnęły ku górze, jakby uświadomiła sobie, jak trafne było jej porównanie, pierwsze skojarzenie, wtedy w pokrytym śniegiem lesie.
Nie postrzegała tego tak, jakby wszystko było po jej myśli, wręcz przeciwnie. Sprawiał, że wszystko było bardziej skomplikowane, niż gdy ona kontrolowała całą sytuację i naruszała jego przestrzeń osobistą. Ścisnęła jego palce dość pewnie i mocno, ignorując to, co najzwyklejszy, tak prosty gest w niej wywołał. Blondyn nie dość, że chaos do siebie przyciągał, to jeszcze go prowokował lub nawet wywoływał, gdy ten spokojnie drzemał. Jego mina zasugerowała jej, że nie spodziewał się tego, co zrobiła i że znów przeszedł go chyba dreszcz strachu i niepewności, który tak notorycznie u niego wywoływała. Znów. Mówiła więc wprost.
- Gdy ja na Ciebie wpadam, to nie masz takich myśli. - odparła na swoją obronę, nieco ściszonym głosem, chociaż za wszelką cenę nie chciała brzmieć na zawstydzoną. Westchnęła, gdy zaczął mówić, a potem przerwał. I co ona miała z nim zrobić? Nauczyć się czytania w myślach? Nie uciekła spojrzeniem od jego oczu, gdy mówił, jakby zastanawiała się nad sensem wypowiadanych przez niego słów. Dobrze zrobiła? Nie była taka pewna, wchodząc aż tak buciorami w jego prywatność, zachowała się egoistycznie, paskudnie. A z drugiej strony, czy nie było faktycznie lepiej? Czy nie ulżyło jej, że to nie kwestia tego, że ona była nękającym go problemem? I jeszcze ta nachalna chęć… Zacisnęła usta, znów przygryzając wewnętrzną stronę policzka, starając się uspokoić to wszystko, co wrzało w jej umyśle i sercu. To było wiele informacji, a Pandora była przecież żywiołowa, wszystko przeżywała intensywniej, niż sama sądziła. - Przemienisz się ot tak? - zapytała ostatecznie, nieco ciszej, jakby uznała, że to będą najbardziej odpowiednie słowa, które nie wywołują żadnej kłótni. Nie mogła sobie przypomnieć zbyt wiele o wilkołakach przez to, że nie postrzegała go w taki sposób, bo był przecież jej ulubionym Islandczykiem, Niedźwiadkiem. Nie umiała go postrzegać w sposób, w jaki pisano w książkach lub szeptano, stąd też takie, a nie inne pytanie. Miał trochę racji, byłaby w szoku, olbrzymim, ale znając samą siebie, nie sądziła, że by z niego zrezygnowała, nawet gdyby dowiedziała się w inny sposób.
- Jak mam się niby nie przejmować? - zapytała z niedowierzaniem, kręcąc głową. Zwariował? Powinien był o tym myśleć, zanim spędził w nią taki sposób Lithe, zanim ją do siebie przyzwyczaił na tyle, że nie mogła doczekać się kolejnej okazji do spędzenia z nim czasu. - Nie powinieneś tego akceptować, w tym cały problem. - dodała szeptem, przymykając na chwilę oczy. Próbowała się uspokoić, policzyć do dziesięciu. Nie chciała dać się ponieść emocjom, nie chciała się na niego wściekać, nie miała prawa. A jednak irytował ją tak strasznie, gdy mówił o sobie w ten sposób..
Zaimponowała? Uniosła brew, zachęcając go spojrzeniem do rozwinięcia myśli. Przed oczami zatańczyły jej wspomnienia, posmak piwa na jego ustach, mina jego kolegów. Wcale tego nie planowała — owszem, chciała mu podziękować, ale nie wierzyła, że wybierze właściwe miasteczko, a potem.. Wszystko poszło w sposób samoistny, po prostu dała się ponieść chwili, porwać do świata, którego przecież zupełnie nie znała. - To mi coś pokażesz w ramach nagrody za wykazanie się?
Zapytała retorycznie, kończąc jego myśl, nie bardzo chyba chcąc znać odpowiedź na to pytanie. Przesunęła dłonią po oczach, drugą zaciskając na łyżce. - Byłeś pewnie na mnie zły, jak Cię pocałowałam.
Zauważyła jeszcze, pozwalając ręku swobodnie opaść, aby mogła usiąść nad miską. A potem to już zupełnie straciła nad sobą panowanie, liczenie niewiele dało. Słowa wylewały się spomiędzy jej ust, nie uciekała od niego wzrokiem i sama nie wiedziała, kiedy znalazła się na ziemi. Paznokcie wbijały się jej w skórę od mocno zaciśniętych pięści. Skoro on nie chciał o siebie walczyć, to ona będzie musiała to zrobić za niego, była w stanie, bo przecież była silna, mogła wszystko. Powtarzała sobie to często, powtarzali jej to rodzice — chociaż to bardziej była krytyka, niż motywacja, bo nie dostosowywała się do tego, czego od niej wymagali wraz ze społeczeństwem.
