Zaśmiała się cicho i z delikatną ulga, że jednak Olivia nie będzie musiała chodzić z kaktusem na głowie. Avelina sięgnęła po zdjęcie, które wcześniej zrobiła i podsunęła je przyjaciółce.
– Ale za to mamy pamiątkę – zmrużyła oczy i zaraz wyrwała jej tą fotkę, aby dziewczyna przypadkiem jej nie porwała, czy coś. – Możesz zachować tę butelkę i wysłać kiedyś osobie, która ci podpadła – uśmiechnęła się diabolicznie, bo w sumie chętnie zobaczyłaby Augustusa z kaktusem na głowie. Ba! Nawet miała ochotę wysłać mu tę butelkę w prezencie, ale raczej nigdy tego nie zrobi, bo póki co się do niego nie odzywała. Nie wiedziała kiedy się z nim spotka, ale na razie chciała próbować żyć bez kontaktu z nim, bez myśli, że za chwilę wejdzie jej do domu, albo do pracy i zburzy ten mur, który na nowo zaczynała budować. Błagała siebie, aby był solidniejszy, aby był potężniejszy, aby nie czuła się zraniona, aż tak mocno.
– O, nie! Nie mam zamiaru wyglądać jak pelargonie! – oburzyła się, ale z uśmiechem odwzajemniła uścisk. – Nie, spokojnie, nie narobiłaś, akurat szef był w pracy i powiedział, że nie ma problemu, ale nie zależy mi już tak bardzo na tamtym miejscu, bo chcemy w końcu otworzyć coś swojego – ostatnie słowa dodała w konspiracyjnym szepcie udając, aby matka przyjaciółki nie słyszała.
– Ostatnio próbujesz nowych rzeczy, szukasz zmian, ufasz obcym – spojrzała na nią mrużąc oczy – Ale może mi się wydaje. Jak będziesz chciała porozmawiać to daj mi znać, spotkamy się na jakąś kawę – cmoknęła jej czoło – będę się zbierać do zobaczenia – uśmiechnęła się i ruszyła do wyjścia.