22.01.2024, 22:26 ✶
Persephona była na mnie wściekła, a przy okazji również siedziała milcząca, więc mi humor dopisywał szampański. Uśmiechałem się nawet z satysfakcją, co nie było dla mnie raczej normą, bo przecież byłem taki duży, męski i poważny, że jakieś ciepłe uczucia, słoneczne i inne takie, to nie pod moim adresem. Szczególnie że z reguły też chodziłem wkurwiony albo podirytowany, więc też nie miało co mi tego słońca rozświetlać na mordzie, a teraz nie dość, że mieliśmy piękne lato, teraz już bez groźby sztormów, bo byliśmy na lądzie, to jeszcze porwałem dziewczynę, co to jednak wiedziała, co to znaczy być posłuszną swojemu oprawcy, hihi. Fajnie.
Moja radość nie trwała długo - tak bywało. Zająłem się czytaniem lektury na temat wiedzy tajemnej dla nadętych kurwiszonów w garniakach, czyli dla kogoś takiego jak ja w przyszłości. Była opisana teoria, którą właściwie już znałem, więc jakoś szczególnie mnie to nie porywało, ale było lepszą ewentualnością niż wpatrywanie się w Persephonę. Nie powiedziała mi, jaki rdzeń miała jej różdżka ani czy para się magią bezróżdżkową, więc zakładałem najgorsze, choć przy tym zakładaniu najgorszego, dziwiłem się, czemu wciąż żyłem. Cóż, może jednak nie była taka zua i mhroczna, na jaką się kreowała? Hę?
Cóż, najwyraźniej zamiast lektury, to ja jednak miałem życiowe rozkminy, więc nie dziwić się, że się nie uśmiechałem. Bynajmniej nie do czasu, póki mi ślinka nie napłynęła ze względu na bajecznie aromatyczny zapach gulaszu. Zdecydowanie się ożywiłem, szczególnie że baba od jedzenia wzięła nas za małżeństwo. Zabawnie. I doskonale!
Uśmiechnąłem się przymilnie, bo to jednak była kobieta, co miała we władaniu jedzenie, więc trzeba było być miłym.
- Poproszę gulaszu, podwójną porcję gulaszu - odparłem bez ogródek, bo to i tak już było wypisane w moich gwiazdach, że się nażrę na samą noc, a potem będę wzdychał z przeżarcia. Ale będę szczęśliwy. Zawsze byłem szczęśliwy, kiedy byłem najedzony, więc... może też panienka Degenhardt miała się rozpromienić, kiedy w końcu zamoczy w czymś usta? Jeszcze mi tu padnie biedna, a przecież ja brutalem nie byłem, no nie?
- A moja droga małżonka niech sama wybierze, na co ma ochotę - stwierdziłem anielsko wręcz, wpatrując się w Persephonę swoimi jakże roziskrzonymi (rozbawieniem, ale to szczegół), jasnozielonymi niczym nieobsrana łąka, oczkami.
- Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się takiego upału... Czy ma pani w menu napoje na ochłodę? Ukochałbym, oczywiście za przyzwoleniem żony, rączki całował - odparłem do babeczki zaraz po zamówieniu przez Persephonę jedzenia. Nie chciałem by dziewusze zachciało się wrzeszczeć albo chociażby na mnie narzekać. - Dwa razy bym prosił. Dla mnie i mojej ukochanej Persephonki - stwierdziłem, odkładając książkę na bok i szykując na stoliku miejsce pod gulasz. Będę jadł, będę jadł, będę jadł!
Moja radość nie trwała długo - tak bywało. Zająłem się czytaniem lektury na temat wiedzy tajemnej dla nadętych kurwiszonów w garniakach, czyli dla kogoś takiego jak ja w przyszłości. Była opisana teoria, którą właściwie już znałem, więc jakoś szczególnie mnie to nie porywało, ale było lepszą ewentualnością niż wpatrywanie się w Persephonę. Nie powiedziała mi, jaki rdzeń miała jej różdżka ani czy para się magią bezróżdżkową, więc zakładałem najgorsze, choć przy tym zakładaniu najgorszego, dziwiłem się, czemu wciąż żyłem. Cóż, może jednak nie była taka zua i mhroczna, na jaką się kreowała? Hę?
Cóż, najwyraźniej zamiast lektury, to ja jednak miałem życiowe rozkminy, więc nie dziwić się, że się nie uśmiechałem. Bynajmniej nie do czasu, póki mi ślinka nie napłynęła ze względu na bajecznie aromatyczny zapach gulaszu. Zdecydowanie się ożywiłem, szczególnie że baba od jedzenia wzięła nas za małżeństwo. Zabawnie. I doskonale!
Uśmiechnąłem się przymilnie, bo to jednak była kobieta, co miała we władaniu jedzenie, więc trzeba było być miłym.
- Poproszę gulaszu, podwójną porcję gulaszu - odparłem bez ogródek, bo to i tak już było wypisane w moich gwiazdach, że się nażrę na samą noc, a potem będę wzdychał z przeżarcia. Ale będę szczęśliwy. Zawsze byłem szczęśliwy, kiedy byłem najedzony, więc... może też panienka Degenhardt miała się rozpromienić, kiedy w końcu zamoczy w czymś usta? Jeszcze mi tu padnie biedna, a przecież ja brutalem nie byłem, no nie?
- A moja droga małżonka niech sama wybierze, na co ma ochotę - stwierdziłem anielsko wręcz, wpatrując się w Persephonę swoimi jakże roziskrzonymi (rozbawieniem, ale to szczegół), jasnozielonymi niczym nieobsrana łąka, oczkami.
- Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się takiego upału... Czy ma pani w menu napoje na ochłodę? Ukochałbym, oczywiście za przyzwoleniem żony, rączki całował - odparłem do babeczki zaraz po zamówieniu przez Persephonę jedzenia. Nie chciałem by dziewusze zachciało się wrzeszczeć albo chociażby na mnie narzekać. - Dwa razy bym prosił. Dla mnie i mojej ukochanej Persephonki - stwierdziłem, odkładając książkę na bok i szykując na stoliku miejsce pod gulasz. Będę jadł, będę jadł, będę jadł!