Ona się gotowała, a on po prostu przeprosił? Rozchyliła usta zaskoczona, chcąc znów wybuchnąć, ale widok jego twarzy i fakt, że złapał ją za rękę, przysuwając do swojego torsu, czym zbił ją zupełnie z tropu. Przenosiła spojrzenie pomiędzy swoją dłonią, a jego twarzą, gdy poprawiał jasne włosy, nie bardzo wiedząc, co ma z nim zrobić, bo przywykła, że gdy się już odpalała, to ktoś się po prostu z nią kłócił. I niby na nim miała gniew wyładować? Przecież to niedorzeczne. Gdy mówił, milczała, wpatrując się z miną, jakby toczyła prawdziwą wojnę wewnątrz siebie. Jakim cudem tak szybko łagodnieje przez niego? Gdzie była jej iskra? Znów to robił.. Jego słowa sprawiły, że drgnęła jakby niespokojnie, czując mocniejsze wypieki na policzkach, potęgowane szybkimi uderzeniami serca. Gdyby przyłożył jej dłoń do piersi, pomyślałby pewnie, że ma jakiś atak. Jej pięść się rozluźniła, przymknęła na kilka sekund oczy, łapiąc głębszy oddech. Powtarzała sobie kilka słów niczym mantry. Była tylko człowiekiem, robiła źle, ale powinna ich unikać, gdy mogła, ale co, jeśli nie była już w stanie się powstrzymać? Jakim prawem była na niego tak wściekła, a jednocześnie tak bardzo się martwiła? Zupełnie nie rozumiała. Znów mówił, przepraszał, a ona milczała, przyglądając się później, jak przeciera oczy. Dawno tak długo nie siedziała cicho. - Jesteś naprawdę, naprawdę… - urwała, słysząc brzmienie własnego głosu, na które pokręciła głową, przykładając wyprostowane palce do jego skóry, pozwalając, aby dłoń do niej przyległa. - Przestań mnie bez sensu przepraszać. I mówiłam, jestem tylko człowiekiem.
Będzie się tym martwiła później. Była głupia, naiwna, lekkomyślna, nieodpowiedzialna i pewnie tylko wszystko psuła, ale trudno. Nie umiała powstrzymać swojej wolnej dłoni, która zacisnęła palce na jego nadgarstku i z zaskakującą siłą pociągnęła go w dół, zmuszając, aby się nachylił. Nie mogła też poradzić sobie z mimowolnie unoszącym się do góry ciałem, bo stanęła na palcach. Gdyby zapytał ją, dlaczego przysunęła się bliżej, patrząc mu jeszcze chwilę oczy, zanim musnęła swoimi wargami, usta Hjalmara — nie znałaby odpowiedzi. Nie miała absolutnie żadnego argumentu, poza zwyczajną chęcią, potrzebą? Szukała, zastanawiała się — może to kwestia tej aury poczucia bezpieczeństwa, którą roztaczał? A może fakt, że ją uspokajał? Pocałowała go jednak w zupełnie inny sposób, niż zrobiła to Lithcie, gdy chciała po prostu go trochę sprowokować, a także zamknąć usta jego kolegom. Jej dłoń przesunęła się nieco w lewo, jakby chciała sprawdzić, czy serce biło mu szybko, czy może zupełnie nie robiła na nim wrażenia. Całowała go łagodnie, ale jednocześnie zupełnie pewnie, jakby nie była to nieprzemyślana decyzja, coś więcej niż zwykły impuls. Gdy poczuła, że drżą jej stopy, odsunęła się, nie patrząc mu jednak w oczy z widocznym zawstydzeniem, pozwalając sobie opaść na panele. Westchnęła ciężko, a trzymaną za nadgarstek dłoń przeniosła niżej, układając ją na swojej talii. Bez słowa — bo co niby miała mu powiedzieć mądrego, skoro sama nie wiedziała — przytuliła się do niego, sugerując wcześniejszym ruchem, żeby po prostu ją objął. Przesunęła palcami po odkrytych plecach Islandczyka, opierając podbródek gdzieś na wysokości obojczyka, bo do ramienia nie sięgnęła, pomimo instynktownego wspięcia się na palce u stóp chwilę później, znów. Wyjątkowo też nie patrzyła mu w oczy, nie odwracała twarzy w jego stronę, wbijając spojrzenie gdzieś w przestrzeń za nim lub nawet w jego skórę. - I tak właściwie, to nie był wilk z tą najlepszą dziewczyną, trochę zmieniłam.. - mruknęła cicho z wyraźnym poczuciem winy w głosie, jakby co najmniej wbiła nóż jego siostrze w plecy — chociaż daleko było do takiej rangi przestępstwa jej małemu kłamstwu. No i temu, że go pocałowała, bo przecież nie powinna. - To znaczy, był wilk, ale nie pluszowy, tylko jak się okazuje, taki prawdziwy. Zaskoczyłeś mnie tymi słowami. - wciąż brzmiała na pełną wyrzutów sumienia, tłumaczącą się, ale mógł z łatwością wyczuć, że uśmiechnęła się pod nosem. Dłoń, którą trzymała przy jego torsie, przesunęła wyżej, na jego szyję, odrobinę jakby się zasłaniając, żeby nie mógł na nią spojrzeć. Miała nieodparte wrażenie, że gdy się od niego odsunie, to nie będzie mogła się odezwać, straci zupełnie kontrolę. Pewnie pięknie popsuła ich przyjaźń bez konkretnego powodu, a myśl ta sprawiła, że zacisnęła powieki. Będzie musiała mu się wytłumaczyć, chociaż może znał ją na tyle, aby samemu sobie odpowiedzieć? Nie raz mówiła mu przecież, że jest impulsywna, robi, a potem myśli. I jeszcze uprzedzała, że ją prowokował, a jak mówił takie rzeczy.. Przygryzła dolną wargę, zaciskając nieco palce, bardzo delikatnie wbijając je w jego skórę. - To ja przepraszam.